Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Najpierw trochę remanentu. Zbiera się już do wyjazdu Janusz Rydzkowski, dotychczasowy dyrektor biura kadr, który jedzie do Portugalii. W tym tygodniu w kadrach zacznie urzędować jego następca. No i w kraju witamy dotychczasowego ambasadora w Lizbonie, Adama Halamskiego. Na jakim stanowisku? Dyrektorem departamentu (z takiej pozycji wyjeżdżał na placówkę) nie będzie. To zresztą mądra decyzja, bo Halamski ma kłopot z identyfikacją. Gdy był ambasadorem, wyznał jednemu z urzędników, że wstydzi się, iż jest ambasadorem tego rządu. Ale dymisji nie złożył. Więc teraz nie ma sensu plasować go na jakimś ważniejszym stanowisku – a nuż tak będzie się wstydził, że nie wytrzyma?
Podobnie jak Halamski odwołany już został Gabriel Beszłej, ambasador w Meksyku. Ale on do MSZ nie wróci, bo przyszedł z zewnątrz. Wszystko zależy od papierów – i albo wyląduje w Kancelarii Premiera (i niech się minister Wagner z nim bawi), albo u Wiesława Walendziaka. Ha!
Na jego miejsce do Meksyku pojedzie Tadeusz Tomaszewski, były ambasador w Limie. Tomaszewski to znawca krajów Ameryki Łacińskiej, był w Peru na placówce przez wiele lat, był też w grupie zakładników, kiedy grupa terrorystów zajęła ambasadę Japonii. Coś takiego parę lat temu się zdarzyło…
Swoją misję na Cyprze zakończył też Tomasz Lis, wynalazek Krzysztofa Skubiszewskiego, który przez wiele lat nie mógł wyjechać za granicę, bo nie znał żadnego obcego języka, Wreszcie dostał trójkę z angielskiego i pojechał do Aten jako konsul, a stamtąd do Nikozji na stanowisko ambasadora. Tak musiało być, bo Lis należał do ekskluzywnej grupy młodych-gniewnych-niedouczonych, dekomunizujących MSZ.
Teraz jego następcą na Cyprze zostanie Zbigniew Szymański, obecny dyrektor Departamentu Systemu Narodów Zjednoczonych i Problemów Globalnych.
W MSZ przebąkują, że szkoda go na taką placówkę, bo – w przeciwieństwie do Lisa – wie, na czym polega dyplomatyczna robota. Z drugiej strony, placówka w Nikozji jest niewielka, dwuosobowa, Cypr będzie państwem unijnym, będzie się jednoczył, więc roboty Szymańskiemu nie zabraknie.
Tyle remanenty, a teraz wydarzenie. Jeśli popatrzymy na nasze kontakty na Wschodzie, to człowieka może ogarnąć zdziwienie. Gdyż się okaże, że stosunki z Białorusią mamy lepsze od stosunków z Rosją, a czasami i od stosunków z Ukrainą. Bo mimo że kontakty z Mińskiem na najwyższych szczeblach są zamrożone, znajduje się sposoby, aby rozmawiać.
Minister Cimoszewicz znalazł taki sposób – zaprasza swoich odpowiedników do siebie, na ranczo. Niedawno widzieliśmy więc w Puszczy Białowieskiej Anę Palacio, a teraz, w weekend, przez dwa dni, był minister spraw zagranicznych Białorusi, Siergiej Martynow. No i nie były to bezowocne spotkania. Bo ministrowie prawie ustalili, że obniżone zostaną ceny wiz i uproszczony reżim wizowy. W tym celu powołany zostanie specjalny zespół, który dopracuje szczegóły. Ruszono też parę innych spraw. Okazuje się, że ranczo to całkiem niezły pomysł. I kto tu twierdzi, że Cimoszewicz to sztywniak?

Wydanie: 10/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy