Polscy katolicy zostali sami

Polscy katolicy zostali sami

October 28, 2021, Vatican city: Pope Francis during the audience with the Polish bishops, Vatican City, 28 October 2021. ANSA/VATICAN MEDIA/PRESS OFFICE/VATICAN,Image: 640283760, License: Rights-managed, Restrictions: * Italy Rights Out *, Model Release: no, Credit line: Vatican Media/Press Office/Vatic / Zuma Press / Forum

Biskupi pojechali, posłuchali, co miał do powiedzenia papież Franciszek – i dalej robią swoje Stefan Kisielewski jest autorem znanego bon motu, który na potrzeby opisania stanu Kościoła katolickiego w Polsce można sparafrazować tak: problemem nie jest nawet to, że biskupi zrobili z Kościoła cyrk – problemem jest to, że obecne przedstawienie im się bardzo podoba. Polska nie jest pępkiem Kościoła Przed tradycyjną wizytą Ad limina Apostolorum polskich biskupów wielu komentatorów popuściło wodze fantazji; marzyło im się europejskie Chile – papież zmusi idących w zaparte pysznych biskupów kryjących seksualnych zwyrodnialców do podania się in gremio do dymisji. W Polsce – gdzie episkopat jest tak zblatowany z rządem, że nazywa się go często ePiSkopatem, kolejni biskupi nie tylko okazują się bezradni w walce z pedofilią swoich księży, ale wręcz ją sabotują (kazus szczecińskiego księdza Andrzeja Dymera), a zaufanie do kleru jest równie nikłe jak zaufanie do wicepremiera ds. bezpieczeństwa Jarosława Kaczyńskiego – wydawało się, że papież zainterweniuje, pogrozi, a może nawet wymusi dymisje. Byliśmy jednymi z nielicznych, którzy się nie łudzili. Pamiętaliśmy, że przypadek chilijski, choć mocny, był i jest wyjątkiem, a wynikał głównie z tego, że tamtejsi biskupi okłamali papieża Franciszka, który poręczył za seksualnego drapieżcę bp. Juana Barrosa. I potem tego żałował, przepraszając publicznie: „Popełniłem poważne błędy w ocenie i rozeznaniu sytuacji, zwłaszcza z powodu braku wiarygodnych i wyważonych informacji. Przepraszam wszystkich, których uraziłem”. Stąd te dymisje. Ale zauważmy, że już wstrząsający raport o skali tuszowania pedofili w Kościele Francji – 216 tys. ofiar w ciągu 70 lat, jak ustaliła Niezależna Komisja ds. Nadużyć w Kościele – nie skłonił Franciszka do podobnych kroków. Dlaczego inaczej miałoby być w Polsce? Prócz tej watykańskiej polityki pobłażliwości wobec biskupów kryjących pedofilów, którą doskonale wyczuli polscy książęta Kościoła, są inne racje, które sprawiają, że Franciszek obchodzi się z polskim episkopatem jak z niezbyt świeżym jajkiem. Po pierwsze, obecny biskup Rzymu nie ma ani ochoty, ani czasu zajmować się Polską. Jan Paweł II przyzwyczaił nas, że rodzimy Kościół jest oczkiem w głowie Watykanu, ale to się zmieniło. Więcej uwagi poświęcał nam Benedykt XVI, natomiast Franciszek wykazuje daleko idącą powściągliwość. Trochę na zasadzie, że wciąż żywe jest tu dziedzictwo papieża Wojtyły, z którym obecny biskup Rzymu nie ma zamiaru walczyć ani jakoś go zmieniać. Znamienna jest nieobecność Franciszka w Polsce, poza jedyną wizytą, odziedziczoną zresztą po poprzedniku. Dla Polaków może to być bolesne, ale przestali być pępkiem Kościoła katolickiego na świecie. Po drugie, co nam może się wydawać szokujące, papież Franciszek jest zwolennikiem decentralizacji, a mówiąc językiem kościelnym – synodalności. Lokalne Kościoły powinny same rozwiązywać swoje problemy, a nie oglądać się na Rzym. Sęk w tym, że polski Kościół zawsze patrzył w kierunku Rzymu, gdyż to Jan Paweł II był jego liderem. I to on nim de facto zarządzał. Teraz mamy sytuację paradoksalną: wierni domagają się interwencji Franciszka, gdy widzą krętactwa biskupów choćby w sprawie krycia pedofilów w sutannach. Nasi biskupi zaś popierają Franciszka, mówiąc, że my tu sobie sami swoje kłopoty załatwimy i nasze podwórko posprzątamy. Jak im to idzie, wszyscy doskonale widzimy. Korporacyjna lojalność Co jeszcze podpowiada, że nasi biskupi miło spędzili czas w Rzymie? Fakt, że są lojalni wobec siebie. Jak mówi nam jeden z księży, „opór materii jest tak duży wobec zmian, które proponuje Franciszek, że papież nie będzie chciał iść na otwartą konfrontację”. Zgoda, że w ostatnim czasie w Kongregacji Nauki Wiary negatywnymi bohaterami, na których Watykan nakładał symboliczne kary, byli nasi hierarchowie, m.in. abp Sławoj Leszek Głódź, abp Marian Gołębiewski, abp Wiktor Skworc, bp Stefan Regmunt, bp Stanisław Napierała, bp Tadeusz Rakoczy, bp Jan Tyrawa czy zmarły niedawno bp Edward Janiak. Ba, wciąż kilka spraw dotyczących tuszowania pedofilii przez kolejnych hierarchów czeka na rozstrzygnięcie. Ale nie ma co kryć, że pod względem skali wykorzystania seksualnego i tuszowania skandali pedofilskich polski episkopat nie wyróżnia się jakoś szczególnie na tle całego Kościoła. Natomiast, choć przez długie lata utrzymywano inaczej, potwierdziło się przekonanie, że i u nas zbudowano kulturę milczenia oraz przyzwolenia na seksualne nadużycia.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2021, 46/2021

Kategorie: Kościół