Pasożyty – najczulszy barometr

Pasożyty – najczulszy barometr

Pycha kroczy przed upadkiem. Niby wszyscy o tym wiedzą, ale w gruncie rzeczy mało kto praktykuje tę wiedzę na sobie. Widać, taka jest nasza natura. Mamy chyba genetyczną bardzo słabą odporność na gierki i umizgi interesownych pochlebców. I na pasożytów, którzy skutecznie lepią się do każdej władzy i ciągną z niej korzyści. Wielu z nich zaliczyło już wszystkie opcje polityczne. Od prawicy po lewicę i Kościół oczywiście też. Są najczulszym i lepszym od sondaży barometrem zachodzących zmian. Gdy w większej liczbie pojawiają się na spotkaniach jakiejś partii, jest to widomy znak, że niechybnie idzie ona w górę. Pracują na wielu frontach. Równocześnie obstawiają rządzących i opozycję. Wiele się zmienia w Polsce, ale ta narośl niezmiennie ma się dobrze.

W polityce nie ma sentymentów. Tusk zostawił Ewie Kopacz marny bagaż. A na dodatek piwo po nim też musi wypić ona. Ale gdyby oceniać ją po czynach z okresu premierowania, ma więcej plusów niż wpadek. Pogoniła najbliższe zaplecze, bo było karygodnie bezmyślne. Odwołała, choć za późno, skompromitowanych miłośników ośmiorniczek i nieudolnych nominatów Tuska. Wysłała, z korzyścią nie tylko dla PO, byłego marszałka Sikorskiego na zieloną trawę. A przede wszystkim przeprowadziła przez parlament pakiet ustaw, które Platforma wyborcom przez lata tylko obiecywała i obiecywała. Okazało się, że w sytuacji podbramkowej można było je uchwalić, i to mimo gromkich protestów Episkopatu oraz skrajnej prawicy. W wielu dziedzinach Kopacz działa szybciej i skuteczniej od Tuska. I to, co zrobiła, już po niej zostanie. Bo niezależnie od wyniku jesiennych wyborów PiS będzie bardzo trudno odkręcić ustawę o przemocy czy o in vitro. A im więcej będzie takich decyzji, tym lepiej dla większości Polaków, którzy popierają proponowane rozwiązania. Lepiej też dla samej PO. Bo w gruncie rzeczy dla wyborców najważniejsze są fakty. Rzeczy dokonane. Wtedy o drodze do nich, często pełnej wybojów i zakrętów, łatwiej się zapomina. I wybacza, bo przecież statystyczny wyborca nie jest krwiożerczy i w gruncie rzeczy jest cierpliwy. Wystarczy mu, że coś stało się zgodnie z jego oczekiwaniami. Niby tak niewiele, ale jak trudno to od polityków wydobyć.

Wydanie: 27/2015

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy