Odwaga i sekret

Odwaga i sekret

Warto zastanowić się nad tym, „dlaczego – jak pisze „Gazeta Wyborcza” – Brytyjczycy do samego końca nie chcieli powiedzieć prawdy o Katyniu”. Jan Nowak-Jeziorański daje prostą odpowiedź: „Rząd brytyjski bał się narażać komunistycznym rządom w Moskwie i Warszawie”. Bał się nie tylko wojenny rząd Churchilla, ale też wszystkie następne, włącznie z rządem pani Margaret Thatcher, osoby skądinąd mało się bojącej. Tylko rząd polski w Londynie miał odwagę otwarcie nie wierzyć w wersję radziecką.
Trzeba sobie najpierw odpowiedzieć na pytanie, co znaczy odwaga, gdy odważnym jest rząd, i co znaczy bojaźliwość, gdy bojaźliwym jest rząd. Zwłaszcza mający pod swoją władzą armię, flotę i lotnictwo oraz potężnego sojusznika. Rządowi niemającemu żadnej władzy nad krajem łatwiej przychodzi być odważnym, zaś osobie prywatnej jeszcze łatwiej lekceważyć potęgi tego świata. Krakowski artysta Adam Macedoński dał się poznać z tego, że na prawo i lewo głosił prawdę o Katyniu, był więc odważniejszy od rządów Churchilla i Margaret Thatcher.
Przedwojenny rząd polski powszechnie jest uznawany za odważniejszy od rządu czeskiego. Na czym polegała ta odwaga? Na tym, że nie uległ żądaniom potężnego agresora, podczas gdy rząd czeski uległ. Co znaczy uległ i co znaczy nie uległ? Mimo odwagi i nieuległości rządu polskiego kraj został najechany, ludność w ilości kilku milionów wymordowana, stolica zburzona. Rząd czeski uległ (czego Vaclav Havel do dziś nie może mu darować), ale Czechosłowacja poniosła nieporównanie mniejsze straty. Właściwie wyszła z wojny obronną ręką.
Stanowisko rządów angielskich w sprawie prawdy o Katyniu, a zwłaszcza stanowisko Margaret Thatcher, jest dla Polaków faktem niepojętym. Najłatwiej wpadają na pomysł, że widocznie Anglia jest tchórzliwa i bała się Związku Radzieckiego. Że w tym mogło nie być żadnego strachu, to wydaje się nieprawdopodobne. Odpowiedź najprostsza i najoczywistsza, że stanowisko rządów brytyjskich było przejawem sojuszniczej lojalności, jakoś nikomu nie przychodzi do głowy. Tymczasem sojusz podczas wojny więcej znaczy dla państw niż takie czy inne złe stosunki podczas pokoju. Albion, jak wiadomo, jest perfidny, ale wątpię, czy istnieje drugi kraj na świecie, który byłby w tym stopniu rzetelny w dotrzymywaniu umów i lojalności co Anglia. W końcu, żeby złamać pisaną czy milczącą umowę, trzeba mieć na widoku jakąś korzyść, a jaką korzyść mogli odnieść Anglicy z demonstracyjnego opowiedzenia się za prawdziwą wersją zbrodni katyńskiej?
W Polsce nie docenia się moralnej strony dochowania sekretu. Polityka międzynarodowa nie jest polską sejmową Komisją Śledczą, w której „docieka się prawdy”, a jeśli się docieka, to w takim sensie jak w polskiej Komisji Śledczej, czyli chodzi o oczernienie lub zasianie podejrzeń wobec przeciwnika.
Polska jest podobno w sojuszu wojskowym z Ameryką w Iraku. Ja bym się na miejscu Amerykanów tego sojusznika trochę obawiał. Na Bliskim Wschodzie wszystko może się teraz zdarzyć. Powiedzmy, że Amerykanom przydarzyło się popełnienie jakiejś szkaradnej zbrodni. Wtedy polski rząd, zgodnie z panującym w narodzie duchem „prawda ponad wszystko”, mógłby wypaplać tę zbrodnię przed całym światem, zanim Amerykanie zdążyliby przygotować swoją wersję prawdy. Możliwość wysoce hipotetyczna, bo polski rząd, gdy trzeba, potrafi także ukrywać oczywistą prawdę. I mieć w tym poparcie gazet. Przykładem może być prawda o Wołyniu. Teraz, gdy okazało się, że Ameryka woli Moskwę od Kijowa, rząd przyłącza się do obchodów 60. rocznicy rzezi na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Gdy rocznica była okrągła, prawdę skrzętnie, acz nieskutecznie starano się przemilczeć i przez dziesięć lat różnymi sposobikami pomniejszano wydarzania swoją grozą przerastające Katyń dziesięć razy. Czy można powiedzieć, że polskie rządy milczały, bo się bały Kijowa?
Z tego, co słyszałem od pewnego uczonego Anglika, wnioskuję, że w dochowaniu sekretu w sprawie Katynia rząd brytyjski nie tylko nie lekceważył Polaków i ich uczuć, lecz przeciwnie, przypisywał tym uczuciom więcej głębi, niż one mają. Rozumowano w gronie doradczym Margaret Thatcher następująco: system radziecki ulega dekompozycji i już jest skazany. Robimy, co możemy, aby dekompozycję kontrolować i przyśpieszać. Moglibyśmy ogłosić prawdę o Katyniu, ale co by to dało prócz przykrości sprawionej Moskwie? Owszem, dałoby bardzo dużo, ale po stronie polskiej: potwierdzenie strasznej prawdy „wykopałoby rów etnicznej wrogości nie do zasypania”. Tego my, Anglicy, nie chcemy w Europie.
Obawa ta okazała się przesadna.
Sprowadzanie motywów, jakie wpływają na działanie rządów, do odwagi i strachu daje odrzeczywistniony obraz polityki. Odważny rząd posyła na śmierć pokolenie dwudziestolatków, rząd boi się dopiero wtedy, gdy bomby spadają na bunkry, w których się schronił.

Wydanie: 21/2003

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy