Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Ha! Są w MSZ ludzie, którzy wciąż wierzą, że minister Sikorski opuści resort dyplomacji i przeniesie się (a raczej premier go przeniesie) na stanowisko szefa MON. Swoje rachuby opierają na tym, że Sikorski, po pierwsze, ma sentyment do MON, a po drugie, osobowościowo bardziej pasuje do ludzi trzaskających obcasami niż do ostrożnych analityków ważących słowa. Ta teoria o zauroczeniu Sikorskiego wojskiem ma jeszcze jedną wersję – otóż mówią, że zabiega on o stanowisko wicepremiera, szefa MSZ, a przy okazji nadzorującego MON.
Lada chwila przekonamy się, co z tego wszystkiego wyszło, tymczasem możemy oglądać występy ministra (wciąż szefa dyplomacji) w mediach. A jest co oglądać, bo zdumiewające są jego komentarze np. na temat śmierci Kaddafiego. Okazywanie radości z powodu śmierci nie przystoi dżentelmenowi, ale – jak widać – minister tego nie wie. Tak jak nie wie, że wychodzi ze swej roli, opisując z entuzjazmem szczegóły śmierci Mohammada Nadżibullaha, łącznie z tym, że został „wykastrowany”. Panie ministrze, może rzeczywiście bliższe jest panu MON?
O ile opowiadając o śmierci dyktatorów, Sikorski prezentuje brak kindersztuby, o tyle mówiąc np. o wyborach w Tunezji – zwykłe nieoczytanie. Niepotrzebnie entuzjazmuje się 90-procentową frekwencją – bo takiej nie było. W Tunezji do wyborów poszło 90% obywateli, ale tych zarejestrowanych w komisjach wyborczych. Natomiast zarejestrowało się ok. 60% uprawnionych do głosowania. Ot, i cała tajemnica. Szkoda tylko, że ta tajemnica dotyczy również szefa MSZ. Bo wypadałoby, żeby wiedział, co mówi, gdy zabiera głos w jakiejś sprawie. A mógłby przecież zapoznać się ze stosownymi notatkami Departamentu Afryki i Bliskiego Wschodu albo wysłanymi przez ambasadę w Tunisie. Choć co do tej ambasady, to wielkich złudzeń nie mamy, bo ambasadorem jest były wiceminister kultury, więc to bardziej synekura dla niego niż pożytek dla MSZ.
No dobrze, skoro jesteśmy w Afryce Północnej, warto napomknąć o wizycie ministra Sikorskiego w Bengazi. Minister zabrał ze sobą m.in. panią wiceminister Stelmach (tę od promocji biznesu) i grupę biznesmenów. Wszystko pięknie, tylko czy minister jest pewien, że rozmawiał z ludźmi, którzy kontrolują Libię? I którzy mogą składać wiarygodne zobowiązania? Na razie sytuacja w Libii jest nader niejasna, więc i jakieś umowy biznesowe nie mają większej wartości… Wypadałoby być odrobinę bardziej wstrzemięźliwym. No i nie można w trakcie wizyty spychać ambasadora w Libii gdzieś na koniec, bo to sygnał dla miejscowych, że ma on małe znaczenie. A przecież gdy delegacja wróci do kraju, to on będzie musiał wszystko załatwiać.
Uf… rozpędziliśmy się, a tymczasem w MSZ mamy kadrowe ścinanie głów. W jeden dzień odwołanych zostało pięciu dyrektorów i wicedyrektorów. Dlaczego? Jest kilka wersji wyjaśnienia, są zresztą zapowiedzi kolejnych ścięć. Niektórzy przypominają zresztą, że minister już przed wyborami zapowiadał, że zrobi w MSZ „porządek”. Ale o tym za tydzień.

Wydanie: 44/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy