Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

To było pewne zaskoczenie – wszyscy typowali, że dyrektorem Departamentu Europy zostanie Stanisław Komorowski, powracający ambasador z Londynu. Wcześniej m.in. dyrektor sekretariatu ministra Geremka. Komorowski – to miał być pewniak. Tymczasem na najwyższym szczeblu w MSZ zadecydowano, że sprawami europejskimi zajmować się będzie Adam Halamski, do niedawna ambasador w Portugalii.
Co zadecydowało o tym wyborze? Jest kilka teorii na ten temat, ale warto zatrzymać się przy jednej z nich. Otóż wskazuje ona na zasadnicze różnice charakterologiczne między Komorowskim a Halamskim. Ten pierwszy jest uparty, niechętnie słucha rozmówców, inicjatywa ma zawsze należeć do niego. Drugi jest zgodny, poukładany, choć nie ma szwungu do podejmowania decyzji. Słowem, w sam raz pasuje na podwładnego ministra Cimoszewicza, który sprawy Departamentu Europy monitoruje na bieżąco.
Komorowski natomiast – twierdzą znawcy – szybko wszedłby w konflikty z ministrem i wyleciałby z hukiem w kosmos.
Więc niech nie narzeka (a gra pokrzywdzonego), krzywda go nie spotkała, zwłaszcza że otrzymał równie godny dyrektorski stołek. Pokieruje Departamentem Azji i Pacyfiku, obejmującym swym zasięgiem pół świata…
Zastępuje na tym stanowisku Tomasza Kozłowskiego, byłego ambasadora w Pakistanie. Kozłowski, specjalista od tego regionu, wybrał karierę w Unii Europejskiej. Wygrał konkurs, z dużą przewagą, na szefa grupy zadaniowej monitorującej sprawy Azji Środkowej w zespole komisarza Unii ds. zagranicznych, Javiera Solany. Na polskie realia przekładając, będzie kimś w rodzaju dyrektora departamentu (albo i wiceministra) w unijnym MSZ.
Wygrał, będzie kolejnym naszym człowiekiem w Brukseli, a w sprawy azjatyckie wgryzać się będzie Stanisław Komorowski.
Jak mu wyjdzie? Parę lat temu wicedyrektortem w tym departamencie został dyplomata, który pracował w ambasadzie w Londynie i – przy okazji – przysłał do centrali parę informacji o Hongkongu. Więc Komorowskiemu powinno być łatwiej, bo w Londynie był ambasadorem. Będzie pewnie miał także szansę ułożenia sobie departamentu po swojemu, bo zastępca Kozłowskiego jedzie na ambasadora do Indonezji. I jeszcze jedna niespodzianka – w departamencie czeka już na niego stary „przyjaciel”, Stanisław Czartoryski.

PS
W MSZ wiele o porażce Bronisława Geremka w walce o fotel przewodniczącego Parlamentu Europejskiego się nie mówi. Może poza jednym wątkiem – że Geremek, przekonując, że jest kandydatem „nowej Europy”, nie uzyskał jej poparcia. Czesi, Węgrzy ani Litwini jakoś o niego się nie bili. A teoretycznie było to możliwe, gdybyśmy w tych krajach wcześniej zaczęli lobbować za kandydaturą Geremka. Nie zaczęliśmy.
Warto przy okazji zwrócić uwagę, że ambasadorami w tych krajach są nominaci Geremka, jego MSZ-etowski nabór. No i okazali się bardzo mało skuteczni w dziedzinie jego promowania. Geremek jak sobie pościelił, tak się wyspał.

Wydanie: 31/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy