Płonąca żagiew nienawiści

ZAPISKI POLITYCZNE

W tych stronach, gdzie leży głośne teraz Jedwabne, spędziłem blisko rok. Wyszedłem jakimś cudem z więzienia w Białymstoku późną jesienią 1940 r. Odnalazłem moją matkę ukrywającą się pod Zambrowem i zdecydowaliśmy się pozostać tam, gdyż nie mogliśmy wracać do Lwowa, skąd przybyliśmy z zamiarem przekroczenia zielonej granicy, uniemożliwionym przez moje aresztowanie spowodowane wykryciem przy mnie grubego pliku dokumentów, potraktowanych przez NKWD jako dowód działalności szpiegowskiej. Były to setki adresów osób wywiezionych w głąb Azji. Istniała obawa, że znowu zaczną mnie ścigać, tym bardziej że mój starszy brat już siedział, skazany na wiele lat Workuty.
W szlacheckich wsiach podłomżyńskich znaleźliśmy na rok bezpieczne schronienie, gdyż działało tam coś w rodzaju sprawnej organizacji opiekuńczej nad osobami ukrywającymi się. Ocaleliśmy i dotrwaliśmy do napaści Hitlera na Stalina. Poznaliśmy dobrze cnoty i wady wsi szlacheckich. Mieszkali tam ludzie odważni, patriotyczni, oddani sprawie niepodległości Polski i żarliwie nienawidzący Żydów. To od jednego z naszych wybawców usłyszałem zdanie, które moi przyjaciele z “Przeglądu Kulturalnego” usiłowali zbiorowym wysiłkiem wykreślić z reportażu, będącego kolejnym odcinkiem cyklu o “Rzeczyniepospolitej” – wielkiej opowieści o Polsce lat 60. Zdanie to brzmiało: “Ten Hitler, panie Aleksandrze, jaki był, to każdy wie, ale to jedno dobrze zrobił, że tych Żydów nam wymordował”. Zdania nie wykreśliłem.
Myślę, że ta ponura wypowiedź jest kluczem do tragedii Jedwabnego. Udział Polaków w tej strasznej zbrodni jest dla mnie, mieszkającego wówczas w pobliżu, niewątpliwy. Podobnie jak udział i kierownictwo niemieckich sił policyjnych. Pojawiły się krótko po inwazji wojskowej. Samo wojsko było skupione na błyskawicznym zdobywaniu terenu i cywilów nie tykało. Natomiast siły policyjne były brutalne, sami tego doznaliśmy z matką na sobie, a także widzieliśmy, lub relacjonowano nam, różne brutalne poczynania. Nie sądzę, by w Jedwabnem było inaczej. Także bardzo wątpię w odnalezienie w Niemczech filmu o tym wydarzeniu. Z archiwum w Bawarii nadeszła negatywna odpowiedź, a oni to prowadzą bardzo starannie. Odwiedzałem niedawno położoną w Arolsen koło Kassel centralę poszukiwań rodzin, gdzie jest 37 milionów akt byłych więźniów obozów i przymusowych robotników. Każde nazwisko, każdy szczegół z życiorysu mogą być zidentyfikowane w ciągu kilku minut. Prowadzi to Czerwony krzyż.
Bez ryzyka omyłki można dzisiaj twierdzić, że zarówno sama zbrodnia, jak i udział w niej Polaków są bezsporne. Wręcz haniebny i niechrześcijański jest spór o przeproszenie Żydów. Z zasad chrześcijaństwa, wszak naszej narodowej religii, wynika jednoznaczny obowiązek pokornych przeprosin narodu żydowskiego. Ale czy tylko za Jedwabne?
W tym pytaniu kryje się ogromna sprawa i cykl nowych znaków zapytania. Kto mianowicie przygotował społeczność Jedwabnego do tej zbrodni? Ten przykry temat prawie nie istnieje w debacie o spaleniu Żydów w pobliżu Łomży. Nagminna wrogość do Żydów jest chętnie przemilczana. Czym innym była chęć wykreślenia z mego reportażu tragicznego zdania o dobrodzieju Hitlerze?
O ile wiem, nikt nigdy nie sporządził pełnego inwentarza polskiego barbarzyństwa wobec naszych starszych braci w wierze w Boga. Rozmiar szmelcownictwa, wszak olbrzymi, ale czy opisany? Udział polskiej policji granatowej w eksterminacji także był niemały. Rabunek czy przejmowanie mienia pożydowskiego po wywiezieniu tej ludności do obozów zagłady, bądź masowym jej wymordowaniu w miejscu zamieszkania – znowu temat raczej wstydliwie przemilczany. Profesor Kazimierz Wyka napisał znakomity socjologiczny szkic o tym, jak na miejsce wyniszczonych Żydów wstępują polscy drobni kupcy, rzemieślnicy, a później, po okupacji, lekarze, adwokaci oraz inni inteligenci. Praca jest jakby nie dokończona. Zapytałem naiwnie profesora, czy to aby nie cenzura zablokowała dalsze dociekania tej krępującej sprawy. Nic podobnego, wyznał mi profesor. To moje środowisko naciskało, bym zamilkł i dalej tematu nie drążył.
Wreszcie w Jedwabnem, jak i w całym regionie łomżyńskim, kolosalną rolę w przygotowaniu tragedii w Jedwabnem odegrała diecezjalna prasa katolicko-narodowa oraz liczni księża. Sypały się na Żydów “zawsze perfidnych”, jak ich niedawno nazwał jeden ze współczesnych biskupów, gromy i wyzwiska o podłożu religijnym (zabili nam Pana Jezusa), jak i ekonomicznym (nie kupuj u Żyda). Osobnym rozdziałem w dziejach tej nagonki jest wprowadzenie na wyższych uczelniach getta ławkowego. Z rektorów uniwersytetów chyba tylko jeden (mój wspaniały rektor z Wrocławia), profesor Stanisław Kulczyński, miał odwagę złożyć we Lwowie berło na znak protestu i uniknąć hańby. Nie wolno zapominać, że endecka Polska była bardzo bliska faszyzacji kraju, co się do dzisiaj odbija czkawką antysemityzmu w wielu środowiskach, także pretendujących do miana elit intelektualnych, nie tylko wśród ćwierćinteligentów, chwytających łapczywie każdą skrajną ideologię. Wystarczy posłuchać niektórych debat sejmowych, lub przejść się pod pewnymi kościołami i obejrzeć sprzedawaną tam prasę i równie czarnosecinne książki. Warto także wspomnieć ONR “Falangę”, jakże bliską jawnego faszyzmu i jakże mocno antysemicką.
Smutno mi o tym pisać, lecz moja wybawicielka, szlachta łomżyńska, z szeregów której wiele rodzin za swoją ofiarność w ratowaniu i ukrywaniu zagrożonych aresztowaniem przez NKWD zapłaciło wywózką na Sybir, była, i w wielu wsiach jest nadal, zarażona bakcylem antysemityzmu.
Wreszcie chcę powiedzieć, że ustawiczne podkreślanie, że naród polski nie ponosi odpowiedzialności za zbrodnię w Jedwabnem, okraszone wyliczaniem zasług Polaków przy ratowaniu Żydów od zagłady, jest sztuczne. Żaden naród nie ponosi, jako całość, odpowiedzialności za poczynania zbrodniczych elementów, ogłupionych złą ideologią lub pazernością na mienie zabijanych. Ale w każdym narodzie da się wyodrębnić grupy nauczycieli i uczniów poddanych wpływom pedagogów. Ktoś mieszkańców Jedwabnego przygotował ideowo do tej zbrodni, do porzucenia przykazań boskich. Ktoś wsunął im do ręki płonącą żagiew nienawiści.
Czy Polacy w Polsce zdobędą się na odwagę opisania i napiętnowania nauczycieli nienawiści, kimkolwiek by byli?
15 marca 2001 r.

Wydanie: 12/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy