Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Przełom roku to naturalny moment do podsumowań i do refleksji – jak było i jak będzie.
Oczywiście, w paru zdaniach nie sposób tego zrobić. Więc tylko zasygnalizujmy. Rok 2009 był w sprawach międzynarodowych rokiem nietuzinkowym. Weszła w życie Lizbona, wyszła za to tarcza antyrakietowa, prezydent Obama wycofał się z tego przedsięwzięcia, co zresztą nas nie dziwi, prorokowaliśmy to już dawno. I w ten sposób nawet najbardziej niebystrzy z naszych polityków przekonali się, jakie jest miejsce Polski w świecie.
Z ważnych wizyt – mieliśmy wyścig prezydenta i premiera do krzesła w Brukseli oraz Władimira Putina i Angelę Merkel na Westerplatte. No i – warto nad tym na poważnie się zastanowić – Berlusconiego w Mińsku. Za to Barack Obama ominął Warszawę, choć nie zapomniał zadzwonić, by poprosić o żołnierzy do Afganistanu.
Poza tym Jerzy Buzek został przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, Włodzimierz Cimoszewicz nie został przewodniczącym Rady Europy, a Bośnia i Hercegowina została niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, bo Polska jej to miejsce udostępniła.
A w kraju?
Tu mieliśmy ciągłą wojnę MSZ z Kancelarią Prezydenta. A w zasadzie ją mamy – oba ośrodki robią sobie na złość, czego m.in. efektem jest kilkadziesiąt ambasadorskich nominacji, których prezydent nie podpisał.
To handryczenie się niczego dobrego nie przynosi. Jedni ambasadorowie wyjeżdżają bez nominacji, więc są tylko kierownikami placówki, drudzy wolą poczekać. Tak czy inaczej – to nie ma sensu, bo wielu dobrych fachowców, zamiast pracować dla kraju, siedzi na walizkach. Tak jak np. Wojciech Bożek, arabista, były ambasador w Kuwejcie (i to w tym trudnym czasie), który został nominowany na ambasadora w Libii. Placówce znów z perspektywami.
Czeka też na wyjazd Andrzej Ananicz, orientalista, były wiceminister spraw zagranicznych, były szef Kancelarii Prezydenta Wałęsy i były szef Agencji Wywiadu. Ma jechać do Teheranu, gdzie brak ambasadora aż kłuje w oczy. Ale jeśli chodzi o niego, to Kancelaria Prezydenta jest tu, na razie, bez winy…
Za to w samej centrali – zmiany, zmiany…
Za ministra Sikorskiego były już dwie reorganizacje, teraz będzie trzecia. UKIE połączy się z MSZ.
Już te dwie pierwsze MSZ ledwo przeżyło, na szczęście zatrudnia bystre sprzątaczki, które szybko się nauczyły, który departament gdzie został przeniesiony i gdzie jakie dokumenty trzeba nosić. Ale tego trzeciego przewrotu MSZ może nie przetrzymać…
W wyniku połączenia powstanie gigant, mający 41 departamentów. Takim czymś nie sposób zarządzać. Do tego i MSZ, i UKIE wniosą w posagu własne budżety, własny sposób wydawania pieniędzy i własne uregulowania prawne oraz finansowe. I pewnie jeszcze własną kulturę korporacyjną.
Bałagan szykuje nam się niesłychany.
I jak to zwykle bywa, najpewniej nie będzie on dotyczył głównych bałaganiarzy. Jeden z nich, Rafał Wiśniewski, dyrektor generalny w MSZ, ma się ewakuować na placówkę. A gdzie? Tak się składa, że w tym prawicowym rządzie największym powodzeniem cieszą się placówki w krajach uznawanych za lewicowe. Tam najprzyjemniej się mieszka. Wiśniewski więc szykuje się do Danii. I miło, i blisko.
Attaché

Wydanie: 51-52/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy