Partie bratnie i skłócone

Partie bratnie i skłócone

Mógłbym to powiedzieć od siebie, ale wolę się powołać na filozofa, którego lubię – wszechstronnie sceptycznego Szkota Dawida Hume’a. Miał on bardzo pogardliwy stosunek do podziałów partyjnych, pisał, że zasługują na potępienie i nienawiść, ponieważ ich oddziaływanie jest dokładnie przeciwne oddziaływaniu prawa. Plenią się szczególnie w ustroju demokratycznym i roztaczają iluzję, że to dzięki nim istnieje demokracja. W rzeczywistości rozbudzają – mówi Hume – „najdziksze animozje wśród ludzi tego samego narodu, którzy przecież powinni udzielać sobie pomocy i ochrony”. Demokracja jest czarnoziemem dla partyjniactwa, ale to nie znaczy, że nie wyrasta ono w szczelinach systemu autokratycznego. Weźmy za przykład PRL. Oprócz oficjalnego i pozornego podziału na partie (PZPR, ZSL, SD) istniały ważniejsze od nich podziały frakcyjne w partii kierowniczej. Różnice między natolińczykami i puławianami były nie mniejsze niż dziś różnice między PiS i PO, a moim zdaniem dużo ważniejsze. To, że obie frakcje były komunistyczne, nie zacierało istoty różnicy, tak jak nie łagodzi konfliktu między PiS i Platformą to, że obie są antykomunistyczne. W czasach „komuny” istniały poważne przyczyny, że nie wolno było wielu zjawisk nazywać właściwymi słowami, a wiele innych musiało się nazywać niewłaściwymi, stąd do dziś tamta rzeczywistość jest opacznie rozumiana i nie bardzo wiadomo, co było czym.

Ponieważ partie (podobnie jak operujące w mniejszej skali koterie, kliki, frakcje, towarzystwa wzajemnej adoracji itp.) są zjawiskami w społeczeństwie naturalnymi, nie można wszystkich objąć jedną potępiającą oceną, bo to, co rzeczywiste, składa się z dobra i zła, należy je zatem wartościująco różnicować. Partie – pisze Hume – „podzielić można na personalne oraz realne, to jest na oparte na osobistej przyjaźni czy wrogości zdolnych stworzyć zwalczające się partie, oraz na takie, które zasadzają się na rzeczywistej różnicy emocji czy interesów”. Nie oczekujmy, że podziały te występują zawsze w stanie czystym i niezmieszanym. „Często nie dostrzega się, że rząd dzieli się na frakcje, choć w poglądach jego członków nie ma żadnych różnic – rzeczywistych, trywialnych czy istotnych”, a osobiste sympatie mogą występować między członkami partii wrogich. Obecnie w Polsce wielu ludzi zgnębionych brakiem rzeczywistej opozycji politycznej przygląda się partii rządzącej, czy nie zarysowuje się w niej jakiś podział, z którego mogłaby się wyłonić rzeczywista opozycja. Jest przecież rzeczą nie do wiary, żeby w tak licznej partii nie było ludzi wystarczająco inteligentnych i odpowiedzialnych, żeby nie zdawali sobie sprawy, do czego prowadzi kaczystowska polityka socjalna i gospodarcza, a także ta anarchizująca państwo „sanacja” sądownictwa. Można być pewnym, że w miarę ujawniania się skutków tej polityki ujawniać się będą frakcje rządowe, poselskie i samorządowe PiS, ale nie stanie się to nagle i w porę, lecz w postaci spóźnionego procesu. Ostatni sondaż wykazuje wzrost poparcia dla partii rządzącej i spadek poparcia dla PO i Nowoczesnej, które grają rolę opozycji. Gdyby mnie sondowano, nie wiedziałbym, za co miałbym poprzeć opozycję. Za blokowanie mównicy sejmowej? Nienawidzę takiego postępowania, to już prawie Ukraina. Okupowanie sali obrad? To samo. W tych dniach platformerski rząd cieni wziął silnie w obronę kierowcę, który spowodował wypadek drogowy, poczytując mu niemal za zasługę, że nie ustąpił rządowej limuzynie. Opozycja powinna być wymagająca, jeśli chodzi o ścisły legalizm głosowania nad ustawami. A jest taka? Twierdzi, że ustawa budżetowa jest nielegalna, ponieważ została uchwalona (klepnięta się mówi w nowej polszczyźnie) przy niepewnym kworum i w niewłaściwym pomieszczeniu, przemilczając, że właściwą dla tego celu aulę blokowała. W taki sam sposób została przyjęta ustawa „dezubekizacyjna”, ale platformersi i nowocześni nie mówią, że ta również jest w takim razie nielegalna. Ten nędzny akt mściwości wobec ludzi, którzy w przeważającej masie nie zrobili nic złego, należy do serii poczynań delegitymizujących pewien okres państwa polskiego, które Platforma Obywatelska inspirowała, wszczynała i egzekwowała razem z kaczystami i nadal jest z tego powodu bardzo z siebie zadowolona. Trudno mi uwierzyć, że w partii PiS nie ma ludzi, którzy by się wstydzili za ustawę wywierającą zemstę na ludziach nikomu i niczemu już nieszkodzących, w przeważającej liczbie starych i bezradnych. Tak praktykują kaczyści swój etos bohaterstwa i patriotyzmu. Odbieranie emerytur ma być karą (jeszcze jak spóźnioną!) za „służenie państwu totalitarnemu”, jakby nie zauważono po 30 latach, że „totalitaryzm” jest propagandową hiperbolą, mającą nikły związek z rzeczywistością, i niedopuszczalną w języku ustawodawstwa.

Ciągłe spieranie się PiS i Platformy podkopuje ład państwowy, prawo – jak pisze Hume – czyni bezradnym i rozbudza najdziksze animozje wśród ludzi tego samego narodu. Można by to do pewnego stopnia usprawiedliwić, gdyby zachodziły między nimi sprzeczności dotyczące spraw wielkiej wagi, ale takich nie dotyczą lub bardzo rzadko i przypadkowo.

Wydanie: 8/2017

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

  1. jea895751
    jea895751 8 marca, 2017, 10:54

    Jak się zaczęło rozbudzać to do końca – do upadłego,bez litości i skrupułów. Tak jak mawiał Ukrainiec do pijanego Lacha – idę do Was w gościnę , biorę worek na kości i kankę na krew..

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy