Trzy fale polskiego kapitalizmu

Trzy fale polskiego kapitalizmu

Kiedy opadnie kurz po Euro, przyjdzie wrócić do polskiej szarej rzeczywistości. Czeka nas twarde lądowanie. Tym bardziej że rząd w dobie głębokiego kryzysu systemu społeczno-ekonomicznego będzie się starał zgodnie z obowiązującymi dogmatami kontynuować politykę cięć i przykręcania śruby społeczeństwu.
Kiedy zakończył się „realny socjalizm” i nie było widać na horyzoncie żadnych realnych alternatyw, do Polski wlał się – pod kierunkiem Leszka Balcerowicza – kapitalizm w najprymitywniejszej wersji. Gilotyna, która zlikwidowała państwowe zakłady pracy, rozpoczęła brutalną prywatyzację i pod wpływem neoliberalnej ideologii dobiła pegeery. To była pierwsza fala polskiego kapitalizmu, trwająca od roku 1990 do 1993. Strach, który zajrzał obywatelom w oczy, spowodował – wbrew mediom i dyżurnym analitykom – bardzo szybko pierwsze po zmianie systemowej zwycięstwo SLD. Rządy Sojuszu przyblokowały likwidację polskiej gospodarki i wprowadziły nieco spokoju.
Druga fala kapitalizmu zalała Polskę wraz z nastaniem rządów AWS-Unii Wolności i najazdem na Polskę czterech jeźdźców apokalipsy w postaci czterech reform rządu Buzka. Reformy te niczego nie naprawiły, poczyniły natomiast kolejne, nieodwracalne szkody w okresie tzw. transformacji. Od tamtej pory ciągnie się koszmar i bałagan w służbie zdrowia. Ideą, która przyświecała tym działaniom, była wiara, że w sferze publicznej, tak jak w biznesie, rządzą reguły popytu i podaży. I w związku z tym niewidzialna ręka rynku zaprowadzi porządek w systemie opieki zdrowotnej. Zamiast tego nastąpił kompletny chaos. A dziesiątki szpitali tonie obecnie w długach albo już zostało zlikwidowanych w minionych latach. Ciekawie byłoby przeczytać książkę lub raport o skutkach działań rozpoczętych przez rząd Buzka w 1999 r. Byłaby to z pewnością powieść kryminalna.
Utworzenie wówczas gimnazjów oraz skrócenie czasu nauki w szkole podstawowej i w liceach zapoczątkowało radykalne obniżenie poziomu w polskim systemie edukacyjnym. Wraz z wprowadzeniem tzw. nowej matury i likwidacją egzaminów na studia polskie uczelnie stały się fabrykami masowo przerabiającymi materiał coraz gorszej jakości.
Także stworzenie powiatów i zmiana systemu administracyjnego nie ułatwiły życia obywatelom, zapewniły za to nowe etaty dla działaczy partyjnych. Ostatni element drugiej fali kapitalizmu, zalewającej Polskę w latach 1999-2001, to słynna reforma emerytalna, która miała zagwarantować przyszłym emerytom życie pod palmami. Zamysł był równie prymitywny i ideologiczny jak w przypadku wcześniejszych działań – opierał się znowu na wierze w siłę niewidzialnej ręki i prywatnych korporacji bankowych, które miały lepiej się opiekować pieniędzmi przyszłych emerytów niż państwo.
W ten sposób przez kilkanaście lat zarządy prywatnych otwartych funduszy emerytalnych mogły się nieźle obłowić, a przyszli emeryci dowiedzieli się w końcu, że ich świadczenia będą głodowe. Reakcją na drugą falę kapitalizmu była wielka nadzieja związana z zablokowaniem tych działań przez SLD. Na skutek zmęczenia prawicowymi rządami Sojusz odniósł swoje największe w historii zwycięstwo wyborcze w 2001 r. I wcale nie wymyślone oraz częściowo realne afery dobiły go kilka lat później, ale brak wyraźnego zwrotu w polityce społeczno-gospodarczej.
Obecnie następuje trzecia fala kapitalizmu, która chce iść jeszcze dalej i sprywatyzować wszystko, co pozostało. Ostatnio Leszek Balcerowicz, guru pierwszej fali, który najwyraźniej zatrzymał się w czasie i stracił zupełnie kontakt z otoczeniem społecznym, domaga się prywatyzacji również szkół i całego systemu edukacyjnego. Od wielu lat komercjalizacja systemu służby zdrowia rozlewa się po całym kraju. A ci, którzy pod koniec lat 90. obiecywali emerytom życie pod palmami, obecnie wydłużają wiek emerytalny i każą pracować niemal do śmierci. Trzecia fala kapitalizmu, która rozpoczęła się wraz z drugim zwycięstwem Platformy Obywatelskiej, rozgrywa się w innym kontekście niż pierwsza. Wtedy ludzie dawali ciche przyzwolenie na eksperymenty nowych władców w nowej Polsce. Jednocześnie strona społeczna miała za sobą jeszcze dość silne na początku lat 90. związki zawodowe, a więzi międzyludzkie były również dosyć mocne. Dziś nie ma żadnej aprobaty dla działań elit władzy. Przeciwko tzw. reformie emerytalnej jest ponad 80% osób. Ale wszystko rozmywa się w kompletnym marazmie. Związków zawodowych nie ma prawie w ogóle. Większość osób jest kompletnie wycofana z życia publicznego, zanurza się w apatii i obojętności. Więzi międzyludzkie zostały osłabione i porozrywane. Aby również trzecia fala kapitalizmu – symbolizowana przez Rostowskiego i Tuska – zakończyła się zwycięstwem lewicy w Polsce, musi się pojawić mocna nadzieja, że coś jeszcze można zmienić. Już teraz jednak powinno się skutecznie bronić sektora publicznego, cywilizować i uczynić bardziej ludzkim sektor prywatny, a także tworzyć silny sektor społeczny w różnych wymiarach życia zbiorowego. Okoliczności zewnętrzne i sytuacja globalna neoliberalnego kapitalizmu po raz pierwszy od zmiany systemu w 1989 r. sprzyjają głośnemu pytaniu o inne możliwości zorganizowania życia zbiorowego niż to, co obserwujemy. Trzeba to wykorzystać – innego wyboru nie ma. Jest tylko jeszcze groźba powrotu do władzy nacjonalistycznej prawicy.

Wydanie: 26/2012

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Komentarze

  1. abc
    abc 2 lipca, 2012, 17:37

    Autor nie zna definicji kapitalizmu i kapitalizmem nazywa interwencjonizm gospodarczy

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy