Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Byliśmy świadkami ciekawej stołówkowej dyskusji. Wszystko zaczęło się od tego, że pewien dyskutant zaczął mówić o dwóch generałach mających zasilić korpus ambasadorów RP. Tego w MSZ nie było od lat. Więc jak ten ruch zinterpretować? Jako efekt zdolności dyplomatycznych szefa MON, Jerzego Szmajdzińskiego? A może jako coś normalnego, bo w zachodnich demokracjach byli generałowie po skończonej kadencji trafiają i do biznesu, i do dyplomacji? Różnie o tym mówiono, fakty zaś są takie, że do Sarajewa na ambasadora pojedzie Andrzej Tyszkiewicz (pisaliśmy o tym kilka tygodni temu), ten sam, który był dowódcą pierwszej zmiany w Iraku. Natomiast do Phnom Penh jechać ma Ryszard Olszewski, dowódca Sił Powietrznych.
I przy tej okazji zaczęto porównywać zawodowych dyplomatów i osoby z zewnątrz na stanowiskach ambasadorskich. Oczywiście wyszło, że lepsi są zawodowcy, choć od tej zasady jest wiele wyjątków. Ciosek w Moskwie, Koźmiński w USA to pierwsze z brzegu przykłady. Co do zawodowców – oni z kolei dotknięci są chorobą dyplomatycznego wodolejstwa, jakże często nieznośnego. Takim przykładem z ostatnich tygodni jest chociażby wystąpienie Andrzeja Breitera na forum sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, gdzie Breiter prezentował się jako przyszły ambasador w Kostaryce.
To dobry przykład zawodowego dyplomaty. Jest tzw. dzieckiem placówkowym, jego ojciec pracował w handlu zagranicznym. On sam zaś dzięki temu skończył Uniwersytet w Brasilii. Wiele lat był szefem placówki w Mozambiku. Tam miał drobne sukcesy. Jego żona pozyskiwała tamtejszych wiceministrów zgrzewkami wody mineralnej, a on zorganizował wystawę polskich znaczków pocztowych.
Teraz popis jego elokwencji mogliśmy usłyszeć w Sejmie. „Będę przede wszystkim kontynuatorem prac i wysiłków mojego znakomitego poprzednika, ambasadora Ryszarda Sznepfa. Cele i priorytety, jakie będę realizował, to przede wszystkim te, które stawia przede mną resort spraw zagranicznych oraz polska racja stanu”, opowiadał. A ludzie zastanawiali się, jakie inne cele i priorytety może realizować ambasador. No i kiwali głowami ze zrozumieniem, gdy wygłaszał hołdy na temat swego poprzednika. Ach, ta błogosławiona giętkość kręgosłupa…
Potem było jeszcze śmieszniej, bo opowiadał, że jego znakomici poprzednicy na placówce podwoili nasz eksport. Z 2 mln dol. do 4 mln… No i że on sam zwiększy go dziesięciokrotnie. „Polskie samoloty i helikoptery to produkty poszukiwane w tym regionie”, zapewniał, a my już oczami wyobraźni widzieliśmy te tłumy urzędników z walizkami dolarów w rękach i z ogniem w oczach, dopytujących się: „Gdzie te samoloty? Gdzie te śmigłowce?”. A Breiter podbijał bębenka: „Mamy już konkretne projekty dotyczące sprzętu budowlanego z Huty Stalowa Wola, gdzie jest duże bezrobocie!”. Mój Boże, czy on nie zdaje sobie sprawy, że opowiadając pod publiczkę, ośmiesza się w oczach jednych, a w drugich rozbudza niepotrzebne nadzieje?

Wydanie: 10/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy