W narracjach podczas kampanii wyborczej w Izraelu dominują sprawy wewnętrzne
Szósty rząd Beniamina Netanjahu zostanie zapamiętany nie tylko dlatego, że składa się w dużej mierze z partii prawicowych i prowadzi najdłuższą ciągłą wojnę w historii Izraela, do tego na wielu frontach, i przejmuje kontrolę nad kolejnymi terytoriami (oficjalnie jako tymczasowy środek bezpieczeństwa). To także pierwszy od prawie 40 lat moment, gdy Kneset nie rozwiązał się przed planowanym końcem kadencji.
Ostatni raz było tak w 1988 r., gdy urzędującym premierem był Icchak Szamir, znany w Polsce przede wszystkim za sprawą kontrowersyjnego wywiadu z 1989 r., podczas którego powiedział, że Polacy antysemityzm „wysysają z mlekiem matki”. Słowa te, powtórzone przez Israela Katza, p.o. ministra spraw zagranicznych, w 2019 r. wywołały kryzys dyplomatyczny.
27 października Izraelczycy pójdą do urn, by wybrać kolejny rząd. Odchodzący blok Likudu, partii religijnych i skrajnej prawicy, ma obecnie ponad 60 miejsc w 120-osobowym parlamencie, ale utrzymanie tego poziomu może okazać się wyzwaniem. Dzisiaj wielu Izraelczyków oczekuje, by w kraju powstała niezależna komisja, która zbadałaby odpowiedzialność rządu za zaniedbania, które pozwoliły Hamasowi na atak 7 października 2023 r. Temat powstania komisji ciągnął się przez całą kadencję.
Atak, w którym zginęło 1,2 tys. Izraelczyków, a 251 uprowadzono do Gazy, określany jest jako największe zaniedbanie bezpieczeństwa narodowego w historii Izraela. To o tyle kuriozalne, że kwestia bezpieczeństwa była tematem, dzięki któremu Beniamin Netanjahu wygrał niejedne wybory.
Opozycja bardzo szybko podniosła kwestię powołania komisji państwowej, lecz rząd Netanjahu do samego końca opierał się przed wzięciem odpowiedzialności za porażkę, jaką poniósł 7 października, i obarczał nią przede wszystkim służby i wojskowych. Ostatecznie jednak w grudniu 2025 r. parlamentarzysta z Likudu Ariel Kallner zaproponował ustawę, na mocy której miałaby powstać komisja mianowana przez ugrupowania polityczne, ale pomysł odrzuciła opozycja, domagając się uruchomienia śledztwa niezależnego od politycznych nominacji.
W połowie lipca Netanjahu poinformował Sąd Najwyższy, że pomimo trwających od grudnia prac, nie uda mu się doprowadzić do głosowania nad ustawą do końca kadencji i zostanie ona ukończona po 27 października. Premier wezwał też sąd do odrzucenia złożonych w ostatnich trzech latach petycji domagających się utworzenia komisji, gdyż – jak podkreślił – zadecydują o tym wyborcy przy urnach.
Zdaniem Netanjahu winę za tę opieszałość ponosi przede wszystkim regulamin Knesetu i inne harmonogramy, nietrudno jednak zauważyć, że przecież prace nad innymi kontrowersyjnymi ustawami trwały, a nawet część z nich udawało się przyśpieszyć. Tak było w przypadku ustaw ograniczających uprawnienia prokuratora generalnego do nadzorowania działań rządu.
Lapid-Bennett po raz drugi
Nadchodzące wybory będą inne od poprzednich także dlatego, że odpowiedzialność rządu za zaniedbania związane z wydarzeniami 7 października będzie najważniejszym motywem kampanii.
Można było to zauważyć już w kwietniu, gdy start pod jednym szyldem ogłosiło dwóch byłych premierów, Jair Lapid i Naftali Bennett, którzy zdecydowali się utworzyć wspólną listę wyborczą pod wymowną nazwą BeJachad (Razem). Politycy, którzy tworzyli wspólnie rząd od czerwca 2021 r. do końca 2022 r., podczas konferencji, na której ogłosili fuzję, zapowiedzieli, że kwestia powstania komisji będzie jedną z kluczowych, jeśli uda im się ponownie zbudować rząd. „Po 30 latach nadszedł czas, by pożegnać się z Netanjahu i rozpocząć nowy rozdział”, mówił Naftali Bennett na konferencji w luksusowym hotelu w Herclijji, nawiązując do tego, że Netanjahu po raz pierwszy fotel premiera objął w 1996 r. i jest dzisiaj najdłużej urzędującym premierem Izraela w historii.
Bennett, dawny koalicjant Netanjahu, żołnierz, przedsiębiorca i prawicowy polityk, był w 2021 r. pierwszym ortodoksyjnym Żydem, który został premierem Izraela. Stąd jego wizerunek przez lata kojarzył się przede wszystkim z ciemnym garniturem, krawatem i nieodzowną kipą na głowie. Dzisiaj w kampanii uderza w inne tony. Dużo mówi o pracy i naprawianiu, a eksperci od wizerunku ubrali go w dżinsy i T-shirt, zakładając, że w ten sposób lepiej trafi do młodszych wyborców i osób pracujących. W takim stroju w ostatnich









