Obywatel informator

Obywatel informator

Nie chcemy być agentami policji, ale wielu z nas powiadamia ją o przestępstwach

Wyniki badań opinii społecznej nie pozostawiają wątpliwości – policja cieszy się bardzo dużym zaufaniem Polaków (patrz wykres). Tymczasem – jak wynika z naszych ustaleń – ten wysoki wskaźnik nie przekłada się na chęć współpracy z policją. Próby rozbudowania sieci policyjnych informatorów na podstawie ich dobrowolnych deklaracji spełzają na niczym. Polacy, w większości zapewne ci sami, którzy deklarują pozytywny stosunek do policji, odmawiają. Dlaczego?

Próżnia socjologiczna

– Społeczeństwo od lat obserwuje szerzący się bandytyzm, korupcję, złodziejstwo – mówi prof. Andrzej Zybertowicz z Instytutu Socjologii UMK w Toruniu. – Taki stan rzeczy rodzi w nim poczucie zagrożenia, co z kolei wpływa na poziom zaufania do policji. Ta zależność, co może się wydać paradoksalne, wygląda tak – im większe poczucie zagrożenia, tym większe zaufanie. – To tak jak w relacji z ojcem, który jest do niczego, ale co do którego żywimy nadzieję, że jak do nas przyjdą bandyci, on stanie w naszej obronie – ujmuje rzecz obrazowo profesor.
Zatem tajemnica wysokich wskaźników zaufania kryje się w potocznym przeświadczeniu, że choć ogólnie źle się dzieje, w razie czego „nam” policja pomoże. Dlaczego jednak sami tak mało ją wspieramy? – Bo myślenie, że „nam” pomoże, wcale nie zmienia przekonania, że generalnie policja jest nieskuteczna – wyjaśnia prof. Zybertowicz. – Medialne przekazy o coraz to nowych, nie w porę wykrytych przestępstwach czy aferach, których winni unikają wymiaru sprawiedliwości, tylko to przekonanie utwierdzają. I dlatego policjanci słyszą, że nie ma sensu z nimi współpracować, bo nie będzie z tego żadnej korzyści…
Jednak odmowa współpracy ma jeszcze inne, dużo głębsze korzenie. Pod koniec lat 70. ogromne zamieszanie wywołały wyniki badań społecznych przeprowadzonych przez prof. Stefana Nowaka. Zdiagnozował on bowiem tzw. próżnię socjologiczną – dowiódł, że życie społeczne Polaków toczy się przede wszystkim w kręgu rodzinno-przyjacielskim, z jednoczesnym poczuciem istnienia wspólnoty narodowej i przynależności do niej. Próżnią miała być przestrzeń między rodziną a narodem, czyli cały szereg instytucji i organizacji społecznych, także tych odpowiedzialnych za zapewnienie bezpieczeństwa. Dlaczego? Z racji powszechnej niechęci Polaków do angażowania się i wspierania ich działalności.
– Jeśli idzie o aktywność obywatelską, niewiele się zmieniło w tej materii – mówi Andrzej Zybertowicz. – Mimo 15 lat transformacji Polacy nie rozbudzili w sobie poczucia odpowiedzialności za kondycję państwa. I również z tego powodu nie współpracują z jego instytucjami.

Donos obywatelski

Ale czy rzeczywiście jest aż tak źle? O tym, że nie wolno popadać w skrajny pesymizm, przekonują… sami policjanci. I przypominają, że policja gromadzi materiały nie tylko dzięki agenturze, ale również dzięki anonimowym informacjom i donosom. Darmowe telefony informacyjne oraz zgłoszeniowy 997 właściwie nie milkną. Dla przykładu – ponad połowa zarejestrowanych wybryków chuligańskich to efekt wcześniejszego zgłoszenia na policję.
A w Polsce donosi się nie tylko do instytucji zapewniających bezpieczeństwo. Bez skarg od obywateli nie miałyby racji bytu na przykład instytucje rzeczników: praw dziecka, pacjenta czy praw obywatelskich. Otrzymywanymi informacjami żywi się także Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Jak zapewniają jego pracownicy, wszystkie są sprawdzane – na dziesięć nadesłanych informacji sześć dotyczy wyłudzonych rent i fałszywych zaświadczeń o niezdolności do pracy. Innym beneficjentem tego rodzaju obywatelskiej aktywności są urzędy kontroli skarbowej. W rekordowym 1999 r. tylko warszawskiemu UKS udało się odzyskać dla skarbu państwa ponad 801 tys. zł. Taki był efekt 254 donosów, które w tym czasie wpłynęły do urzędu.
Jest jednak pewne ale…
– Polacy donoszą najczęściej z zawiści lub chęci dołożenia komuś, rzadziej, by eliminować niepożądane zjawiska – twierdzi prof. Janusz Czapiński, psycholog.
Z taką opinią zgadza się wielu innych badaczy społecznych. Ich zdaniem, daleko nam jeszcze do modelu niemieckiego. W Niemczech bowiem obywatelski donos uchodzi za „moralny obowiązek wobec kraju i ładu publicznego”. Na porządku dziennym jest nie tylko informowanie o przestępstwach kryminalnych, lecz także na przykład o wywożeniu śmieci do lasu. I choć bywa, że denuncjatorami kieruje złośliwość lub zawiść, generalnie niemieckiemu państwu opłaca się aktywność obywateli. Według Federalnego Urzędu Kryminalnego, w 2002 r. tamtejsze organy bezpieczeństwa (poza Urzędem Ochrony Konstytucji, odpowiednikiem ABW) mogły sobie pozwolić na utrzymywanie agentury liczącej… 349 osób. Socjologowie zaś nie mają wątpliwości, że znany w świecie „niemiecki porządek” to efekt m.in. zgłaszania władzom przewinień współobywateli.

 

Wydanie: 25/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy