Oligarchowie

Oligarchowie

W Ukrainie władza i pieniądze są nierozłączne

Gdy 13 lutego br. przedstawiciele administracji prezydenta Joego Bidena podali kolejną datę rozpoczęcia przez Rosję inwazji na Ukrainę, z kijowskich lotnisk Boryspol i Żuliany odleciało 20 prywatnych samolotów należących do licznego grona tamtejszych oligarchów. W popłochu Samostijną opuszczali członkowie ich rodzin, przyjaciele oraz partnerzy biznesowi.

Zamożni pasażerowie kierowali się do Szwajcarii, Austrii, Bawarii i na Lazurowe Wybrzeże. Wśród nich był najbogatszy obywatel Ukrainy Rinat Achmetow, którego majątek w 2012 r. szacowano na 16 mld dol., a który w 2014 r., po zajęciu Krymu przez Rosjan oraz powstaniu republik ludowych Donieckiej i Ługańskiej, stracił ponad 8 mld dol.

Do Monachium odleciał jego partner biznesowy Wadym Nowiński (1,7 mld dol.). Kijów opuścił też Ołeksandr Jarosławski (1,2 mld dol.), znany działacz sportowy, prezes grupy finansowej Development Construction Holding oraz UkrSibbanku. Kolumna samochodów, którą oligarcha gnał na lotnisko, potrąciła śmiertelnie człowieka. Oczywiście nikt się nie zatrzymał.

13 lutego prywatny lot z Kijowa do Wiednia zorganizował dla 50 osób Ihor Abramowycz, milioner i jeden z liderów Opozycyjnej Platformy – Za Życie. A już po rozpoczęciu rosyjskiej agresji z aresztu domowego ulotnił się oskarżony o zdradę stanu i finansowanie terroryzmu lider wspomnianej formacji Wiktor Medwedczuk (1,7 mld dol.). Nie wiadomo również, gdzie przebywa jego polityczny partner Wadim Rabinowicz (1 mld dol.).

14 lutego podczas spotkania z kanclerzem Niemiec Olafem Scholzem wściekły prezydent Zełenski rzucił: „Tym, którzy wyjechali za granicę, posłom różnych partii… Powinniśmy dać im sygnał. Od kraju, od parlamentu i jego marszałka, ode mnie, że powinni wrócić. W ciągu 24 godzin. Jeśli tego nie zrobią, powinniśmy wyciągnąć poważne wnioski”. Usłuchał go tylko Rinat Achmetow, który następnego dnia zjawił się w Kijowie. Za to z Ukrainy nie wyjechał najbarwniejszy oligarcha – Ihor „Benia” Kołomojski (1,7 mld dol.). Być może dlatego, że interesuje się nim amerykańska prokuratura i nie chce on podzielić losu innego miliardera, Dmytra Firtasza (2,9 mld dol.).

W 2014 r. ten oligarcha został zatrzymany w Wiedniu na wniosek Waszyngtonu. Dwa lata wcześniej ława przysięgłych uznała Firtasza za winnego wręczenia 18,5 mln dol. łapówki przedstawicielom władz indyjskich w zamian za przyznanie jego firmie prawa do eksploatacji złóż tytanu. Jankesi takie działania uznają za poważne przestępstwo i ścigają z całą surowością. Austriacki sąd zdecydował, że Firtasz trafi do aresztu domowego. Oligarcha urządził go, wynajmując całe piętro luksusowego wiedeńskiego hotelu Ritz-Carlton.

Rok później Austriacy odmówili jego ekstradycji do Stanów Zjednoczonych, lecz kłopoty oligarchy się nie skończyły. Wniosek o zatrzymanie złożyła hiszpańska prokuratura, która podejrzewała go o pranie brudnych pieniędzy. Z takimi wyzwaniami muszą się mierzyć najbogatsi mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej.

Od gangstera do miliardera

W Ukrainie, podobnie jak w Rosji, związki ze strukturami kryminalnymi nie obciążają ani polityków, ani tym bardziej biznesmenów. Przeciwnie, dodają im powagi. W latach 90. kryminalnyj awtoritet, odpowiednik mafijnego bossa, ojca chrzestnego, znaczył w tym kraju o wiele więcej niż we Włoszech czy w Stanach Zjednoczonych.

Ukraińskie media pełne są opisów początków karier takich oligarchów jak „Benia” Kołomojski, Rinat Achmetow, Hennadij Boholubow, Julia Tymoszenko czy bracia Kliczko, w których wskazuje się ich związki ze światem przestępczym.

Kołomojski jeszcze w czasach Związku Radzieckiego, pod koniec lat 80., zaczynał w Dniepropietrowsku jako farcowszczik, czyli handlarz zagranicznymi ciuchami, perfumami oraz walutą… Z czego bardzo niezadowolona była jego matka Zoja Izraeljewna, która uważała, że syna stać na więcej, gdyż ukończył z wyróżnieniem Dniepropietrowski Instytut Metalurgiczny.

W roku 1990 młody Ihor wspólnie z Hennadijem Boholubowem zajął się handlem komputerami i tak zarobił pierwsze większe pieniądze. W marcu 1992 r., już w niepodległej Ukrainie, Kołomojski i Boholubow wraz z Ołeksijem Martynowem, Leonidem Miłosławskim oraz Serhijem Tihipką założyli PrywatBank, który z czasem przekształcił się w PrivatBank Group, jeden z największych ukraińskich koncernów. Parasol ochronny nad młodymi wilkami rozłożył ówczesny gubernator obwodu dniepropietrowskiego Pawło Łazarenko. Współobywatele mówili o nim z szacunkiem „Chaziain”, czyli „Gospodarz”. Przekształcił on swój obwód w udzielne księstwo i od każdego biznesmena pobierał stosowną „prowizję”, sięgającą nawet 50% zysku. Przy czym ludzie sami przynosili mu swoje pieniądze.

Kołomojski szybko znalazł wspólny język z Łazarenką i korzystając – za stosowną opłatą – z jego protekcji, rozwinął skrzydła. Wtedy też przylgnął do niego pseudonim „Benia”, pochodzący od uwiecznionego przez Izaaka Babla w „Opowiadaniach odeskich” żydowskiego gangstera Beni Krzyka.

W tym czasie gubernator Łazarenko założył z ówczesną partnerką biznesową Julią Tymoszenko przedsiębiorstwo Zjednoczone Systemy Energetyczne Ukrainy, które zajęło się handlem gazem z Rosji. Schemat był prosty. Gaz kupowała od Gazpromu zarejestrowana na Cyprze lub w innym raju podatkowym spółka zależna wyżej wymienionego przedsiębiorstwa. Następnie sprzedawano go innej podobnej spółce, a potem kolejnej itd. Ostatnim klientem, który płacił najwyższą cenę, był państwowy ukraiński Naftohaz. Zysk z tego procederu był nieopisany. Dzięki takim transakcjom Julia Tymoszenko szybko dołączyła do grona wpływowych ukraińskich oligarchów. By zabezpieczyć się przed możliwymi kłopotami ze strony rywali lub organów ścigania, zajęła się polityką, zakładając z gubernatorem Łazarenką partię Hromada. Zachodnie media nazwały ją „Gazową księżniczką”. Wydarzeniem towarzyskim roku 2005 był ślub jej córki Jewhenii z brytyjskim muzykiem rockowym Seanem Carrem. Gości z całego świata przywiozło do Kijowa sześć wyczarterowanych przez mamusię odrzutowców. „Żelazna Julia” doszła nie tylko do wielkiego bogactwa (2,5 mld dol.), ale też po pomarańczowej rewolucji została premierem.

Z Dniepropietrowska pochodzi również Wiktor Pinczuk. W początkach kariery, jak wszyscy, opłacał się Łazarence, lecz w 1997 r. związał się z Ołeną Kuczmą, córką ówczesnego prezydenta Ukrainy Łeonida Kuczmy, z którą potem się ożenił. Mając teścia za protektora, szybko awansował do grona najbogatszych ludzi nie tylko w Ukrainie, ale i w Europie Środkowej. Jednym z łupów Pinczuka było największe na świecie przedsiębiorstwo produkujące mangan – Nikopol Ferroalloy Plant. 75% produkcji tej firmy szło na eksport. Jeśli wierzyć ukraińskim mediom, Pinczuk otrzymał ją od teścia za symboliczne pieniądze. I błyskawicznie stał się drugim człowiekiem w Ukrainie pod względem zgromadzonego bogactwa. W 2010 r. na jego 50. urodzinach wystąpił przed gośćmi z całego świata Cirque du Soleil, a za serwowane potrawy odpowiedzialny był szef kuchni Alain Ducasse, którego restauracje obsypane są gwiazdkami Michelina. Impreza kosztowała 6 mln dol.

Jego błyskawiczna kariera budziła zawiść innych oligarchów. Zwłaszcza Kołomojskiego i Achmetowa. W 1999 r. starli się oni w walce o schedę po ich byłym patronie, dniepropietrowskim gubernatorze i premierze Ukrainy w latach 1996–1997, Pawle Łazarence. Ukraińska prokuratura zdobyła dowody jego przestępczej działalności i potężny niegdyś „Chaziain” uciekł do Stanów Zjednoczonych. Zgromadzone na zagranicznych kontach miliony miały zapewnić mu spokojne życie, lecz zajęło się nim FBI. Amerykanie ustalili, że tylko na handlu rosyjskim gazem zarobił on co najmniej 100 mln dol. Okazało się, że Łazarenko obiecywał amerykańskim inwestorom poparcie, pod warunkiem że zasilą jego tajne zagraniczne rachunki. W 2000 r. FBI zablokowało na 20 rachunkach bankowych „Chaziaina” ponad 20 mln dol. Prowadziły je, a mówiąc precyzyjniej, prały mu pieniądze, tak szacowne instytucje finansowe jak Commercial Bank of San Francisco, Pacific Bank, Merrill Lynch, Fenner & Smith, WestAmerica Bank, Bank of America, Hambrecht & Quist.

W 2006 r., po długim procesie, Łazarenko został skazany na dziewięć lat więzienia. Wcześniej jego „aktywa” na Ukrainie zostały przejęte przez tych, którzy latami wręczali mu łapówki

Wojny oligarchów

Majątek Łazarenki na Ukrainie szacowano na niemal 2 mld dol. Budziło to zawiść wielu oligarchów. Nikt nie bawił się w subtelności. Nieruchomości i przedsiębiorstwa należące do byłego premiera były najeżdżane przez grupy uzbrojonych po zęby mężczyzn i przejmowane. Następnie do akcji wkraczali prawnicy, którzy legalizowali fakty dokonane. Proceder ten nazywany jest w Rosji i Ukrainie rajderstwem.

Ta metoda zdobywania fortun była dobrze znana w Rzeczypospolitej Obojga Narodów i nazywała się zajazdem. Opisał ją Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”.

Na początku XXI w. rajderskie przejęcia stały się niemal znakiem firmowym „Beni” Kołomojskiego. Jeśli właściciel przejmowanej firmy nie chciał współpracować, składano mu propozycję nie do odrzucenia. A gdy nadal wykazywał upór – po prostu znikał.

Wynajmowani przez ukraińskich oligarchów płatni zabójcy wykańczali konkurentów z rozmachem, który zawstydzał przedstawicieli rosyjskiego półświatka. Podobno organizatorzy jednego z zamachów na Rinata Achmetowa planowali użycie następcy legendarnej Katiuszy – wyrzutni pocisków rakietowych Grad. Ich salwa miała zmieść budynek, w którym przebywał Rinat Łeonidowicz.

Oligarchowie łączyli siły, tworząc klany, z których najsilniejsze były doniecki i dniepropietrowski. Ich styl życia bardziej przypominał zwyczaje afrykańskich kacyków, takich jak Mobutu Sese Seko, Omar Bongo czy Sani Abacha, niż miliarderów pochodzących z kraju o aspiracjach europejskich. To oni decydowali, kto będzie rządził Ukrainą. Pomarańczowa rewolucja, która wyniosła do władzy Wiktora Juszczenkę, została sfinansowana m.in. przez Ihora Kołomojskiego i Julię Tymoszenko. Jego konkurenta Wiktora Janukowycza wspierali Rinat Achmetow i Wiktor Pinczuk.

Gdy w 2010 r. wybory prezydenckie wygrał Janukowycz, byłą premier Julią Tymoszenko zajęła się prokuratura i trafiła ona za kraty. Ale prezydent, który miał reprezentować klan doniecki i jego lidera Achmetowa, postanowił sam zostać oligarchą. Otoczył się wiernymi mu ludźmi i korzystając z pomocy służb specjalnych oraz prokuratury, zaczął odbierać majątki bogatym Ukraińcom. Jego prawą ręką został syn Aleksander Janukowycz, którego z racji wykształcenia nazywano „Saszką Stomatologiem”.

Tego było za wiele. Skłóceni ze sobą oligarchowie Ihor Kołomojski, Rinat Achmetow, Julia Tymoszenko, Petro Poroszenko i inni zjednoczyli siły i w 2014 r. wsparli Majdan, który pozbawił Janukowycza władzy.

Gdy wojska rosyjskie zajęły Krym, a na Ługańszczyźnie, w Donbasie, w Charkowie i Odessie pojawiły się tendencje separatystyczne, Ihor Kołomojski sfinansował tworzące się bataliony ochotników i wysłał je do walki. W marcu 2014 r. został gubernatorem obwodu dniepropietrowskiego i zajął się umacnianiem swojej pozycji. Przemysł i główne bogactwa naturalne Ukrainy skupione są w obwodach donieckim, dniepropietrowskim, ługańskim i zaporoskim. Są jeszcze Charków i Odessa. Szefem administracji obwodu został jeden z bliskich współpracowników Kołomojskiego, Giennadij Korban. Na wschodzie Ukrainy wszyscy wiedzą, że władza „Beni” rozciąga się też na inne obszary. Zaczęło to niepokoić prezydenta Poroszenkę, który w marcu 2015 r. odwołał Kołomojskiego z funkcji gubernatora. A Korban trafił do aresztu.

Między oligarchami wybuchła otwarta wojna. W rezultacie „Benia” stracił PrivatBank i zagrożony aresztowaniem wyjechał do Szwajcarii, w której mieszkają jego żona, syn i córka. Do Ukrainy wrócił po porażce wyborczej Poroszenki z Wołodymyrem Zełenskim, którego w Kijowie powszechnie uważano za człowieka Kołomojskiego.

Co z oligarchami po wojnie?

W trakcie kampanii wyborczej w 2019 r. Zełenski obiecywał, że skończy z władzą oligarchów. Tak się nie stało. Wprawdzie Kołomojski, który liczył na odzyskanie PrivatBanku, niczego nie uzyskał, lecz w Radzie Najwyższej oligarchowie utrzymali wpływy, sponsorując część deputowanych. I zasiadając w ławach jak Wiktor Medwedczuk. W ubiegłym roku prezydent przeforsował tzw. ustawę o oligarchach, która w zamyśle miała ograniczyć ich możliwości wpływania na politykę, lecz w praktyce okazała się ona martwa. W kraju niewiele się zmieniło, a pandemia jeszcze pogorszyła sytuację. Zełenski szybko zaczął tracić poparcie. Udało mu się natomiast w administracyjnym trybie objąć sankcjami majątek Wiktora Medwedczuka, a jego samego umieścić w areszcie domowym, jak również oskarżyć Petra Poroszenkę o zdradę stanu i machinacje finansowe. Były ukraiński prezydent przez jakiś czas mieszkał w Warszawie.

Agresja rosyjska zmieniła wszystko. Zełenski jest dziś bohaterem narodowym. Poroszenko z kałasznikowem w rękach udziela wywiadów w Kijowie i zapewnia, że nie opuści stolicy. Medwedczuk ukrywa się, a inni oligarchowie, jak należy przypuszczać, wyjechali z kraju. Zwykli ludzie coraz częściej pytają: dlaczego mamy za nich umierać? Kiedyś wojna się skończy i co? Wrócą jak gdyby nigdy nic?

m.czarkowski@tygodnikprzeglad.pl

Fot. AP/East News

Wydanie: 13/2022

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy