Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Polska aspiruje do Unii Europejskiej, tymczasem można odnieść wrażenie, że czasami jej polityka zagraniczna i filozofia tej polityki idą zupełnie w poprzek zachodnioeuropejskim zasadom. Przykład? Na niedawnej konferencji w Warszawie, poświęconej demokracji, nie było Chin, bo ich nie zaproszono. Po czym na Państwie Środka próbowaliśmy sobie używać, przedstawiając je jako Czarnego Piotrusia wspólnoty międzynarodowej.
Tyle my. A teraz świat: otóż świat wie, że Chiny są wielkim mocarstwem, notującym rok w rok wzrost gospodarczy 7% PKB. W Pekinie ustawiają się więc kolejki najważniejszych polityków: w ostatnich dniach byli tam prezydent Putin, pani Albright i premier Hiszpanii, Aznar. Unia Europejska, której częścią być chcemy, uznaje Chiny za swego głównego partnera polityczno-gospodarczego. I odbywa z nim coroczne spotkania na szczycie, organizowane na tych samych zasadach, na jakich odbywają się szczyty europejsko-japoński i europejsko-amerykański.
Nikt Chin do kąta nie stawia – pani Albright powtarza stanowisko Clintona w sprawie Tajwanu (tzw. trzy razy “nie”). Unia z kolei akcentuje, że polityką drobnych kroków i dawania przykładu można pomagać w rozszerzaniu praw człowieka w Chinach. Zresztą nigdy w historii tego kraju nie były one tak szerokie jak dziś. Tu ewolucja jest widoczna. Tymczasem Polska nad wyraz chętnie prezentuje się na arenie międzynarodowej jako główny oskarżyciel Chin. My oskarżamy Pekin o łamanie praw człowieka, opowiadamy o publicznych egzekucjach (co jest daleką przeszłością i świadczy tylko o (nie)wiedzy naszych polityków), a Francuzi, Amerykanie, Niemcy jeżdżą tam i robią interesy. A my nie, zresztą minister Geremek zakazał komukolwiek z MSZ wyjeżdżać do Chin.
A teraz trochę danych: według GUS-u, w roku 1999 nasz import z Chin wynosił ponad 1,3 mld dolarów, a eksport – 133 mln. Saldo jest więc dla nas tragiczne i najwyższa pora, by je zmienić. Czyli – nie obrażać, tylko jeździć i załatwiać swoje sprawy. A że jest to dosyć skuteczna metoda, świadczy jeden drobny fakt: w roku 1997 nasz eksport do Chin wynosił 37 mln dolarów. A skoczył do góry po wizycie w Pekinie i Hongkongu prezydenta Kwaśniewskiego i realizacji podpisanych wówczas kontraktów.
Co ciekawe, właśnie teraz jest szansa na wyjście z polsko-chińskiego impasu, w który sami się zapędziliśmy. Do KRLD pojechał na konsultacje wiceminister Sikorski z pokaźną delegacją. A lecieć musiał przez Pekin, bo innego połączenia z Phenianem nie ma… Te konsultacje to przede wszystkim efekt koreańsko-koreańskiego szczytu. W Phenianie mamy więc wielki ruch – Australia i Włochy wznowiły stosunki dyplomatyczne z KRLD, a negocjują Kanada, Unia Europejska i Japonia. My z kolei podnosimy rangę naszego przedstawicielstwa – ambasadą będzie kierował nie charge d’affaires, lecz pełny ambasador. Będzie nim, to ostatnia kadrowa decyzja Bronisława Geremka, Jan Rowiński, dotychczasowy zastępca ambasadora w Pekinie, sinolog, znakomity znawca Dalekiego Wschodu. Trudno o lepszą kandydaturę. Może to dobry znak, że się powoli (zachodnio) europeizujemy? Attaché

Wydanie: 29/2000

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy