OFE-problem do likwidacji

OFE-problem do likwidacji

Smutno się robi człowiekowi, gdy słucha naszych ultraliberałów. Tego, jak kluczą. I jak kłamią. Jak każdego spoza swojego grona mają za durnia albo, co pewnie jeszcze gorsze, za gęś do oskubania i upieczenia. Tak bowiem przez 14 lat traktowali przyszłych emerytów. Poobsadzali wszystkie strategiczne miejsca w biznesie emerytalnym, który sami zresztą stworzyli poprzez reformę systemu emerytalnego. Twórcy tej reformy od lat przewijają się a to przez rady nadzorcze lub zarządy, a to przez władze rozmaitych towarzystw powiązanych z tą branżą. Wpływowi poplecznicy OFE są również w mediach, które kupiono hojnymi ogłoszeniami. Potencjalni emeryci dostali więc na początek piękną projekcję życia na emeryturze, które mieli spędzać, popijając drinki pod palmami. Z tych idyllicznych obrazków nic nie zostało. Plaże – owszem, są i będą. Ale polski emeryt będzie mógł je co najwyżej sprzątać. Bezwstyd ludzi, który tworzyli tę reformę, polega również na tym, że żaden z nich słowem się teraz nie zająknie na temat ówczesnej, tak kłamliwej – jak się okazuje – kampanii. Taki jest przecież, jak mówią, rynek finansowy. Można na nim wygrać, ale można też przegrać. To prawda. I prawdą jest, że w polskim wydaniu tylko twórcy tych pseudorynkowych rozwiązań wygrywają finansowo, a ci, na których żerują, zawsze przegrywają.
Kiedy OFE zabrano trochę samonapędzających kasę zabawek, rozległ się straszny lament. Warto to obserwować. I trzeba też dobrze się przyglądać żałobnikom po OFE. Ile w nich żalu za reformą, a ile za straconymi dochodami? Warto również zwrócić uwagę na absolutny brak konsekwencji w tym, jaką ideologię głoszą publicznie wielbiciele OFE i jaką praktykę stosują wobec siebie. Z jednej strony, zdecydowanie opowiadają się za liberalnymi rozwiązaniami w gospodarce i ciągle podkreślają znaczenie wolnego wyboru, jaki w każdej sytuacji powinien mieć człowiek. A z drugiej – bronią przymusowej przynależności Polaków do OFE z takim zacięciem, jakby chodziło o niepodległość. Gołym okiem widać, że za grosz nie ma w tym sensu ani logiki. Za pięknymi słowami kryją się niepiękne intencje. Wykpił tę totalną niekonsekwencję minister finansów, mówiąc, że dla niego biznes, który chce, by mu klienta przyprowadzić w kajdankach, sam nie wierzy w jakość usług, które świadczy.
Twórcy i realizatorzy OFE nie mogą być podejrzewani o naiwność. Znając wady własnej oferty, zadbali o przymusową przynależność do tego systemu! Zobaczymy, ile są warci, gdy decyzje Polaków będą całkowicie dobrowolne. Dobrze się stało, że rząd, przyznając się do błędów poprzedników, zrobił duży krok w stronę porządkowania sytuacji. Zgadzam się jednak z prof. Leokadią Oręziak, która w tym numerze tygodnika pisze, że te zmiany są zbyt skromne, bo zostały ograniczone przez bardzo silne naciski instytucji międzynarodowych na polski rząd. Drukując klepsydrę OFE, spodziewamy się, że ten szaleńczy eksperyment zostanie definitywnie zamknięty. Prędzej czy później musi to nastąpić z powodów, o których pisze prof. Oręziak.
Piszemy krytycznie o OFE od wielu lat. A od 2010 r. poświęciliśmy temu problemowi cztery okładki. Okazuje się, że to „Przegląd” miał rację, nie dając sobie wcisnąć marketingowego kitu. Warto więc kupować nasz tygodnik i wspierać wydającą go Fundację Oratio Recta, bo przecież taki tytuł nie może liczyć na interesownych ogłoszeniodawców.

Wydanie: 37/2013

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy