PiS grzebie w zębach

PiS grzebie w zębach

W myśl nowej ustawy każda szkoła ma zapewnić uczniom opiekę stomatologiczną. Ale pieniędzy na to rząd nie dał

Przez uchylone drzwi gabinetu słychać nieprzyjemny dźwięk wiertła dentystycznego. Drobniutka Patrycja nie wygląda na sześciolatkę, ale jest dzielna jak nastolatka. Leży spokojnie na fotelu, nawet nie piśnie. Mama, Małgorzata Bielecka, wpatruje się w córkę, jakby chcąc dodać jej otuchy. Koniec. Jeszcze tylko krótka rozmowa z dr Martą Bursztą i mama z córką szczęśliwe wychodzą z gabinetu. – Przychodzę tu z Patrycją i starszą, 11-letnią Sandrą od trzech lat – mówi pani Bielecka. – Wcześniej leczyłam córki w prywatnym gabinecie, ale nie byłam zadowolona, bo tamta pani doktor nie miała odpowiedniego podejścia do dzieci. Znajoma powiedziała mi, że w Szkole Podstawowej nr 3 jest nowy gabinet lekarski i świetna pani doktor. I że przyjmowane są także dzieci spoza tej szkoły, które mieszkają w naszej gminie Konstancin-Jeziorna. Postanowiłam zapisać dziewczynki na wizytę. Pani doktor jest wspaniała. Jestem bardzo zadowolona. Córki także.

Od 12 września obowiązuje ustawa, która nakłada na szkoły obowiązek zapewnienia uczniom do 19. roku życia opieki lekarza dentysty. W gminie Konstancin-Jeziorna gabinet dentystyczny jest tylko w jednej szkole. Powstał wiele lat temu, potem go zawieszono, a trzy lata temu reaktywowano. Pozostałe szkoły publiczne stanęły przed problemem, bo – jak ostatnio często się zdarza – ustawa jest obarczona wadami. Nie wiadomo, ilu szkołom udało się wprowadzić ją w terminie. Ale raczej niewielu.

Niejasności

Kiedy mówię dr Marcie Burszcie, że jest jak siłaczka, bo na swoich barkach dźwiga ciężar opieki nad uczniami w całej gminie, uśmiecha się. A ten uśmiech działa kojąco. To m.in. w nim, poza umiejętnościami lekarza dentysty, tkwi tajemnica sympatii, jaką uczniowie darzą panią doktor. Kalendarz ma zapisany na kilka tygodni, ale oczywiście w nagłych przypadkach uczeń zawsze znajdzie pomoc. Właśnie dzwoni mama Patryka. Mówi, że syna bolał ząb, więc chciałaby, żeby pani doktor sprawdziła, co się dzieje. – Proszę się nie martwić, jutro z jakiejś lekcji go zabiorę do siebie – uspokaja dr Burszta. A potem wyjaśnia: – Wielu rodziców uczniów tej szkoły, m.in. mama Patryka, podpisało zgodę na to, żeby dziecku można było udzielać profilaktycznych świadczeń stomatologicznych bez ich obecności. Ze względu na to, że pracują, takie postępowanie jest dla nich dużym ułatwieniem. Staramy się tak układać wizyty, żeby uczniowie opuszczali mniej istotne lekcje.

W kraju jest ok. 24 tys. szkół. W momencie wejścia w życie ustawy funkcjonowało w nich 720 gabinetów dentystycznych. Umowę z NFZ na udzielanie świadczeń w zakresie stomatologii ogólnej dla dzieci i młodzieży ma 7 tys. placówek. W kraju jest 13,2 tys. lekarzy dentystów. Jak ustawodawca wyobrażał sobie funkcjonowanie ustawy o opiece zdrowotnej nad uczniami? Na dodatek założono, że ta dentystyczna rewolucja nie będzie wymagać zwiększenia ilości pieniędzy z NFZ, które przeznacza się na wszystkie usługi stomatologiczne, zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych.

Już w 2018 r. powstał projekt ustawy wprowadzającej zasady współpracy szkół z gabinetami stomatologicznymi. Naczelna Rada Lekarska odniosła się do niego dość krytycznie. Zarzuciła mu, że nie wprowadza jasnych zasad współpracy szkoły z gabinetami dentystycznymi mieszczącymi się poza szkołą. Te uwagi nie zostały uwzględnione. W marcu br. do Sejmu trafił kolejny projekt, znacznie różniący się od tego, który wcześniej był konsultowany społecznie. Naczelna Rada Lekarska i ten projekt oceniła krytycznie, m.in. artykuł, który wprowadzał zmiany w ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Dodano do niej art. 47ca, który przewiduje, że w gabinecie, z którym organ prowadzący szkołę zawarł porozumienie, świadczenia stomatologiczne dla uczniów szkoły są udzielane poza kolejnością. Zdaniem NRL taka regulacja spowoduje, że gabinety te będą nastawione prawie wyłącznie na leczenie uczniów tych szkół. Poza tym liczba etatów w całej stomatologii, zarówno dla dzieci i młodzieży, jak i dla dorosłych, jest równa liczbie etatów przeliczeniowych, jaka będzie potrzebna do obsługi szkół. W tej sytuacji zabraknie środków finansowych na opiekę stomatologiczną dla osób dorosłych. Naczelna Rada Lekarska podkreśliła, że w planie finansowym NFZ powinny być przewidziane dodatkowe środki w wysokości co najmniej kilkuset milionów złotych (!). Tymczasem ustawodawca nadal utrzymuje, że stomatologiczna rewolucja nie wymaga dodatkowych nakładów. Że jakoś to będzie.

„Hojne” ministerstwo

W ubiegłym roku Ministerstwo Zdrowia rozpisało konkurs dla publicznych szkół podstawowych „Poprawa dostępności do świadczeń stomatologicznych dla dzieci i młodzieży w szkołach w 2018 r.”. W ramach konkursu do rozdysponowania było 5 mln zł, za które miało powstać co najmniej 47 gabinetów stomatologicznych, miały też się odbyć wykłady na temat dbałości o kondycję uzębienia dla uczniów i ich rodziców. Do konkursu zgłosiło się 95 szkół. Z Warszawy tylko dwie, z Pragi Północ, a najwięcej z Krakowa – dziewięć. I aż cztery krakowskie znalazły się wśród zwycięzców, miasto uzyskało w sumie 462,55 tys. zł. W marcu 2019 r. gabinety w czterech krakowskich szkołach rozpoczęły pracę. Ministerstwo Zdrowia policzyło, że w ten właśnie sposób 0,25% z 18,8 tys. publicznych szkół podstawowych wzbogaciło się o gabinet stomatologiczny. Co napawa resort dumą, ale przecież jest kroplą w morzu potrzeb. Wprawdzie ustawa o opiece zdrowotnej nad uczniami przewiduje, że wyposażenie gabinetów stomatologicznych zostanie sfinansowane z NFZ, ale pieniądze na ten cel nie zostały przewidziane.

Koszt zakupu wyposażenia gabinetu dentystycznego wynosi ok. 115 tys. zł. Jednak zorganizowanie takiego gabinetu w szkole to nie tylko problem pieniędzy. Niebagatelną sprawą jest znalezienie odpowiednich pomieszczeń, bo sam gabinet musi mieć określoną przepisami powierzchnię, do tego dochodzi pomieszczenie na autoklawy, pomieszczenie na odpady stomatologiczne, WC dla personelu, doprowadzenie wody. Wiele szkół, szczególnie średnich, gdzie skumulowały się obecnie dwa roczniki, ma poważne problemy z wygospodarowaniem sal na zajęcia lekcyjne. Jedynym możliwym rozwiązaniem okazuje się więc zawarcie umowy z placówką poza szkołą lub – w przypadku małych miejscowości – korzystanie z usług świadczonych w dentobusach (w kraju jest ich 16).

W Warszawie zdecydowano, że opiekę stomatologiczną nad uczniami zorganizuje się przede wszystkim na zasadzie umowy z gabinetami zewnętrznymi. Podobne wnioski wyciągnęło wiele innych miast i miasteczek. W Urzędzie Miasta i Gminy Konstancin-Jeziorna, który jest organem nadzorującym szkolnictwo podstawowe, też zrobiono taką analizę. W gminie jest 1,9 tys. uczniów chodzących do sześciu publicznych podstawówek. Gabinet jest tylko w Szkole Podstawowej nr 3, w innych szkołach nie ma możliwości jego zorganizowania. Pozostało zawarcie umowy z placówką, która ma kontrakt z NFZ na świadczenie usług stomatologii ogólnej dla dzieci i młodzieży. W gminie takie kontrakty mają trzy podmioty: dwa prywatne i jeden, którego organem założycielskim jest burmistrz Konstancina-Jeziorny – samodzielny publiczny zespół zakładów opieki zdrowotnej. Tenże SPZZOZ prowadzi zresztą gabinet w SP nr 3. Dlatego z tym właśnie podmiotem burmistrz podpisał umowę dotyczącą obsługi stomatologicznej uczniów publicznych szkół podstawowych w gminie. Umowa przewiduje m.in. stworzenie dwóch gabinetów stomatologicznych dla dzieci i młodzieży w istniejących ośrodkach: pierwszego w wiejskim ośrodku zdrowia w pobliżu SP nr 6 w Opaczu, drugiego w wiejskim ośrodku zdrowia blisko SP nr 4 w Słomczynie. Gdzie miałyby się mieścić gabinety dla trzech pozostałych szkół z gminy, na razie nie wiadomo.

Ale nawet gabinety w Opaczu i Słomczynie są pod znakiem zapytania. Żeby mogły funkcjonować, muszą mieć podpisane kontrakty z NFZ. SPZZOZ wystąpił o kontrakt, ale nie wiadomo, kiedy zostanie rozpisany taki konkurs. Do ustawy o opiece zdrowotnej nad uczniami nie zostały wydane rozporządzenia, które regulowałyby rewolucję w świadczeniach stomatologicznych. Jak NFZ zamierza podpisywać kontrakty, skoro założono, że ta rewolucja nie pociągnie za sobą kosztów?

Nie ma sal ani pieniędzy

Wystarczy przejechać przez mostek nad rzeką Jeziorką, by ze szkoły nr 3 dotrzeć do szkół znajdujących się na terenie zajmowanym niegdyś przez placówkę kształcącą pracowników papierni. Na lewo od orlika – Zespół Szkół im. Władysława Stanisława Reymonta, który obejmuje Liceum Ogólnokształcące nr 1 oraz Technikum nr 1. To jedyne publiczne szkoły średnie w gminie Konstancin-Jeziorna. Na prawo od orlika, w mniejszym budynku, jedyne szkoły niepubliczne w gminie – podstawówka i liceum NoBell (bez dzwonka – przyp. red.).

Kilkuletni chłopcy ze szkoły podstawowej NoBell właśnie rozgrywają mecz na orliku. To szczęście, że kilka lat temu boisko powstało, i szczęście, że starosta piaseczyński uważa, że należy o nie dbać. Dlatego zespół szkół funkcjonujący obok orlika dostaje z powiatu fundusze na utrzymanie, oświetlenie i sprzątanie boiska. W szkole NoBell właśnie przerwa. Pierwszy miesiąc roku szkolnego to gorący czas dla dyrekcji. Dziesiątki rzeczy trzeba jeszcze dopiąć, wiele problemów rozwiązać. Wicedyrektor Mirosława Słonecka w biegu. Dziwi ją pytanie o gabinet stomatologiczny w szkole. – Nie ma takiego obowiązku, że musi być zorganizowany w szkole – mówi. – Większość rodziców uczniów naszej szkoły uznała, że ich dzieci nie będą korzystać z oferty takiego gabinetu w ramach NFZ. Wśród rodziców są osoby, które prowadzą różną działalność, również w zakresie opieki stomatologicznej nad dziećmi i młodzieżą. Już z nimi rozmawialiśmy o zawarciu umowy dotyczącej opieki nad naszymi uczniami.

W zespole szkół im. Reymonta o opiece stomatologicznej rozmawiam z dyrektorką Ewą Kustrą i wicedyrektorką Ewą Lipiec. Za kilka dni ma się odbyć spotkanie w tej sprawie u starosty piaseczyńskiego, który nadzoruje szkoły średnie w powiecie. Owszem, w szkole dokonano analizy pomieszczeń, ale stwierdzono, że nie ma miejsca na gabinet stomatologiczny. Szczególnie że pojawił się podwójny rocznik i uczniów jest znacznie więcej, a z 470 uczniów liceum i technikum aż 250 stanowią pierwszoklasiści. Ewa Kustra, podobnie jak część dyrektorów szkół średnich z powiatu, uważa, że lepiej by było, gdyby to starosta, a nie dyrektorzy szkół, zawarł umowy z podmiotami, które miałyby sprawować opiekę stomatologiczną nad uczniami. Ale jaki będzie finał spotkania, to się okaże. Ona wie jedno – to większy problem niż zapewnienie pielęgniarki dla szkoły. Tamten pojawił się w ubiegłym roku. Z wyliczeń NFZ wynikało, że pielęgniarka w szkole ma być cztery dni po kilka godzin. – Uznałam, że to bez sensu, żeby opieka pielęgniarki była tak ograniczona – opowiada pani dyrektor. – Moim zdaniem gabinet, skoro już został stworzony, powinien ze względu na bezpieczeństwo uczniów funkcjonować codziennie i dłużej. W powiecie przyznano mi rację. Szkoła otrzymała z powiatu dodatkowe 400 zł miesięcznie na pokrycie kosztów zatrudnienia pielęgniarki. Ale nie chciałabym być w podobnej sytuacji w przypadku gabinetu stomatologicznego. Uważam, że to starosta powinien zawierać umowy.

Bo to jest tak: rząd tworzy projekty ustaw, sejm nie przejmuje się tym, co podpowiadają organizacje zawodowe czy pozarządowe w ramach konsultacji. A potem, gdy projekt staje się prawem, rząd uznaje, że zwyczajni ludzie muszą się ustawie podporządkować. Muszą. Szkół w Polsce jest 24 tys., lekarzy dentystów 13,2 tys., pieniędzy tyle, ile było wcześniej. Co z tym fantem zrobić?

Fot. Andrzej Banaś/Polska Press/East News

Wydanie: 40/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy