Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Najśmieszniejsze są rzeczy pisane z namaszczeniem. Nie tak dawno „Polityka” zamieściła długi reportaż o naszych placówkach i naszych dyplomatach pracujących w Brukseli. MSZ-etowski korytarz odebrał to dzieło jednoznacznie – jako bronienie Iwo Byczewskiego, naszego ambasadora w Królestwie Belgów, o którego kapryśnych zachowaniach było głośno. I jako odpór wobec tygodnika „NIE”, który kilka miesięcy temu, piórem swojej wysłanniczki, również opisał Brukselę.
Nie wdając się w szczegóły: Iwo Byczewski najpierw był ambasadorem przy Unii Europejskiej, ale ponieważ nie za bardzo dawał sobie radę na tym stanowisku, litościwy Cimoszewicz przeniósł go parę ulic dalej, mianując ambasadorem w Królestwie Belgów. Tę zamianę Iwo przyjął z godnością, bo dostał stanowisko pracy niemal w tym samym miejscu, za te same pieniądze, za to 20 razy mniej męczące. Tak jakby się przeniósł z młyna do klubu dla dżentelmenów. Rzecz jednak w tym, że Byczewski chętnie zmienił stanowisko, ale nie chciał zmienić miejsca zamieszkania. I oświadczył, że nie wyprowadzi się z rezydencji przynależnej ambasadorowi przy UE do wielopokojowego mieszkania przynależnego ambasadorowi w Królestwie Belgów. Tłumacząc, że za małe, za brzydkie, że nie pasuje jego żonie, byłej aktorce Annie Nehrebeckiej. I strasząc Geremkiem. Przez kilka miesięcy w Brukseli mieliśmy pat. Byczewski mieszkał w rezydencji, mieszkanie dla niego stało puste, a nowy ambasador przy Unii, Marek Grela, mieszkał w pokoiku gościnnym ambasady, na poddaszu.
Ostatecznie MSZ ustąpiło. Grela dostał pieniądze, by wynajął sobie porządne lokum na mieście, tak żeby mógł przyjmować u siebie zachodnich dyplomatów. Byczewski dostał zgodę na pozostanie w rezydencji. A puste mieszkanie dano konsulowi generalnemu, który akurat przyjechał do Brukseli. Konsul się ucieszył, ale mina prędko mu zrzedła, bo odbierając mieszkanie, nie mógł doliczyć się niektórych mebli. I teraz martwi się, czy Byczewski mu je zwróci… Czy też powie, że nie może, bo jego żona, Anna Nehrebecka, potrzebuje do swoich występów.
Z tą Nehrebecką, żoną ambasadora, to też są śmieszne rzeczy. Ona opowiada, że poświęca się dla Polski, bo nie bierze honorariów za występy, czyli za to, że recytuje po polsku podczas spotkań z polonusami. Boże święty, co za megalomania…
PS
Wchodzą na placówkach nowe uregulowania płacowe. Na razie wchodzą, więc urzędnicy przyglądają się im i sobie obliczają. A z tym różnie bywa. Otóż najbardziej ich martwi fakt, że inaczej będą teraz naliczane dodatki na żonę i dzieci. Do tej pory dyplomata na placówce otrzymywał dodatek na żonę w wysokości 10-20-30% (zależy, jaki sobie wychodził) grupy oraz stały dodatek na każde dziecko. Teraz będzie to liczone według ogólnych zasad. Zatem placówki pytają się: czy te nowe uregulowania płacowe, w wyniku których ludzie na placówkach otrzymywać będą pieniądze z pięciu różnych „kupek”, to będzie podwyżka czy obniżka?

Wydanie: 4/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy