PO i PiS mają wspólny interes – nie dopuścić nikogo więcej

PO i PiS mają wspólny interes – nie dopuścić nikogo więcej

Moim celem jest zmiana obecnego stanu rzeczy. Trzeba oddać państwo obywatelom. Przewietrzyć te układy

Andrzej Celiński – kandydat koalicji SLD-Lewica Razem na prezydenta Warszawy

Czy da się skruszyć ten popisowski beton ściskający polską politykę?
– W Warszawie? Im więcej uczestnictwa mieszkańców w życiu miasta, tym mniej nas krępuje, mniej szkodzi, mniej przeszkadza ten syndrom POPiS. Blokada życia politycznego, aktywności obywateli na rzecz partyjności. Nie jestem symetrystą, dobrze widzę różnice między PO i PiS. Te partie łączy zaś nienawiść do wszystkiego, co oznaczyć można literkami PRL. Jest to zresztą nienawiść fałszywa, koniunkturalna, miałka i połączona z trwałym działaniem w celu wykluczenia wszystkiego i wszystkich, którzy są choć o milimetr na lewo od nich. Cokolwiek to „na lewo” miałoby znaczyć. Łączy te partie także interes utrzymania Polski i Polaków w popisowskich kleszczach. Jak nie PO, to PiS. Jak nie PiS, to PO. Dotyczy to przede wszystkim kraju, ale i miasta, władz samorządowych. Jednak najdłużej trzymana władza kiedyś się kończy.

Obowiązkiem władzy w mieście jest prezentować projekty rozmaitych działań, inwestycji, wybierać to, co najbardziej potrzebne, najsensowniejsze i najlepsze, ale warunkiem powodzenia każdej polityki miejskiej, zwłaszcza takiej, która ma jakąś perspektywę, wychodzi w przyszłość, jest dialog ratusza z mieszkańcami, z organizacjami pozarządowymi, stowarzyszeniami, związkami, spółdzielniami. Nawet coś więcej niż dialog – uczestnictwo w zarządzaniu miastem, w określaniu celów. Miasto to nie państwo. Tu wszystko powinno się odbywać nie tylko otwarcie, ale i w nieustającym dialogu.

Jaki ma być ten dialog?
– Myślę o organizacjach pozarządowych, stowarzyszeniach, tych wszystkich aktywnościach, które grupują ludzi wychodzących poza swoje mieszkanie, do innych, w niekoniecznie prywatnych sprawach. Tego powinno być w mieście jak najwięcej. Taką aktywność należy wspierać, pielęgnować. A będzie jej tym więcej, im bardziej będzie się liczył głos obywateli. Chodzi o to, żeby ludzie wiedzieli, że władza miejska ma radary bardzo czułe na debatę o sprawach miasta. To jest sposób na odebranie Warszawy i innych miast tym wszystkowiedzącym, kłótliwym politykom.

Ale czy jest szansa, by tak się stało? Czy jest szansa przebicia się przez układ Platformy i PiS?
– Powtórzę: nie jestem symetrystą. Jest zasadnicza różnica między Platformą a PiS. PO nie dokonała zamachu na fundamenty demokratycznego państwa prawnego. Więcej, PiS izoluje Polskę od wspólnoty społeczeństw, narodów i państw europejskich. I co najgorsze – buduje skrajnie niekorzystny, okropny, obrzydliwy obraz Polaków. Kiedy my potrzebowaliśmy pomocy, społeczeństwa Europy, szczególnie Niemiec i Skandynawii, ale najpierw jednak Niemiec, szczodrze nam jej udzieliły. Zaofiarowały nie tylko przyjazną politykę, dobrą radę, zrozumienie i wyrozumiałość, ale i wsparcie materialne. Ta pomoc płynęła szerokim strumieniem i wsiąkała u nas jak w gąbkę. Kiedy dzisiaj oni oczekują zrozumienia nawet nie swoich racji, ale także błędów, kiedy oczekują współpracy w wypracowywaniu rozwiązań problemów europejskich, nie naszych akurat, problemów migracyjnych, to Polska wystawia swój brudny tyłek. Nawet papierem toaletowym się te partie nie podetrą! Likwidują różnice. Jedna – bo taka jest, druga – bo jej najcięższą chorobą jest koniunkturalizm. To jest moralny skandal. Będzie to nam znacznie bardziej ciążyło niż wszystkie inne złe rzeczy razem wzięte. Znamienne, że robi to szczególnie partia wspierana przez Kościół katolicki, partia, która od pierwszego dnia istnienia ma gębę pełną moralności. Można powiedzieć: na złodzieju czapka gore!

Wspólny interes PO i PiS

OK. Nie jest pan symetrystą. Ale bardziej chodzi mi o układ, który te partie stworzyły.
– Z punktu widzenia funkcjonowania demokracji w Polsce, otwarcia polityki na potrzeby obywateli, wszyscy ciągle zderzamy się z POPiS. Te partie są dla siebie nawzajem niezwykle istotne. Żywią się swoim chorym związkiem. Mają jeden wspólny interes – nie dopuścić do realnej polityki żadnego innego zorganizowanego środowiska, zwłaszcza lewicowego. Od Okrągłego Stołu w ogóle dążą do wykluczenia lewicy. Nie tylko w swoim języku, propagandzie, ale i przez instrumenty prawne, ordynacje wyborcze, Instytut Pamięci Narodowej, inne instytucje państwa do tego celu tworzone. I nie tylko lewicy postpezetpeerowskiej, ale każdej.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 27/2018, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 27/2018

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. jea
    jea 4 lipca, 2018, 14:12

    Szczerze życzę powodzenia p. Andrzeju, ja też liczę na mądrość rodaków, aktywny udział w wyborach i budowę alternatywy wobec Po-Pisu na scenie politycznej naszej {jeszce!} Ojczyzny.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy