Open’er szuka nowej drogi

Open’er szuka nowej drogi

Dla młodych fanów ważnym dniem był piątek 3 lipca. Najpierw na głównej scenie wystąpił Hozier, który uraczył publiczność klimatycznym i dosyć melancholijnym występem. Kiedy tylko zszedł ze sceny, tłumy pognały prosto do namiotu, gdzie zaczynali grać Years & Years. Podskokom i piskom nie było końca. Obecność Y & Y na Open’erze to dla niektórych festiwalowiczów pewna kontrowersja. Popowe brzmienie zespołu zahacza bowiem o estetykę boysbandów. Nie zmienia to faktu, że młode fanki były zachwycone.

Obiecująco zapowiadały się występy Major Lazer i Disclosure, których dyskotekowy charakter miał skłonić publiczność do tańca. Wskazywały na to chociażby godziny występów: kwadrans po północy i wpół do pierwszej. Obie grupy jednak zawiodły. Major Lazer, znany z piosenek puszczanych podczas zajęć zumby, zaprezentował przedziwną kompilację swoich utworów, które skondensowane w krótkich fragmentach tworzyły zwyczajną kakofonię. Disclosure natomiast zagrali naprzemiennie sporo nowości i największe hity, tyle że niemal wszystkie wokale puszczone zostały z taśmy, a swoje utwory duet rozciągnął wręcz tasiemcowo, co po prostu nudziło. O wiele lepiej wypadła legenda soulu D’Angelo. Jego żywy występ rozbujał publikę.

Jeszcze Polska nie zginęła. Wręcz przeciwnie!

Dla Polaków Open’er jest festiwalem drogim. Czterodniowy karnet wraz z polem namiotowym kosztuje aż 630 zł. To bardzo duża kwota, szczególnie dla młodych ludzi, którzy niepewni jutra na kulturę przeznaczają coraz mniej. I trudno im się dziwić. Z pewnością to jeden z poważnych problemów, z którymi muszą się zmagać organizatorzy Open’era. Światowe gwiazdy nie grają przecież za darmo.

Jednak na tle innych europejskich festiwali oraz dla gości z zagranicy gdyńska impreza pozostaje śmiesznie tania. Dlatego na teren lotniska Kosakowo tak chętnie ściągają Brytyjczycy, Skandynawowie oraz Bałtowie. Z tego względu szczególnie cenna jest na Open’erze bogata rodzima oferta. Pod tym względem festiwal staje się prawdziwym oknem wystawowym, w którym zaprezentować można to, co w polskiej muzyce najlepsze.

Duża liczba rodzimych wykonawców denerwuje wielu open’erowiczów. Argumentują, że ich występy mogą w każdej chwili zobaczyć w swoim mieście, a tu przyjeżdżają, by posłuchać zagranicznej czołówki. Można ich zrozumieć. Należy jednak pamiętać, że Open’er jest dla zagranicznych miłośników muzyki jedną z niewielu okazji posłuchania polskich ambitnych nowości. Stare festiwale, takie jak Opole, w kwestii promocji najciekawszych debiutujących wykonawców już dawno skapitulowały.

W tym roku pokazano światu siłę naszego indie i alternatywy. Występy śpiewających po angielsku m.in. Mary Komasy, Fismolla, Julii Marcell i Curly Heads, udowodniły, że nie mamy czego się wstydzić. Wydaje się, że polscy wykonawcy zaczęli iść śladem Skandynawów, którzy łącząc alternatywne brzmienia z angielskimi tekstami, stali się znani i doceniani na całym świecie.

W tym miejscu warto wspomnieć o „polskojęzycznym” projekcie Fisz Emade Tworzywo, którego ostatnia płyta „Mamut” otrzymała status złotej. Tworzywo zagrało w czwartek o godz. 18.45 i dla całej masy festiwalowiczów było pierwszym wyborem, mimo że o 18 rozpoczął się już koncert Toma Odella. Bardzo dobrze wypadł także Taco Hemingway, nadzieja polskiego rapu, który udowadnia, że ten gatunek cały czas może w sposób inteligentny i przewrotny opowiadać o miejskiej rzeczywistości. Teksty Hemingwaya to o wiele więcej niż wkurzenie, siedzenie na ławce, osiedlowa lojalność i litry wypitego alkoholu.

Według mnie jednak, najlepiej wypadł młody śląski duet elektropopowy The Dumplings (w tłumaczeniu: Pierogi – czy może być bardziej polska nazwa?). Zdobywcy tegorocznego Fryderyka za fonograficzny debiut roku w muzyce rozrywkowej zagrali hipnotyzująco. Zapewnili fanom prawdziwe muzyczne przeżycie. – Nie mogę uwierzyć, że oni są z Polski – mówiła jedna z rozemocjonowanych dziewcząt stojących przede mną. Ja natomiast nie mogłem uwierzyć, że tak młodzi ludzie (18 i 19 lat) w tak dojrzały sposób potrafią wykorzystać swój niebagatelny talent. Jesienią The Dumplings mają wydać drugą płytę. Jeśli dalej będą grali na takim poziomie, świat szybko o nich usłyszy.

Dawno minęły już czasy, kiedy Polacy zabijali się o bilety na koncert zagranicznej gwiazdy. Teraz niektórych wykonawców widzieli już po kilka razy. Dlatego organizatorzy Open’era zdecydowali się zwrócić do młodych, których ulubieńcy najczęściej dopiero rozpoczynają muzyczną karierę. To nie jest zły pomysł, czego dowodzi tegoroczna edycja festiwalu, stojąca na dobrym poziomie. Najważniejsze jednak, by udało się zachować równowagę. Tym bardziej że festiwal nie może liczyć na to, że wyżywi się z karnetów kupowanych nastolatkom przez rodziców. Dlatego organizatorzy nie powinni zapominać o dopieszczeniu starszej publiczności. Przecież po tylu latach Open’er staje się już doświadczeniem międzypokoleniowym.

Foto: M. Murawski/ Alter Art

Strony: 1 2 3

Wydanie: 29/2015

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy