Zaćmienie faktów

Zaćmienie faktów

Zaczyna się wyjaśniać, na czym polega trochę do tej pory zaszyfrowany polski patriotyzm. Może ktoś sądzi, że nie był zaszyfrowany. Jeżeli nie był, to skąd się bierze potrzeba definiowania tej cnoty, tłumaczenia jej, uzasadniania i w ogóle „wałkowania” na wszystkie strony. Istnieje wiele patriotyzmów i układają się one w porządek hierarchiczny. Pierwszy, najniższy stopień patriotyzmu głosi, że winę za katastrofę pod Smoleńskiem należy podzielić między polskiego pilota i rosyjskich kontrolerów lotu. W tym punkcie patriotyzm jest tak oczywisty, że nie wymaga dowodów. Drugi stopień miłości ojczyzny mówi, że całą odpowiedzialność ponoszą rosyjscy kontrolerzy. Pan pułkownik Edmund Klich jest przez dziennikarzy podejrzewany o brak patriotyzmu i zaprzyjaźnienie się z Rosjanami, ponieważ nie dostarcza dowodów na poparcie tego przekonania. Trzeci stopień patriotyzmu polega na przypuszczeniu, że katastrofa prawdopodobnie została celowo spowodowana przez rosyjskie specsłużby na rozkaz Putina. Czwarty, radiomaryjny – ale nie tylko – stopień nie przypuszcza prawdopodobieństwa, lecz z całą stanowczością twierdzi, że tak było w rzeczywistości.
Do tych dwóch najwyższych stopni polskiego patriotyzmu przemawiają rosyjscy dysydenci i niektórzy moskiewscy liberałowie. Dobrym przykładem ich postawy był wywiad, jaki jedna z warszawskich gazet przeprowadziła z Andriejem Iłłarionowem, który jeszcze trzy lata temu, jeśli mnie pamięć nie myli, należał do doradców prezydenta Putina, a obecnie za kilkakrotnie wyższą płacę pracuje dla amerykańskiej fundacji. Otóż ów liberalny Iłłarionow w swoim imieniu głosi trzeci stopień polskiego patriotyzmu, natomiast Polakom – stosując dla samoobrony werbalne asekuracje – zaleca czwarty stopień. Mamy wierzyć, że Putin kazał zamordować Lecha Kaczyńskiego, a poszlaką na to wskazującą jest uśmiercenie przekręconego agenta KGB, Litwinienki, który go bardzo denerwował.
Daję przykład Iłłarionowa, a nie na przykład cierpiącego na czwarty stopień polskiego patriotyzmu dobrze znanego Wiktora Suworowa, ponieważ ten pierwszy należy do tych kół moskiewskich, które w optyce Waszyngtonu mogłyby w sprzyjających warunkach pokierować Rosją.

lagowski_google

Z Rosją trzeba żyć w zgodzie, nawet w przyjaźni, nigdy jednak nie należy zapominać, że jest to kraj, w którym pomyleńcy na długie lata dochodzili do władzy i może się to powtórzyć w przyszłości. Normalność i zdrowy rozsądek obecnie rządzących daje Rosji chwilę wytchnienia między minionym a być może przyszłym szaleństwem.
Trudność dokładnego wykrycia przyczyn katastrofy lotniczej pojawia się tylko przed komisją wysoko wykwalifikowanych fachowców. Ci powolni ludzie trudzą się czasem rok, czasem dwa lub trzy lata. Oprócz wiedzy, doświadczenia, precyzyjnych umysłów muszą jeszcze posiadać kosztowne narzędzia, laboratoria. O ileż prościej byłoby złożyć to arcytrudne zadanie w ręce dziennikarzy i dziennikarek, zwłaszcza telewizyjnych. Jak oni szybko dochodzą do pewności! Jak łatwo potrafią podważyć twierdzenia znawców – niczego nie badając, a nawet nie rozumiejąc tego, co im mówią eksperci. Dopatrują się sprzeczności tam, gdzie jej nie ma – jak śledczy pragnący zbić z tropu podejrzanego. Oświeca ich interes partii, z którą sympatyzują, i wola szefa, który im płaci. Takiego festiwalu dziennikarskiej nieodpowiedzialności, ignorancji i bezwstydnego udawania, że wiedzą lepiej, jaki na naszych oczach się odbywa w związku z katastrofą smoleńską, jeszcze w swoim życiu nie widziałem. Media są najbardziej zepsutą częścią współczesnej demokracji i zapewne nic innego niż one nie pozbawi tego ustroju powagi i prawowitości. Ich zadaniem jest krytyka władzy, ale krytyka tego, co na nią zasługuje, a nie byle czego. Celem jest wyjawienie nieprawości, które władza chce ukryć, ale nie oczernianie i oskarżanie niewinnych dla oglądalności, czyli zabawy. W Polsce władza największe nieprawości popełniała przy pomocy i aprobacie większości gazet i wszystkich telewizji publicznych i prywatnych.
Badacze psychologii tłumu sto lat temu twierdzili, że czytelnicy gazet, chociaż są rozproszeni, myślą i odczuwają podobnie jak wielki tłum zebrany w jednym miejscu. Coś się zmieniło od tamtych czasów: tłum stanowią również dziennikarze. Nie wszyscy oczywiście, z daleka widać tych nielicznych, co myślą i odczuwają na swój indywidualny sposób. Antoni Słonimski w jednej ze swoich kronik zastanawiał się nad psychologią tłumu i u kilku autorów szukał jej charakterystyki. Niektóre z wymienionych przez niego cech z pewnością odnoszą się do tłumu dziennikarskiego:
– łatwe i szybkie wnioskowanie
– pobudzająca świadomość nieodpowiedzialności
– pobudliwość wskutek błahych powodów
– łatwowierność, brak krytycyzmu
– skłonność do przyjmowania sugestii.
Zakończył cytatem, jak mi się wydaje, bardzo aktualnym: „Tłum wnioskuje szybko i łatwo. Lada pozór, lada przesłanka wystarcza mu, by powziąć o czymkolwiek wyobrażenie całkiem konkretne, nie przedstawiające żadnych wątpliwości. Jest mistrzem w tworzeniu uogólnień równie lotnych, jak bezmyślnych”.

* * *

W naszym sklepie można kupić najnowszą książkę profesora Łagowskiego „Polska chora na Rosję”kliknij i kup.

Kupując książki „Przeglądu” wspierasz jego wydawcę – Fundację ORATIO RECTA.

Wydanie: 23/2010

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy