PiS wchodzi w buty AWS

PiS wchodzi w buty AWS

Morawiecki jak Buzek, Gowin jak Gowin…

– Albo się dogadamy, albo w ciągu roku czekają nas wybory – oznajmia Jarosław Gowin. I to „dogadamy” adresuje do Jarosława Kaczyńskiego. Dodaje jeszcze, że „umowa koalicyjna jest de facto zawieszona”. Czyli jego grupka posłów jest poza Zjednoczoną Prawicą. A jeżeli ma wrócić – to trzeba się dogadać. W innym wypadku gowinowcy będą poza rządem, a to oznacza, że Kaczyński nie ma już większości w Sejmie. I że każde głosowanie różnie może się skończyć.

Gowin mówi głośno to, co Ziobro zapowiedział już wcześniej – że będzie w Sejmie głosował według własnych kalkulacji. Taką kalkulacją, Ziobry tym razem, jest np. zapowiedź, że jego formacja będzie głosowała przeciw ratyfikowaniu Funduszu Odbudowy. Na początek. Szef Solidarnej Polski także więc raz jest w Zjednoczonej Prawicy, a innym razem go nie ma. Tę zapowiedź Ziobry możemy oceniać rozmaicie, ale na pewno uderza on w żywotne plany PiS.

Batalia o kasę

Oczywiście również w plany państw Unii – bo weto wobec Funduszu Odbudowy oznaczałoby, że w ogóle nie wejdzie on w życie lub – co bardziej prawdopodobne – wejdzie z paromiesięcznym opóźnieniem. A Unia czeka na środki, które fundusz ma uruchomić. Część zresztą trafić ma do Polski.

Te wszystkie pisowskie programy przygotowywane w różnych ministerstwach opierają się na pieniądzach z Unii. W ramach Funduszu Odbudowy Polska ma dostać 23 mld euro grantów i 34 mld euro pożyczki. Bez tych środków programy Nowy Ład czy Krajowy Plan Odbudowy będą atrapą. A Kaczyński już wie, że ludzi może przyciągać tylko pieniędzmi, bo przecież nie opowieściami, że w samolocie lecącym do Smoleńska wybuchła bomba.

To pokazują badania opinii publicznej – Prawo i Sprawiedliwość opiera się na wyborcach, którzy szczególnie cenią sobie transfery socjalne: 500+, różne tarcze. Jeżeli tego zabraknie, będzie po PiS.

Dlatego Jarosław Kaczyński jest zdecydowany na przyjęcie Funduszu Odbudowy. – Nie możemy odrzucać możliwości, która daje nam szansę na awans cywilizacyjny – tłumaczył podczas wirtualnego spotkania z czytelnikami „Gazety Polskiej”, mając świadomość, że eurosceptyków w tym gronie nie brakuje. A na pytanie, czy Fundusz Odbudowy nie ograniczy suwerenności Polski, odpowiada zdecydowanie: – Jak nie będziemy chcieli, to nie ograniczy.

Czy przekonał tymi słowami przeciwników Unii? Tego jeszcze nie wiemy, natomiast wiemy, że w drodze do ratyfikacji Funduszu Odbudowy przekonać musi… Borysa Budkę.

Pisaliśmy już o tym w PRZEGLĄDZIE – Fundusz Odbudowy powinien zostać ratyfikowany w procedurze art. 90 konstytucji, bo przyjmując go, Polska zrzeknie się części swojej suwerenności na rzecz Unii. Musi go poprzeć dwie trzecie, czyli 307 posłów. Bez poparcia PO nie da się tego przeprowadzić. Wiadomo to od miesięcy, ale Kaczyński zamiast w tej sprawie dogadywać się z PO, udawał (i udaje), że problemu nie ma. Ale… Zwróćmy uwagę, podczas wspomnianego spotkania z czytelnikami „GP” nazwał opozycję rakiem i zarzucił jej, że nazywa się totalną. Czy nie był to sposób, by zmusić ją do poparcia ratyfikacji Funduszu Odbudowy? Za darmo, żeby pokazać, że nie jest totalna?

Oto więc polska polityka. Kaczyński nie ma w Sejmie większości, a jego najważniejszy projekt, który pozwoli PiS odzyskać wyborców, jest mocno zagrożony. Prezes musi zatem dogadać się z trzema politykami, z którymi rozmawiać nie ma ochoty.

Przede wszystkim będzie musiał się dogadać z Borysem Budką, żeby Platforma poparła ratyfikację Funduszu Odbudowy. Sęk w tym, że Kaczyński Budki nie lubi i nie ceni. Pewnie więc tę rozmowę z szefem PO sceduje na Morawieckiego lub Terleckiego. Wszystko jedno – Platforma już postawiła swoje warunki w sprawie Funduszu Odbudowy, chce, by pieniądze europejskie były pod pieczą samorządowców i by większe sumy trafiły do dużych miast, a nie tam, gdzie wójtem jest członek PiS. Z kolei PiS od takich rozmów uciekało, słusznie przyjmując, że propagandowo wygrać na tym może jedynie opozycja, a nie rząd.

Karząca ręka Gowina

Ale Kaczyńskiego czekają jeszcze trudniejsze rozmowy. Musi się dogadać z Gowinem. To nie będzie przyjemna pogawędka, bo Gowin oskarża go, że inspirował pucz Bielana. Czyli próbę odebrania mu partii i dokonania politycznej egzekucji. Nikt nie ma wątpliwości – Kaczyński musiał wydać zgodę na całe przedsięwzięcie. Jak więc może wyglądać ich rozmowa? Gowin już to określił. Kaczyński musi mu zagwarantować, że w przyszłości na podobne ruchy się nie zdecyduje. Poza tym musi wyrzucić z rządu tych polityków Porozumienia, którzy poparli Bielana. A na ich miejsce powołać ludzi przez niego wskazanych.

To bardziej gest niż cokolwiek innego, bo chodzi tu ledwie o trzech wiceministrów – Michała Cieślaka, ministra członka KPRM, Zbigniewa Gryglasa, wiceministra aktywów państwowych, i Jacka Żalka, wiceministra finansów i polityki regionalnej. – Ci ministrowie albo zostaną zdymisjonowani, albo PiS przyzna, że to jego ministrowie – mówi rzecznik Porozumienia, dodając, że na ich miejsca Gowin rekomenduje nowych kandydatów.

Wyrzucając zdrajców, karząc ich, wskazując na ich miejsca wiernych mu ludzi, Gowin chce pokazać swoją sprawczość. Ale w podobnej sytuacji stawia Kaczyńskiego. Bo cała prawica patrzy – czy potrafi obronić pozycję tych, którzy mu zaufali?

Budka, Gowin… I jeszcze ten trzeci – Zbigniew Ziobro. On także ma pakiet kontrolny, bez poparcia 17 posłów Solidarnej Polski rząd Morawieckiego utraci większość w Sejmie. Z nim Kaczyński też musi się dogadać. Ale, nie ma co ukrywać, będzie mu najtrudniej. Ziobro bowiem gra o więcej niż Gowin. Chce być następcą Kaczyńskiego i chce narzucać Zjednoczonej Prawicy ton. Zarówno w sprawach ideowych, jak i w kwestiach personalnych. Nie bez powodu politycy Solidarnej Polski powtarzają, że to oni bronią prawdziwych wartości prawicy i programu, z którym Zjednoczona Prawica szła do wyborów. I nie bez powodu opowiadają, że najlepszym premierem byłby Jarosław Kaczyński. W ten dworski sposób podkopują Mateusza Morawieckiego, kołyszą jego fotelem.

Morawiecki nie przy stole, lecz na stole

Ale czy mogą mu zaszkodzić? Jak najbardziej. Kaczyński w sprawie przyszłości premiera wypuszcza już od jakiegoś czasu balony próbne. Co powiedział o Morawieckim parę dni temu? – Ma moje poparcie i zaufanie, bo gdyby nie miał, to nie byłby tym, kim jest. Na razie moje wsparcie mu to gwarantuje, choć oczywiście może się tak wydarzyć, że mój głos nie będzie miał takiego znaczenia.

Czyli powiedział: jesteś, Mateuszu, premierem, bo tak chcę, a jak nie będzie mi się opłacało ciebie wspierać, to cię opuszczę. Określił też jego pozycję w Zjednoczonej Prawicy – że nie będzie siadał do stołu jako negocjator, podmiot, tylko będzie na stole jako danie, jako element negocjacji.

A kto wtedy Morawieckiego by zastąpił? Parę tygodni temu Kaczyński rozpływał się nad Danielem Obajtkiem, jako tym obdarzonym charyzmą i dotknięciem Boga. To okazało się dla Obajtka pocałunkiem śmierci, bo niemal zaraz po tych słowach na światło dzienne wyciągnięta została taśma z jego przekleństwami i kombinacjami. I zaczęło się parotygodniowe grillowanie Obajtka, no i już wiadomo, że premierem nie zostanie.

Ale kolejka chętnych jest długa. Że wymienię nazwiska krążące w politycznym światku – Jacek Kurski, Michał Dworczyk, Mariusz Błaszczak… Kłopot Kaczyńskiego polega na tym, że to twardzi zawodnicy. Stanowisko szefa rządu natychmiast by wykorzystali do gry na siebie. Wie to Kaczyński, wiedzą liderzy prawicy, z których każdy patrzy podejrzliwie na drugiego. Szanse na zbudowanie jakiegoś szerszego poparcia dla np. Jacka Kurskiego są więc bliskie zera. Bo ile musiałby dostać Gowin, by go poprzeć?

Dlatego powinniśmy raczej zakładać, że jeśli Kaczyński uzna, że Morawiecki musi odejść, to będzie szykował na jego miejsce kogoś z dalszego szeregu, bez politycznego zaplecza. Takiego, kto nikomu z ważnych postaci Zjednoczonej Prawicy nie wadzi i nie zdążył się narazić. Albo wybierze najprostsze rozwiązanie i rzeczywiście sam mianuje się premierem. Tak czy inaczej, nawet taka zmiana pociągnęłaby za sobą konieczność układania się w Zjednoczonej Prawicy na nowo, dzielenia stanowisk i obszarów wpływów, kolejne wielogodzinne negocjacje i awantury byłyby jak w banku.

Kaczyński: żeby było, jak było

Dlatego Kaczyński najchętniej niczego by nie zmieniał. Wygłasza zatem przestrogi – że jest konflikt w Zjednoczonej Prawicy. Straszy – że jak trwale straci w Sejmie większość, to zdecyduje się na wcześniejsze wybory. Ostrzega Gowina i Ziobrę: – Dobrze by było, gdyby pamiętali stare przysłowie: „dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie”. Otóż może się urwać.

No i przypomina, i posłom PiS, i posłom koalicjantów, że sprawują władzę. Po co więc takim dobrem frymarczyć, wystawiać na ryzyko? Przekaz Kaczyńskiego do Gowina i Ziobry jest jasny: siedźcie cicho, głosujcie jak PiS, bo macie władzę. W innym wypadku możecie ją stracić.

Rzecz w tym, że nie są to słowa  wiarygodne. Bo i Ziobro, i Gowin już wiedzą, że Kaczyński chce ich ograć, wypchnąć na margines, a w wyborach za dwa lata będą mieli kłopot ze znalezieniem się na listach Zjednoczonej Prawicy. Szef klubu PiS, Ryszard Terlecki, mówi wprost: – Mamy problemy z koalicjantami, ja tu jestem radykałem i chętnie bym się ich pozbył, ale utrzymujemy jedność w Zjednoczonej Prawicy tak długo, jak to możliwe.

Są słowa i są czyny. Gowin ledwo politycznie przeżył pucz Bielana, kiedy próbowano odebrać mu partię. Ziobro z kolei rok temu chciał zjednoczenia Solidarnej Polski z PiS – pokazano mu drzwi. Obaj muszą więc twardo walczyć o polityczny byt. Nie tylko oni. O swoje miejsce walczy Mateusz Morawiecki, swoją grę prowadzi Jacek Kurski, gdzieś w tle pojawia się Beata Szydło, no i działają różne lobby, których siłę mogliśmy poznać przy okazji zablokowania „piątki dla zwierząt”, inicjatywy, bądź co bądź, Kaczyńskiego.

AWS wraca w podskokach, ale…

To jest proces, nad którym nikt już nie panuje. Dlatego trudno odmówić racji Gowinowi, gdy ocenia: – Obóz Zjednoczonej Prawicy wszedł na niebezpieczną ścieżkę, którą niektórzy komentatorzy nazywają drogą ku awuesizacji, czyli wewnętrznemu rozkładowi.

Gowin przypomina zatem Kaczyńskiemu lata 1997-2001. AWS, czyli prawica pod patronatem Solidarności, uzyskała w wyborach w 1997 r. 33% poparcia. W wyborach w roku 2001 – ledwie 5,6%, oddając władzę SLD. Wcześniej się skłóciła, podzieliła, z AWS wyrosły różne partie. PiS, PO…

Co warte przypomnienia, AWS rządziła do końca, mimo że straciła większość w Sejmie. Najpierw straciła koalicjanta – Unię Wolności, potem sama rozsypała się na kilka części. Jak wtedy mówiono, tratw ratunkowych. Ale Jerzy Buzek był premierem do końca. I kilka ustaw, takich jak nowa ordynacja wyborcza, udało mu się przeprowadzić. Tamten mechanizm zdaje się odżywać.

Posłuchajmy polemik między politykami Zjednoczonej Prawicy. Wszyscy straszą się przyśpieszonymi wyborami. Że na jesieni, że za rok… I ich konsekwencjami – bo PiS może wtedy stracić władzę. Nie tylko nad ministerstwami, ale i nad spółkami skarbu państwa, nad całym układem, na którym wiszą tysiące działaczy PiS, Solidarnej Polski, Porozumienia, plus ich rodziny.

A czym się pocieszają? Że epidemia minie i wtedy gospodarka ruszy do przodu, ludzie nabiorą optymizmu, a PiS dorzuci im jeszcze pieniędzy, które dostanie z Funduszu Odbudowy. I odzyska poparcie.

Przekaz jest więc jasny – wybory teraz to dla prawicy samobójstwo, wybory za dwa lata – możliwy sukces. Tak w Zjednoczonej Prawicy sobie tłumaczą, nie dostrzegając, że podobnie tłumaczono sobie w czasach AWS. Że trzeba trwać do końca kadencji, że gorzej już nie będzie, że znajdzie się polityk, który formację uratuje itd. Racjonalizowano strach. Żeby tylko zyskać kolejne miesiące na posadach.

Ten uniwersalny mechanizm, bo tak było też w ostatnich miesiącach rządów SLD, odzywa się i dzisiaj. Że lepiej trwać. I szukać jakichś tratw ratunkowych. Kaczyński to doskonale pojmuje. Zna nastroje wewnątrz obozu PiS. Już wie, co może Gowin i co może Ziobro. I jak ważny jest Fundusz Odbudowy. A z drugiej strony – jak mało ważny jest Mateusz Morawiecki. I jak nieporadna i w sumie mało groźna jest opozycja. Nie do końca zatem grożą prawicy czasy AWS, bo Kaczyński to nie Krzaklewski, a Millera po tamtej stronie nie ma.

Tak czy inaczej, w ciągu najbliższych tygodni kilka decyzji Kaczyński będzie musiał podjąć. Co dalej z PiS, z koalicją, co dalej z premierem… Trochę posterować. Póki jeszcze sterować się da.

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Jakub Kamiński/East News

Wydanie: 16/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy