O moim niekandydowaniu i lewicy

O moim niekandydowaniu i lewicy

Poseł prof. Jan Widacki na Facebooku

Wszystkich zainteresowanych uprzejmie informuję, że nie będę kandydował do Sejmu w jesiennych wyborach 2011 r. Jest to zgodne z moimi, wcześniej deklarowanymi, planami. Kilka miesięcy temu dostałem jednak z SLD propozycję startu z ich listy. Wyraziłem… zgodę, pod warunkiem że otrzymam pierwsze miejsce na liście SLD w Krakowie. Wstępnie moją propozycję na szczeblu centralnym zaakceptowano. Protestowało przeciw temu lokalne kierownictwo SLD w Krakowie, które na pierwsze miejsce typowało swego szefa Grzegorza Gondka. Czyniło to również po wybuchu „afery kolczykowej”. Od tego czasu kierownictwo SLD zaczęło się z wcześniejszej propozycji wycofywać, proponując drugie miejsce na liście najpierw po Józefie Oleksym, a gdy i ta kandydatura upadła, drugie miejsce na liście po Tomaszu Kalicie. Tej propozycji nie przyjąłem i zrezygnowałem ze startu w wyborach.
Życzę lewicy jak najlepiej, mam jednak coraz słabszą nadzieję, że jakikolwiek lewicowy program uda się SLD po wyborach zrealizować. Na wygranie wyborów szansy nie ma, a maksimum tego, co może osiągnąć, to koalicja z Platformą, za PSL lub obok PSL. Jeśliby SLD zdobył w skali kraju wynik bliski 20%, mógłby mieć jakiś wpływ na politykę przyszłego rządu. Jeśli wynik będzie bliższy 10%, to nawet jeśli SLD wszedłby do koalicji, będzie w nim odgrywać rolę typowej „przystawki”.
Prawdziwy sukces lewicy w Polsce byłby możliwy, gdyby udało się spełnić trzy warunki: po pierwsze, skutecznie przekonać społeczeństwo, że nie jest żadną partią postkomunistyczną, jak szufladkuje ją na użytek propagandy prawica, ale że jest nowoczesną, europejską partią socjaldemokratyczną, nawiązującą do najlepszych patriotycznych tradycji polskiej lewicy, do tradycji PPS, Brzozowskiego, Daszyńskiego czy Ciołkosza. Po drugie, otworzyć się na środowiska centrowe, opowiadające się za tolerancją, przeciwne nacjonalizmowi, ksenofobii, martyrologicznej i romantycznej wizji historii i patriotyzmu. Po trzecie, musiałaby znaleźć wspólny język zarówno ze środowiskiem „Krytyki Politycznej”, jak i z takimi środowiskami jak krakowska „Kuźnica”. Mam podstawy wątpić, czy te warunki zostaną spełnione. Po pierwsze, trzeba by wiedzieć, na czym polega współczesna europejska socjaldemokracja, po drugie, trzeba by co najmniej w Google sprawdzić takie hasła jak „Brzozowski”, „Daszyński” czy „Ciołkosz”, trzeba by mieć odwagę wyjścia do nowych środowisk i czuć się dobrze nie tylko we własnym (coraz węższym!) gronie. Może to wszystko kiedyś się zmieni. Na lepsze. Życzę wszystkim Przyjaciołom udanych wakacji!

1 sierpnia 2011 r.

Wydanie: 32/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy