Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Minister Bartoszewski chyba już dał się przekonać do tezy, że polska polityka zagraniczna powinna być bardziej zniuansowana i pamiętać również o krajach nie należących do NATO. Świadczy o tym szereg ministerialnych gestów. Choćby jego wizyta w Chinach. Minister pojechał za Wielki Mur z żoną, a także z synem i synową. Co świadczy jednoznacznie, że nie był to dla niego rutynowy wyjazd. Zresztą minister obiecał w Pekinie, że Polska nie będzie popierała w Genewie rezolucji potępiającej Chiny za łamanie praw człowieka. Co zostało przyjęte ze zrozumieniem – jako sygnał, że Polska zaczyna koordynować swoją politykę zagraniczną z państwami Unii Europejskiej.
Innym gestem jest odbudowa naszej ambasady w Mongolii. Do Ułan Bator na stanowisko ambasadora pojedzie Krzysztof Dembicki, syn dyplomaty-sinologa. Na początek czeka go niełatwe zadanie – odbudowy placówki. Otóż w roku 1995 Polska zlikwidowała ambasadę w Ułan Bator, tłumacząc to względami oszczędnościowymi. No i tym, że nasze interesy w tamtym regionie świata są tak niewielkie, że szkoda wydawać pieniądze na utrzymanie dyplomatycznego personelu. Był jeszcze w tym wszystkim kontekst polityczny – otóż tłumaczono, że nie warto utrzymywać placówki w kraju, gdzie rządzą postkomuniści…
O likwidację ambasady wnioskował Stanisław Godziński, ambasador w Mongolii w latach
1991-95, mongolista z Uniwersytetu Warszawskiego. Godziński nie miał serca do kierowania placówką, często podkreślał, że czuje się tylko “wypożyczony” z UW do MSZ, a obowiązki dyplomaty traktował nad wyraz swobodnie. Do dziś w MSZ opowiada się, że jedyną dobrze zorganizowaną działalnością ambasady było świniobicie i produkcja kiełbas oraz salcesonów. Pamiętana też jest historia kierownika administracyjno-gospodarczego ambasady, odpowiedzialnego za funkcjonowanie placówki. Kierownik słał do Warszawy rozpaczliwe listy protestacyjne, bo wciąż natykał się w tajnych miejscach ambasady, np. tam gdzie jest radiostacja, na różnych Mongołów, przyjaciół i znajomych ambasadora lub jego syna.
Było, minęło. Za marne pieniądze sprzedaliśmy budynki ambasady, odrzuciliśmy pomysł, by w Ułan Bator zostawić przynajmniej konsula i BRH, zlikwidowaliśmy wszystkie nasze interesy w Mongolii, obrażając przy okazji gospodarzy.
I spotkała nas za to kara. Zaraz po tym, jak zlikwidowaliśmy ambasadę, akurat postkomuniści przegrali wybory i władzę wzięła prawica. Jednocześnie w tym samym czasie swoje przedstawicielstwa w Ułan Bator zaczęły gwałtownie rozbudowywać państwa zachodnie – Mongolia to tablica Mendelejewa, więc każdy chciał coś z niej dla siebie uszczknąć. Oni się tam pchali, a my się stamtąd ewakuowaliśmy. Czas pokazał, kto miał rację. Teraz trzeba będzie kupować od nowa budynki ambasady, odbudowywać zerwane kontakty, zaczynać od zera, daleko za konkurencją. Ta likwidacja ambasady to nie był pomysł, który przyniósł oszczędności.

Wydanie: 15/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy