O co chodzi?

O co chodzi?

O co tak naprawdę chodzi formacjom od lat toczącym coraz zacieklejszą wojnę polsko-polską? W szczególności o co chodzi ich przywódcom? Kompetentną odpowiedź na to pytanie mógłby i powinien dać zespół zawodowych historyków i psychologów, a może i psychiatrów. Odnoszę jednak wrażenie, że historycy nie uważają psychologii za naukę. Zaś psychologowie jakby nie dostrzegają związku między zachowaniem społeczeństwa a stanem psychicznym tworzących je jednostek. Do wyjątków należał Antoni Kępiński. W swej ostatniej książce „Psychopatie” wskazywał, że w Polsce występują dwie nerwice społeczne: chłopska neurastenia oraz pańska histeria.

Wizerunek człowieka dotkniętego ciężką neurastenią dał Bolesław Prus w osobie Ślimaka z „Placówki”. Prus pisał tę powieść tuż po zniesieniu pańszczyzny w zaborze rosyjskim. A więc bezpośrednio po wyzwoleniu polskich chłopów z pańszczyźnianej niewoli. Ich stan psychiczny stopniowo ulegał zmianie. Przede wszystkim ustępowało poczucie niższości. Skutki następnej fazy nerwicy wywołanej kompleksem niższości sygnalizowała Karen Horney w swojej klasycznej rozprawie „Neurotyczna osobowość naszych czasów”. Horney opierała swoją hipotezę na praktyce psychoterapeutycznej w hitlerowskich Niemczech i w Stanach Zjednoczonych. Jej zdaniem rezultatem kompleksu niższości była kompulsywna potrzeba władzy, bogacenia się i aprobaty.

Niestety, Horney nie zajęła się kompleksem wyższości. Może w USA rzadko ma się z nim do czynienia. Na czym miałaby polegać polska „pańska” histeria? W literaturze francuskiej spotkałam definicje histerii jako „wielkiej symulantki”. Przypomnijmy typowe polskie hasła: „Mierz siły na zamiary”, „Zastaw się, a postaw się”, „Chcieć to móc”, jak powiadał Józef Piłsudski. Na czym polegało histeryczne udawanie, które dochodzi do głosu w zacytowanych hasłach? Otóż zachęcają one, byśmy zachowywali się tak, jak byśmy byli silniejsi, niż jesteśmy. Takie postępowanie tylko wyjątkowo, w pomyślnych okolicznościach, może prowadzić do szczęśliwego zakończenia. Jakiś czas temu w TVP Historia nadano program poświęcony „cudowi nad Wisłą”. Dowiedziałam się z tego programu, że ten „cud” zawdzięczamy… Stalinowi. Pod Warszawą działał wówczas gen. Tuchaczewski, zawodowy i podobno zdolny dowódca, jeszcze z carskiej szkoły. Zorientowawszy się, że jego siły są za słabe, zwrócił się do centrali o przysłanie mu posiłków. Miała to być część Armii Czerwonej atakującej Lwów. Komisarzem politycznym był wówczas Józef Stalin, który nie dopuścił do wykonania tego rozkazu. Tuchaczewski nie otrzymał pożądanych posiłków i przegrał zasadniczą bitwę. Tak przynajmniej dowiedziałam się z audycji w programie TVP Historia.

Niedawno czciliśmy 73. rocznicę powstania warszawskiego. Żywię najgłębszy szacunek dla odwagi i patriotyzmu młodych i najmłodszych uczestników powstania. Warto jednak pamiętać, że gen. Anders decyzję o wybuchu powstania, podjętą przecież przez ludzi dorosłych, uważał za zbrodnię.

Zbrodnia czy zwycięstwo moralne? Może jednak się wydawać, że to „zwycięstwo” stanowi uporczywą obronę przed prawdą, typową dla neurotyków obronę przed prawdą o sobie.

Swego czasu któryś z braci Kaczyńskich powiedział o Donaldzie Tusku, że wychował się na podwórku, a nie w salonie. Taka wypowiedź świadczy chyba o kompleksie wyższości, podobnie jak nazywanie inteligentów pochodzenia chłopskiego „inteligentami zza stodoły”. Nie znam bliżej rodowodu Tuska, ale jeśli wierzyć Karen Horney w sprawie skutków kompleksu niższości, to jego kariera świadczyłaby, jak dalece cierpiał on na ten kompleks – walczył o władzę, co umożliwiło mu wzbogacenie się, ostatecznie zaś porzucił stanowisko premiera dla lukratywnej synekury w Brukseli.

Ale ad rem, tzn. do teraźniejszości. Jeśli moje rozumowanie jest słuszne, to mielibyśmy starcie dwóch inteligentów – z salonu i z podwórka, z kompleksem wyższości i niższości. Ale może nie mam racji, sam ten tekst jest dowodem jakichś kompleksów. No cóż, w ostatnim słowie sparafrazuję Kartezjuszowskie cogito ergo sum – jestem, więc myślę. A może mi się tylko wydaje…

Wydanie: 35/2017

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy