Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Najpierw uzupełnijmy wcześniejsze wiadomości. Humorystyczne wieści nadchodzą z Erewanu, dokąd pojechał niedoszły ambasador w Tbilisi, Piotr Iwaszkiewicz. Otóż Iwaszkiewicz pojechał do Erewanu jako charge d’affaires, radca-minister pełnomocny. I jak zaczął tłumaczyć ten fakt? W sposób prosty – zaczął mówić, że jest to rekompensata za krzywdy moralne, które spotkały go w sąsiedniej Gruzji (która nie chciała, by był szefem ambasady RP w Tbilisi). W ten oto sposób poznaliśmy motyw ruchów kadrowych w naszym MSZ-ecie – wynagrodzenie za krzywdy moralne…
Z Iwaszkiewiczem jest też śmiesznie z innego powodu – jadąc na Zakaukazie, zostawił w Warszawie żonę z dziećmi. Zabrał zaś ze sobą obecną partnerkę i dwójkę wspólnych dzieci. Pani jest przedstawiana w Armenii jako jego żona, co nie do końca odpowiada rzeczywistości. I może być kłopotliwe – bo co będzie, gdy do Erewanu przyjadą prezydent Kwaśniewski albo Jan Paweł II? Obaj mają wizytę w Armenii zapisaną w kalendarzu na rok 2002. Już widzimy te wygibasy protokołu dyplomatycznego…
Lada dzień na zagraniczną placówkę wyjeżdża inny dyplomata. To Wojciech Kałuża, z wykształcenia sinolog, który jedzie do KRLD. W ten sposób po wielu miesiącach oczekiwania placówka w Phenianie będzie miała ambasadora.
Kałuża to zresztą ciekawa postać. Otóż po pierwszym pobycie na placówce w Chinach (było to ze 30 lat temu) grzecznie poprosił w MSZ-ecie, by skierowano go na inny odcinek. Tak też się stało, Kałuża pracował w ONZ-etowskich misjach, m.in. w Kambodży. Ale największa gratka trafiła mu się w ostatnim czasie – był szefem misji ONZ-etu w Jugosławii. I to szefem całą gębą, miał zastępczynie Amerykankę i sporo obowiązków. To była odpowiedzialna funkcja i dobrze płatna – na tym stanowisku zarabiało się 7 tys. dolarów USA miesięcznie…
Tyle też otrzymywał Kałuża, zresztą całkiem zasłużenie, bo jest to kompetentny dyplomata. Wszyscy w MSZ-ecie sądzili więc, że poświęci się on już do końca dyplomacji międzynarodowej. A tu, proszę, taka niespodzianka: jedzie do Phenianu…
I na zakończenie jeszcze o dwóch wyjazdach. Tadeusz Kołodziej pojedzie do Demokratycznej Republiki Kongo (naprawdę, nikt mu tego wyjazdu nie zazdrości). A Sławomir Ratajski będzie ambasadorem w Argentynie.
PS Dziękujemy za telefon od “zaniepokojonego”, który zwrócił nam uwagę, że nie mamy co gratulować pani Krulak zdanego egzaminu konsularnego, bo oprócz tego powinna zdać jeszcze egzamin z języka. Więc odpowiadamy: jak jest zdolna, to zda. A jak nie zda, to wygospodaruje nowy etat dla konsulatu w Atenach i weźmie tam pracownika, który nie tylko sprawy konsularne, ale i grecki będzie miał w małym palcu. I on będzie pracował, a ona będzie nim kierowała. Tak może być. Bądź co bądź, historia polskiej dyplomacji zna wiele podobnych przypadków.

Wydanie: 27/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy