Afery taśmowe – ciąg dalszy

Afery taśmowe – ciąg dalszy

Afera się rozkręca, obnażając wszystkie słabości państwa. Nie tylko rządu, nie tylko Platformy, ale właśnie państwa.
Niejaki Nisztor, niegdyś dziennikarz „Rzeczpospolitej”, dziś zdaje się wolny strzelec publikujący we „Wprost”, ujawnił kolejne nagranie. Swojej rozmowy z Giertychem. Pan Nisztor, który upublicznił swego czasu kompromitujące nagrania mecenasa-senatora Piesiewicza, a później nagrania Serafina, w całym cywilizowanym jak najbardziej i demokratycznym świecie po tym wszystkim znalazłby się pod dyskretną kontrolą służb. U nas nie. U nas nie wolno przecież inwigilować dziennikarzy. Bo dziennikarze – wiadomo, czwarta władza. A władzy się nie inwigiluje. Wydarzenia ostatnich tygodni pokazały, że oprócz czwartej władzy jest jeszcze piąta. To kelnerzy. Właśnie pokazali swoją władzę i zatrzęśli państwem. Jeszcze trochę, a nie będzie wolno inwigilować kelnerów.
Z ujawnionych przez Nisztora nagrań jego rozmowy z Giertychem – o ile są autentyczne i niezmanipulowane – wynika, że Giertych podżega do szantażu. Namawia tegoż Nisztora do pisania książek kompromitujących najbogatszych Polaków, po to by później sprzedawać im prawa autorskie i tych książek nie wydawać. Nisztor, wedle owej koncepcji, miałby zbierać haki i opisywać, a Giertych przez podstawioną firmę sprzedawać zainteresowanym płody literacko-detektywistycznego talentu Nisztora.
„Wprost” o tym wszystkim informuje, obszernie cytując nagrane wypowiedzi Giertycha. Naczelny „Wprost”, redaktor Latkowski, heros walki o wolność mediów i wolność słowa w ogóle, w ten sposób kontynuuje swoją misję, czując bezkrytyczne poparcie kolegów dziennikarzy.
Reagując na publikację, Giertych ujawnia tajemnicę adwokacką, mówiąc, że czuje się z niej zwolniony, ponieważ sprawa została upubliczniona. Wtóruje mu mecenas prof. Kruszyński, mówiąc, że skoro sprawa została upubliczniona, to nie ma już tajemnicy i adwokat nie ma czego dochowywać.
Wedle rozumowania i argumentacji obu panów, gdy Kaśka się puszcza i wie o tym cała wieś, wikary jest zwolniony z tajemnicy spowiedzi i może opowiadać, co mu puszczalska Kasia wyznała o tym puszczaniu na spowiedzi. Mam nadzieję, że samorząd adwokacki będzie miał tu inne zdanie.
Wśród komentujących Giertychową rozmowę znalazł się prokurator Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie, który oświadczył, że prokuratura nie będzie w tej sprawie wszczynać śledztwa, chyba że ktoś, kto poczuje się pokrzywdzony, złoży zawiadomienie.
Pan prokurator chyba dawno nie miał w ręku kodeksu karnego, a z tego, czego nauczył się na studiach, sporo zapomniał. Jeśli nagrania rozmowy Giertycha z Nisztorem są prawdziwe, a już chociażby to powinna sprawdzić prokuratura, to Giertych podżega do szantażu. Szantaż jest przestępstwem (z art. 191 kk, panie prokuratorze), podżeganie do przestępstwa też (art. 18 par. 2 kk, panie prokuratorze). Poza tym szantaż jest ścigany z urzędu, nie na wniosek pokrzywdzonego. Do czego prokuratorowi potrzebne jest zawiadomienie pokrzywdzonego? Oj, słabo coś u pana z prawem karnym, panie prokuratorze.
Jaki mamy krajobraz po taśmach?
Arytmetyka zwyciężyła, rząd się obronił, koalicja ma w Sejmie większość. Ale PSL szantażuje Platformę, ostatecznie wypowie się po wakacjach, jak wypocznie i przemyśli, czego jeszcze od Platformy może zażądać. Jakich stanowisk, przede wszystkim.
Konstruktywne wotum nieufności zgłoszone przez PiS upadło. Żałośnie groteskowy prof. Gliński znów nie został premierem. Trochę szkoda. To jakiś bardzo zabawny jegomość. Byłoby przynajmniej wesoło.
Spróbujmy podsumować, co pokazały afery ostatnich tygodni. Ministrowie chodzą po ekskluzywnych knajpach, plotą trzy po trzy, ujawniając to, co powinno zostać w tajemnicy. O języku panów ministrów nie wspominam. Minister spraw wewnętrznych, a zarazem koordynator służb specjalnych, daje się nagrać jak dziecko. Druga władza dała się ograć piątej i opisać czwartej! A swoją drogą tego, że kelner nagrał nadzorcę wszystkich tajnych służb, nie można do niczego porównać. Bardziej sensacyjna byłaby chyba tylko wiadomość, że prof. Chazan zaszedł w ciążę.
Nie tylko łażą po snobistycznych knajpach i plotą, ale jeszcze płacą służbowymi kartami. Gdyby jakiś żul ukradł coś za półtora tysiąca, poszedłby siedzieć. Gdy minister lub prezes NBP zeżre i wypije na koszt państwa za tę kwotę, zupełnie nie interesuje to prokuratury i nawet minister Pitera, która w poprzedniej kadencji wytropiła, że ktoś zeżarł na koszt państwa dorsza za kilka czy kilkanaście złotych, dziś milczy!
Kelnerzy mogą podsłuchiwać i nagrywać bez ograniczeń, najbardziej ograniczone w prawie do podsłuchiwania są służby specjalne.
Dziennikarze mogą bezkarnie upowszechniać wykradzione, nielegalnie podsłuchane rozmowy, a wszystko, co napiszą lub powiedzą, jest realizacją ich misji.
Prokuratura nie ściga podżegania do szantażu, dopóki pokrzywdzony nie złoży wniosku. Tajemnica adwokacka nie obejmuje spraw, o których i tak skądinąd wiadomo.
Chyba naprawdę trzeba nam wakacji, żeby trochę odpocząć.

Wydanie: 29/2014

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Komentarze

  1. rokitnik
    rokitnik 5 sierpnia, 2014, 11:44

    zgadzam sie z opinia Profesora.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy