PiS obiecuje, ale czy da?

PiS obiecuje, ale czy da?

Jakże słodka musi być władza, skoro politycy PO nieustannie upokarzani przez PiS ciągle zabiegają o koalicję. I to z kim? Z kłamcami, oszustami i demagogami. Bo tak wytwornym językiem politycy PO opisują upragnionych koalicjantów z partii braci Kaczyńskich. Mając ofertę od tak nieszablonowych zwolenników nowej koalicji, Jarosław Kaczyński mógłby co najwyżej wesprzeć ich pomocą medyczną. Może mógłby pomóc minister zdrowia, znający przecież tę partię? Przedziwne zachowania PO są oczywiście czynione dla dobra Polski. I tak bardzo przypominają moralizatorskie pustosłowie z kampanii wyborczej, że można się spodziewać, iż tak samo marnie się skończą.
Piszę tyle o partii Tuska i Rokity, bo mimo wszystko są w niej ulokowane nadzieje paru milionów Polaków, którzy coraz bardziej boją się pomysłów PiS.
Po dwóch miesiącach intencje Prawa i Sprawiedliwości są bardziej czytelne. Najważniejszym, strategicznym celem jest budowa silnego ośrodka prezydenckiego, mogącego podejmować najistotniejsze decyzje. Drogą do budowy systemu prezydenckiego ma być zmiana konstytucji. Trzeba więc będzie zabiegać o taką większość parlamentarną, która pozwoli to zrobić. Kaczyńscy są gotowi dużo dać, a przynamniej obiecać za poparcie zmiany konstytucji.
Zanim to jednak nastąpi, trzeba będzie Polakom tak obrzydzić parlamentaryzm, tak go ośmieszyć, by uzyskać aprobatę lub choćby przyzwolenie społeczne dla takich zmian. Prezydent Kaczyński wpisał się już w ten nurt, mówiąc o zaniepokojeniu stanem parlamentaryzmu i obarczając wyłącznie opozycję za tzw. kryzys marszałkowski.
Pięć lat prezydentury to fundament, na którym ma być budowana IV RP. Fundament tym ważniejszy teraz, gdy każdy kolejny parlament i każdy kolejny rząd mają coraz krótszy okres ochronny. W obecnej sytuacji także debaty o koalicjach mają już zupełnie inny sens. A to dlatego, że kolejne rządy i doraźne koalicje traktowane będą jak wałęsowskie zderzaki i wymieniane przez PiS bez sentymentów, jeśli tylko będzie można w ten sposób realizować nowe cele.
Do uprawiania polityki potrzebna jest Kaczyńskim także silna centroprawicowa partia. Zbudować ją mogą, przejmując elektoraty PO, LPR i PSL. Najlepiej swoje położenie ocenił Giertych, stąd jego rozpaczliwa walka o utrzymanie się na scenie. A kto się zagapi i nie zawalczy, będzie wchłonięty.
Czy PiS naprawdę chce dziś jakiejś koalicji? Nie sądzę. Do ostatniej minuty politycy tej partii będą próbowali czerpać korzyści z samych obietnic. Mogą to robić, bo Lepper i Pawlak za bardzo chcą tego mariażu. Wiedzą też, że nikt nie chce wyborów, co w ubiegłym tygodniu Sejm pokazał całej Polsce.

 

Wydanie: 3/2006

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy