Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No to rusza Singapur, w tym państwie będziemy mieli ambasadora. Zostanie nim Jerzy Sajkiewicz, człowiek od spraw biznesu, znający Daleki Wschód. W MSZ kojarzą go jako osobę pracującą na początku lat 90. w BRH w Tokio. Potem Sajkiewicz przeszedł na swoje, pracował w Tokio w firmach japońskich.
A jak wykreował się na kandydata na ambasadora? Tu jego dobrym duchem była Kancelaria Premiera, Sajkiewicza popierał Tadeusz Iwiński. Początkowo mówiono, że powinniśmy go wysłać do Tokio, może nawet na ambasadora, bo mało kto w Polsce zna Japonię, zwłaszcza od strony biznesu, lepiej niż on. Ale w MSZ oponowano, bo niezręcznością byłoby wysyłać do Japonii człowieka, który wcześniej dla Japończyków pracował. Tak, tak, to zaważyło… A warto przypomnieć, że na początku lat 90., gdy swoją kadrę kompletował Krzysztof Skubiszewski, takie „niezręczności” były na porządku dziennym.
Ostatecznie zdecydowano, że Sajkiewicz, z racji swoich biznesowych kontaktów, pojedzie do Singapuru, będzie tam pierwszym naszym stałym ambasadorem.
O ile sprawa Singapuru jest już zamk-nięta, to właśnie otwiera się sprawa innej ambasady w małym, ale ważnym państwie – w Luksemburgu. Polska zamierza otworzyć ambasadę w Wielkim Księstwie, decyzja w tej sprawie została podjęta, to logiczne, jeśli chcemy dobrze funkcjonować w instytucjach europejskich. Ale kogo tam wyślemy? Jest już spora grupa dżentelmenów, która chodzi wokół sprawy. I nie ma co się dziwić, posada ambasadora w Luksemburgu będzie jedną z najatrakcyjniejszych w MSZ. Spokojne, przyjazne człowiekowi państwo, blisko do kraju, placówka, na której można zapunktować, niezłe pieniądze.
Jakiś czas temu mówiono, że w posadę ambasadora w Luksemburgu celuje Jan Wojciech Piekarski, dyrektor Departamentu Azji i Pacyfiku. Wcześniej ambasador w Brukseli, a jeszcze wcześniej w Bagdadzie (jako szef sekcji interesów USA). Ale wybrał Izrael. Teraz, gdy wyjedzie do Tel Awiwu, jego miejsce na fotelu dyrektora departamentu zajmie Tomasz Kozłowski, który właśnie wraca z Pakistanu.
Ale wracając do Luksemburga – mocno w sprawie stanowiska ambasadora w tym kraju lobbuje Krzysztof Turowski. To osoba znana w MSZ, tylko że znana inaczej. Był korespondentem „Rzeczpospolitej” i TVP w Paryżu. Potem odnalazł się w Brukseli. Tam jest szefem polskiego ośrodka informacji turystycznej. I lubi opowiadać o swoich osiągnięciach. Jednak stanowisko to jakoś nie zaspokaja jego ambicji, kilkanaście miesięcy temu był wymieniany jako kandydat na stanowisko szefa Instytutu Adama Mickiewicza, tego od promocji polskiej kultury za granicą. Jego pozycję podnosił fakt, że celnie punktował nonsensy i rozrzutność organizatorów Europaliów. Ostatecznie szefem instytutu został Ryszard Żółtaniecki, były dyrektor Departamentu Polityki Kulturalnej MSZ. Teraz Turowski jest w grupie walczącej o Luksemburg. Czy z tym samym efektem?

Wydanie: 42/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché