O wyborze lewicy inaczej

O wyborze lewicy inaczej

Z zainteresowaniem, ale także z przykrością przeczytałem wywiad z przewodniczącym Unii Pracy Waldemarem Witkowskim zatytułowany „Dla ludzi lewicy jesteśmy jedyną alternatywą” (PRZEGLĄD nr 20). Bardzo cenię wieloletnią działalność polityczną rozmówcy tygodnika, w tym bardzo istotną rolę, jaką odegrał we współpracy Unii Pracy i Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Rozumiem także motywację, która skłania go – jak i przywódców innych ugrupowań tworzących komitet wyborczy Lewica Razem – do samodzielnego startu w wyborach europejskich. Wiem, jak trudno jest ludziom lewicy przyjąć do wiadomości, że są poważne racje skłaniające do szerokiego porozumienia sił demokratycznych i proeuropejskich, w ramach którego Sojusz Lewicy Demokratycznej i lewicowa Inicjatywa Polska zdecydowały się wystąpić wspólnie z Platformą Obywatelską mimo poważnych różnic ideologicznych i wielu złych doświadczeń z przeszłości.

Byłem jednym z ludzi lewicy najwcześniej publicznie opowiadających się za takim porozumieniem i jestem gotów bronić decyzji władz SLD o zawarciu Koalicji Europejskiej jako – moim zdaniem – najlepszej decyzji tej partii od wielu lat. Nie odmawiam jednak innym ludziom lewicy prawa do innego stanowiska i szanuję ich postawę.

Dlatego razi mnie i oburza argumentacja, którą posłużył się przewodniczący UP w tej sprawie. O działaczach SLD wchodzących w porozumieniu z Platformą Obywatelską i PSL do zarządów sejmików wojewódzkich Waldemar Witkowski mówi, że zostali „kupieni biurem, sekretarką, samochodem służbowym”, a następnie imputuje, że Włodzimierzowi Czarzastemu „coś obiecano” za wejście SLD do Koalicji Europejskiej.

Nie powinno się tak prowadzić sporu politycznego – zwłaszcza na lewicy. Jestem zdecydowanym zwolennikiem Koalicji Europejskiej, choć nie planuję powrotu do czynnej polityki, więc trudno mi zarzucić ubieganie się o „biuro, sekretarkę i samochód służbowy”.

Powtórzę raz jeszcze, dlaczego uważam Koalicję Europejską – a na jesieni także szeroką koalicję w wyborach parlamentarnych – za najlepsze rozwiązanie dla Polski. Idzie tu o zahamowanie groźnego procesu budowania państwa autorytarnego i oddalania Polski od Unii Europejskiej. Te dwie sprawy mają wymiar historyczny – decydować będą o losach Polski także wtedy, gdy nasze dzisiejsze spory przejdą do historii. Nie zgadzam się z sugestią red. Walenciaka, że wejście SLD do koalicji oznacza, że elektorat lewicy został opuszczony. Mam nadzieję, że także dzięki głosom lewicy zdołamy uchronić Polskę przed katastrofalnymi skutkami dalszych rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Jedność lewicy jest dla mnie bardzo cenną wartością. Właśnie dlatego protestuję przeciw takiemu sposobowi prowadzenia sporu politycznego, który innym ludziom lewicy odmawia uczciwych, ideowych motywacji. Taki język sporu zostawmy Jarosławowi Kaczyńskiemu, który pod tym względem nie ma sobie równych.

Od redakcji: Polemika została przysłana 13 maja, jednak z powodu dużej ilości zamówionych materiałów publikujemy ją dziś.

Wydanie: 22/2019

Kategorie: Opinie, Polemika

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy