Na plecach radomskich robotników

Na plecach radomskich robotników

W 1938 r. Grzecznarowskiego ponownie wybrano na prezydenta. Rządzony przez socjalistów Radom był jednym z najszybciej rozwijających się miast tkwiącej w gospodarczym marazmie II RP. Powstały tu duże zakłady przemysłowe – zarówno w ramach programów rządowych, jak i w wyniku starań władz miejskich o pozyskanie inwestorów. Dzięki Grzecznarowskiemu w Radomiu ulokowali zakłady światowi potentaci: producent telefonów Ericsson i słynna firma obuwnicza Bata. Radom zawdzięczał prezydentowi i jego kolegom socjalistom komunikację autobusową, budowę wodociągów i kanalizacji, gazowni, łaźni, targowiska, domu robotniczego, bibliotek i szkół. Dla bezdomnych i eksmitowanych Grzecznarowski budował domy komunalne i baraki, a z myślą o bezrobotnych uruchomił roboty publiczne. Plany uruchomienia produkcji tanich samochodów przerwała wojna. Spędził przeszło pięć lat w hitlerowskich obozach koncentracyjnych.

Po powrocie do Radomia założył Radomską Spółdzielnię Mieszkaniową. Plany budowy osiedli pokrzyżował stalinizm – jako przeciwnika zjednoczenia z Polską Partią Robotniczą Grzecznarowskiego wyrzucono z PPS, pozbawiono mandatu poselskiego, przeniesiono na niższe stanowisko, posądzano nawet o szpiegostwo. W 1956 r. dokonał się w jego życiu wielki zwrot – w gmachu Komitetu Centralnego wręczono mu uroczyście legitymację Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, zasiadł znowu w ławach sejmowych (był posłem do 1969 r.), został dyrektorem Radomskiego Przedsiębiorstwa Budowlanego, a potem także prezesem Radomskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Drugi Radom

Grzecznarowski wybudował „drugi Radom”. Najpierw było osiedle ponad 100 domów jednorodzinnych Własne Domy. Potem, w końcu lat 50., Osiedle XV-lecia PRL, uznawane do dziś za jeden z najnowocześniejszych zespołów mieszkaniowych tamtego okresu w Polsce. Od kilku lat mieszkańcy Radomia postulują o uznanie go za zabytek. To się nie udało, ale po transformacji człon PRL z nazwy osiedla usunięto, co być może zabezpieczy ją przed całkowitą dekomunizacją.

Z nazwiskiem Grzecznarowskiego związane były kolejne inwestycje budowlane – osiedla Żeromskiego, Nad Potokiem i przeznaczone dla 25 tys. mieszkańców Ustronie. W Radomiu po raz pierwszy w Polsce zastosowano metodę W-70 opartą na wielkopłytowym budownictwie stosowaną w NRD. Grzecznarowski był jej wielkim rzecznikiem, sądząc, że przyspieszy ona budowę i obniży jej koszty. Wbrew katastroficznym przepowiedniom osiedla z wielkiej płyty nadal trzymają się mocno, a ich układ urbanistyczny jest znacznie lepszy niż tych budowanych dzisiaj, na których deweloperzy starają się zmieścić na niewielkiej przestrzeni jak największą liczbę budynków.

Urok dawnych osiedli mieszkaniowych pokazują zdjęcia na towarzyszącej obchodom 40-lecia robotniczego buntu wystawie „Radom w PRL” w Muzeum im. Jacka Malczewskiego. Urządzono tam także typowy pokój dzienny z lat 70. z telewizorem, gramofonem, regałem, ławą, serwisem do kawy z Ćmielowa – w sumie całkiem nowoczesnym dizajnem. Na tej wystawie można się przekonać, że Radom nie zawsze był miastem w ruinie, miastem upadłym („Radom. Miasto upadłe” – to tytuł tekstu w „Polityce” z 1999 r.), miastem pośmiewiskiem (z miejscowego lotniska w ubiegłym roku odleciało niewiele więcej osób, niż ono zatrudnia, a podróż koleją do Warszawy trwa kilka godzin), miastem smutasem (w „Diagnozie społecznej” Radom plasuje się stale w ogonie listy najbardziej zadowolonych z miejsca zamieszkania), miastem kojarzonym z opinią Gombrowicza: „Radom nie jest poematem nawet o wschodzie słońca”, miastem, którego główną marką po 1989 r. pozostają palenie komitetu PZPR, pałowanie robotników przez ZOMO i przyklejony do radomian przez władze PRL epitet warchoły.

W PRL Radom – co przypomina wystawa – miał marki uznawane w Polsce za wielkie: buty z Radoskóru (w tej fabryce pracował m.in. ojciec Ewy Kopacz) eksportowane były do wielu państw, telefony Radomskiej Wytwórni Telefonów (Irys, Narcyz, Tulipan, Bratek, Aster…) znajdowały się w milionach polskich domów i podbijały Związek Radziecki, Zakłady Metalowe Łucznik produkowały maszyny do szycia na licencji Singera. Na wystawie prezentowane są też mniej atrakcyjne towary z tamtego czasu: kuchenki z Zakładu Sprzętu Grzejnego, papierosy Klubowe i Extra Mocne z Zakładów Przemysłu Tytoniowego…

Strony: 1 2 3

Wydanie: 27/2016

Kategorie: Publicystyka

Komentarze

  1. Radoslaw
    Radoslaw 5 lipca, 2016, 19:09

    „Dlaczego Grzecznarowski nie zachował się tak jak rotmistrz Witold Pilecki, który najpierw dał się zamknąć w Auschwitz, a potem został zamordowany przez bezpiekę?”.
    To jest wlasnie kwintesencja prawicowego patriotyzmu – zginac, najlepiej mlodo (oczywiscie pod warunkiem, ze ginie ktos inny). Natomiast, kazdy, kto za PRL-u, codzienna praca staral sie polepszac zycie ludzi – to kolaborant, platny zdrajca itp. Ciekawe, gdzie dzis mieszkaloby chyba z 10 mln. Polakow, gdyby ci „kolaboranci” nie zbudowali tych „ponurych, PRL-owskich blokowisk”?
    Zreszta takie same blokowiska mozna sobie obejrzec w kazdym kraju Europy Zachodniej. Czesto znacznie gorzej usytuowane – bloki budowane pod wiaduktami albo 100 metrow od autostrady to nierzadki obrazek. No ale co o tym moze wiedziec prawicowiec o malym rozumku…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy