Ojczyzna i Honor

Istnieje u nas jakiś szczególny związek pomiędzy Ojczyzną a Honorem.
Otóż im gorzej i głupiej dzieje się w Ojczyźnie, tym więcej mówi się o naszym naruszanym przez wrogie nam siły Honorze.
Ostatni raz zjawisko takie obserwowaliśmy w pamiętnych czasach marca 1968 r. W Ojczyźnie odbywała się wówczas zajadła nacjonalistyczna nagonka antysemicka, będąca w istocie nagonką przeciwko inteligencji i liberalnym środowiskom kulturalnym, równocześnie z tym jednak oficjalne media raz po raz wskazywały z oburzeniem na rozmaite „antypolskie” głosy dochodzące z zagranicy, które poniewierały naszą godność narodową i nasz Honor.
Sprawami Honoru zajął się wówczas szczegółowo zapomniany dziś publicysta tamtych czasów, płk Zbigniew Załuski, wyliczając w swojej książce „Siedem polskich grzechów głównych” wszystkie okoliczności, w których nie tylko „wrogie ośrodki” zagraniczne, ale również krajowi „prześmiewcy”, jak ich określał, pomiatali honorem Polaków. „Prześmiewcy” kwestionowali na przykład sens i historyczne znaczenie szarży pod Samosierrą, zachwycali się sztuką Jarry’ego „Ubu król”, której akcja dzieje się „w Polsce, czyli nigdzie” lub całkowicie błędnie interpretowali przypisywane Napoleonowi I zdanie „pijany jak Polak”, co w rzeczywistości miało oznaczać, że Polak jest pijany ideą wolności i miłością Ojczyzny, nie zaś po prostu wódką.
Zdarzenia te przychodzą mi na myśl nie przypadkiem. Im radośniej bowiem rozwija się afera „lustracyjna”, im wyraźniejszy także staje się jej charakter, tym częściej dowiadujemy się, że oto nasz Honor Narodowy jest co chwila szargany przez „określone siły” za granicą.
Co do charakteru lustracji wystarczy obecnie wziąć do ręki tygodnik „Wprost”, aby się dowiedzieć bez ogródek, o co w niej chodzi. Powstał więc oto, jak się dowiadujemy, sojusz „wrogów pamięci narodowej”, rozciągający się od „Gazety Wyborczej” – która ponoć gra w nim pierwsze skrzypce – poprzez „Politykę” aż po „Trybunę” i „NIE”. Celem tego spisku jest zniekształcenie obrazu kaźni, jaką była Polska Ludowa, a także zatrzymanie „higienicznej Pandory” (Paweł Śpiewak) oraz niedopuszczenie do narodu „tlenu demokracji” (Bronisław Wildstein), którą jest powszechna lustracja i dekomunizacja.
Akcja dekomunizacyjna „nie podważy heroizmu antykomunistycznej opozycji” (Wildstein), ale najwyraźniej zmieni jej skład, skoro po stronie obecnych „wrogów pamięci narodowej” lokują się zarówno Adam Michnik, jak i Stefan Niesiołowski, dotąd niekwestionowany antykomunista, więziony nawet w PRL za próbę wysadzenia czegoś komunistycznego w powietrze.
Otóż ów „tlen demokracji”, podobnie jak wydarzenia „marcowe” sprzed lat nieomal 40, budzi zapewne zdziwienie opinii światowej, skoro dowiadujemy się, że Honor Polski szarpany jest obecnie za granicą do tego stopnia, że ze środowiska PiS wyszedł projekt, aby powołać specjalny Instytut Obrony Dobrego Imienia Polski, finansowany nie mniej hojnie niż IPN z budżetu państwa.
Na Honor nasz nastają obecnie różne siły, skupione głównie wokół instytucji unijnych i Parlamentu Europejskiego. Naruszył go dotkliwie przewodniczący tego parlamentu, p. Borrell, chociaż do dziś nie wiadomo dokładnie, co właściwie powiedział, chcąc nas poniżyć. Obrazą naszego Honoru, na szczęście zażegnaną w ostatniej chwili, była próba wymienienia w deklaracji Parlamentu Europejskiego, składającej hołd ofiarom Oświęcimia, Polaków za homoseksualistami, nie zaś przed nimi. Podejrzewam jednak, że jeśli deklaracja parlamentu miała na celu zwrócenie uwagi dzisiejszej opinii na zbrodniczy charakter nazizmu, to homoseksualistów jest na świecie więcej niż Polaków i pozyskanie ich opinii jest nie bez znaczenia. Obrazą naszego Honoru jest skrót myślowy, używany często w piśmiennictwie anglosaskim głównie, gdzie mówi się o „polskich obozach zagłady”, zamiast o hitlerowskich obozach lokowanych w Polsce, co jednak nawet ciemni Amerykanie czy Anglicy doskonale rozumieją. Wygląda też na to, że obrazą staje się używanie nazwy Oświęcim zamiast Auschwitz-Birkenau, aby komory gazowe i krematoria w żaden sposób nie kojarzyły się z niczym polskim.
W tej ostatniej kwestii zresztą któraś ze stacji telewizyjnych odkryła niedawno, że złowrogi zwrot o „polskich obozach” ma swoje zatrute źródło w kraju. Są nim „Medaliony” Zofii Nałkowskiej, jedna z najwcześniejszych po wojnie i najbardziej rozdzierających relacji o hitlerowskich katowniach i obozach zagłady, a także o fabrykach mydła z ludzkiego tłuszczu i abażurów z ludzkiej skóry. Henryk Grynberg, który sam całe swoje pisarstwo poświęcił tematowi Zagłady, mówi, że do dzisiaj nie powstało nic równie poruszającego jak „Medaliony”, ale Nałkowska też napisała o „polskich obozach”. Duch płk. Załuskiego musi zacierać ręce z satysfakcji, że jeszcze jeden „prześmiewca” schwytany został w sieci.
Wszystko to byłoby doprawdy bardzo śmieszne, gdyby nie było tak bardzo posępne. I to z dwóch powodów.
Pierwszym jest oczywiście ten, o którym wie każdy psycholog, że histeryczna obrona Honoru pojawia się zazwyczaj jako rekompensata ukrytego kompleksu niższości. „Mnie nie sposób obrazić” mawiał jeden z moich nieżyjących już przyjaciół, świetny pisarz i znakomity człowiek, wiedząc, że nic praktycznie nie zdoła mu strącić z głowy jego zasłużonej korony.
Nasza obecna obsesja Honoru jest nie tylko próbą zagłuszenia niepewności, jakie skutki przyniesie nam obecny „tlen demokracji”, którego zapach coraz mniej przypomina zapach tlenu. Jest także reakcją na rzeczywiste porażki, których nie potrafimy zrozumieć, takie chociażby jak sprawa polskich wiz do Ameryki. „Najwierniejszy sojusznik Busha”, Polska, po raz kolejny dostaje po nosie od swego protektora, gdy od słów, które nic nie kosztują, próbuje przejść do konkretów. Polska obsesja honorowa prowadzi także konsekwentnie do sytuacji, w której nasza obecność w instytucjach europejskich, takich parlament w Strasburgu, staje się powodem coraz słabiej skrywanego zażenowania naszych europejskich partnerów. To Polacy głosują przeciwko konstytucji, która stara się sformułować nowy, laicki etos europejski, to Polacy domagają się kaplic i krzyży w miejscach, które Europejczycy szykują już na przyjęcie muzułmańskiej Turcji.
Drugim powodem niewesołej zadumy jest także w tym wszystkim rola polskiej inteligencji twórczej, naszych intelektualistów i artystów. Rola tchórzliwa. Przed wojną satyryk Światopełk Karpiński napisał prosty wierszyk:
Są dwa poważne powody
Dla których Polska mi zbrzydła:
Za dużo święconej wody,
Za mało zwykłego mydła.
Kto odważyłby się tak napisać dzisiaj, kiedy jest to w naszej Ojczyźnie nie mniej aktualne niż wówczas?
Wierszyk ten jest wyrazem zatroskania Ojczyzną. Co do Honoru zaś nie czuję się kompetentny.

Wydanie: 7/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy