Polska Rzeczywiście Ludowa

Polska Rzeczywiście Ludowa

Awans społeczny w PRL szedł dwiema ścieżkami. Z jednej strony, był to awans ze wsi do miasta, do przemysłu, a z drugiej – awans oświatowy

Prof. Dariusz Jarosz

Co się zdarzyło w Polsce po roku 1945? Czy to była wielka rewolucja społeczna? Jak to określić?
– Kiedyś prof. Tadeusz Łepkowski, znakomity historyk, twierdził, że w latach 1945-1946 zderzyły się dwie rewolucje: niepodległościowo-demokratyczna i komunistyczna. Ta druga zwyciężyła, bez wątpienia dzięki radzieckim bagnetom. Ale nie tylko. Wszak w Polsce pod koniec wojny narastały nastroje lewicowe, co widać chociażby w dokumentach AK, w tużpowojennej publicystyce. Przy czym wielu historyków dopowiada, że te przemiany rewolucyjne zaczęły się już w okresie II wojny. Zniknęli Żydzi, a wraz z nimi ich majątki. Wszystko, co zostało po nich, posłużyło bardzo silnej zmianie, która miała charakter rewolucji, oczywiście…

Sztetl został zasiedlony.
– Przez polski żywioł. Ludowy. I w związku z tym poziom życia tych ludzi się zmienił.

Do domków biedoty wprowadziła się jeszcze większa biedota.
– Dzisiaj, na 100-lecie niepodległości, będziemy pod pewnym przymusem pokazywać, jaka piękna była II Rzeczpospolita. Wszystkich zwolenników takich tez odsyłam do „Pamiętników chłopów” z 1935 r., które pokazują, jak zacofany był to kraj w sensie społecznym. Bohaterowie opisują swoje warunki życia. To wstrząsająca lektura, zwłaszcza dla ludzi młodych, dla których obecny świat jest czymś, co było zawsze.

Takie wsie, z takimi warunkami życia, z przeludnieniem, były na początku Polski Ludowej.
– Są badania z lat 50. Instytutu Budownictwa Mieszkaniowego. Oni badali nowe osiedla, które zaczęły wtedy powstawać w Mielcu, Stalowej Woli, Nowej Hucie. Są tam opisy hoteli robotniczych w Nowej Hucie… Że w jednej sali jest kilkadziesiąt osób, są dwie umywalki z zimną wodą. A potem pytano tych ludzi, jak oni to oceniają. Odpowiedź brzmiała: bardzo dobrze! W porównaniu z tym, co mieli u siebie na wsi, to, co nam się wydaje koszmarnymi warunkami życia, dla nich koszmarne nie było. Dla nich to był awans. I dlatego tak trudno nam dziś zrozumieć lata 50. Nie mamy tamtych doświadczeń.

Nie wiemy, jak w 14 osób można było żyć w dwuizbowej, drewnianej chałupie z glinianą polepą.
– Wielu chłopców, którzy z tych wsi spod Krakowa czy Rzeszowa szli przede wszystkim do Nowej Huty, wychodziło właśnie z takich warunków życia, gdzie w jednej chałupie nie wystarczało miejsc do spania. Spali w stodole, w komórce… I to są tego typu warunki, przeniesione z II Rzeczypospolitej. Oczywiście wieś wielkopolska była inna, ale mówimy o pewnej średniej.

Czyli industrializacja na wielką skalę to świadomy plan wyrwania Polski z tej nędzy?
– To był plan bardzo celowy. Są teorie mówiące, że to, co zdarzyło się w latach 50., było próbą siłowej, centralnie zaplanowanej modernizacji Polski, jako jednego z wielu na świecie obszarów peryferyjnych. Grzegorz Wójtowicz kiedyś zbadał tzw. produkt na osobę w Polsce od roku 1000 w stosunku do Europy Zachodniej. Oczywiście porównywać te wszystkie lata niemal nie sposób. Ale co mu wyszło? Że w 1950 r. w Polsce na statystycznego mieszkańca przypadało 54% dochodu przeciętnego mieszkańca Europy Zachodniej. W 1938 r. było to 50%, w 1978 – 48%, a w 1989 – 36%! Zgoda, że wskaźnik z 1950 r. to efekt stosowania w dużej mierze metod represyjnych w gospodarce, a postępujące od lat 70. zacofanie wobec Zachodu to głównie skutek zmiany filozofii gospodarowania – coraz bardziej liczyła się produkcja komputerów, a nie stali. Ale nawet przy tych zastrzeżeniach mówienie o tym jest dziś niepoprawne.

Projektowi modernizacji towarzyszył projekt awansu społecznego milionów.
– Awans społeczny w PRL szedł dwiema podstawowymi ścieżkami. Z jednej strony, był to awans do miasta i przede wszystkim do przemysłu, a z drugiej – awans oświatowy, przez szkołę. Jeżeli chodzi o ten pierwszy, był plan sześcioletni – industrializacji, szczególnie rozwoju przemysłu środków produkcji: ciężkiego i metalowego. To przedsięwzięcie potrzebowało mnóstwo siły roboczej. Są takie teksty propagandowe z lat 1949-1950, które mówią o tym, że wszyscy zbędni na wsi, młodzież, kobiety, powinni zasilić przemysł, bo tworzymy Polskę, jakiej nigdy nie było, Polskę wielkiego awansu, mocną gospodarczo.

Trudno stwierdzić, czy te teksty były skuteczne, ale faktem jest, że wieś się ruszyła.
– Jeżeli bada się migracje ze wsi do miasta, widać, że są dwa okresy w historii Polski, kiedy to wychodźstwo i awans z tym związany były najintensywniejsze. Otóż w latach 1951-1955 ze wsi do miasta przeniosło się na stałe ponad 1,8 mln osób. Podobna wielkość została uzyskana w Polsce w latach 1976-1980. Wszystko pośrodku było mniejsze. Duże, ale sporo mniejsze. Zwłaszcza migracja lat 50. jest interesująca. To jest migracja chłopska. Ona wchodzi w miasto z całym swoim kapitałem kulturowym, bardzo ograniczonym.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 29/2018, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.


Prof. dr hab. Dariusz Jarosz pracuje w Zakładzie Badań nad Dziejami Polski po 1945 roku IH PAN. Koncentruje się na dziejach społecznych PRL. Habilitował się w 1999 r. na podstawie rozprawy „Polityka władz komunistycznych w Polsce w latach 1948-1956 a chłopi”. Tytuł profesora nauk humanistycznych uzyskał w 2003 r.

Wydanie: 29/2018

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Radoslaw
    Radoslaw 16 lipca, 2018, 21:49

    „w 1950 r. w Polsce na statystycznego mieszkańca przypadało 54% dochodu przeciętnego mieszkańca Europy Zachodniej. W 1938 r. było to 50%, w 1978 – 48%, a w 1989 – 36%! (…) postępujące od lat 70. zacofanie wobec Zachodu to głównie skutek zmiany filozofii gospodarowania – coraz bardziej liczyła się produkcja komputerów, a nie stali. ”
    PKB na głowę podawane w oderwaniu od innych wskaźników rozwoju gospodarczego i społecznego nie świadczy dokładnie o niczym (za to świetnie się nadaje do manipulowania umysłami maluczkich). Z podanych wielkości wynikałoby, że przedwojenna polska gospodarka była tylko dwukrotnie mniej wydajna niż zachodnieuropejskie. To ja podam inne, dużo konkretniejsze dane: w 1936 roku przemysł samochodowy Francji, Niemiec i Wlk. Brytanii wytworzył odpowiednio 25, 76 i 104 tysiące pojazdów. Polski przemysł w 1938 roku – niecałe 2 tysiące. Uwzględniając proporcje liczby ludności dostajemy, że wydajność tej branży na Zachodzie była 10-20 razy (!) większa niż w II RP. A to można uznać jako wskaźnik dla całej gospodarki ponieważ wyprodukowanie tak złożonego wyrobu jak samochód wymaga zaangażowania kilku gałęzi przemysłu: hutniczego, maszynowego, elektrotechnicznego, chemicznego. Samochody potrzebują paliwa, dróg, sieci serwisowej – a więc i w tych branżach gospodarki przewaga Zachodu nad II RP musiała być po prostu miażdżąca. Samochodu nie wyprodukują analfabeci – zatem i poziom edukacji zachodnioeuropejskich społeczeństw wyprzedzał przedwojenną Polskę o epokę. Trudno zatem oczekiwać, że Polska Ludowa mogła dorównać Zachodowi w tak wyrafinowanych dziedzinach, jak elektronika czy informatyka, odziedziczywszy straszliwe zapóźnienie edukacyjne. Mniej wiecej 80% polskich uczelni technicznych powstało po 1945 roku, podczas gdy na Zachodzie zaczęto je tworzyć już w I połowie XIX wieku w każdym większym ośrodku przemysłowym!
    Mimo tego to właśnie w latach 70, w epoce gierkowskiej, dokonano największych w polskiej historii inwestycji w przemysł elektroniczny i informatyczny. Trzeba też pamiętać, że właśnie te branże były w Polsce dotknięte najostrzejszymi zachodnimi restrykcjami na dostęp do nowoczesnych technologii, podczas gdy kraje Zachodu mogły się nimi swobodnie wymieniać. Mimo tego na przełomie lat 70/80 polska elektronika była z grubsza na poziomie południowokoreańskiej. Katastrofą był 1.5 roczny „festiwal wolności” – czytaj: destrukcji własnego kraju w latach 80/81 – a następnie 6 lat sankcji gospodarczych, które niemal sparaliżowały jakikolwiek rozwój. Dokładnie w tym samym czasie południowokoreańskie firmy elektroniczne na wielką skalę inwestowały w fabryki i swobodnie kupowały technologie z Japonii i USA.
    Jest szczytem cynizmu ze strony obecnych polityków czy ekonomistów wytykanie „komunie” niedoinwestowanie nowoczesnych technologii, podczas gdy po 1989 roku to właśnie przedsiębiorstwa z tej branży zostały praktycznie wycięte w pień, natomiast huty i kopalnie przetrwały. Też zresztą do czasu.
    W 1989 roku polski przemysł produkował mikroprocesory, samoloty odrzutowe, realizował program nuklearny – trudno o dobitniejsze przykłady nowoczesnych technologii, nawet jeśli odstawały one od światowych liderów o 10-15 lat. Dziś, po niemal 30 latach rzekomego rozwoju, polska gospodarka nie jest w stanie dokonać ani jednej z tych rzeczy. Czyli zapoznienie siega 50 lat i szanse na jego nadrobienie są znikome.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonim
    Anonim 18 lipca, 2018, 09:19

    Bronisław Morawski

    Wolni inaczej!

    Radzi byli ludziska z tego, że uwolnili ich od „czerwonego”.
    Od tej niepojętej zarazy, która „zniewalała” naród tyle razy,
    Co z zawziętością niepojętą czynili, aż wszystkich rozsierdzili.
    Jak można przymuszać do wszystkiego obywatela wolnego?

    Zmuszani do pracy byli nawet ci, którzy się jej brzydzili,
    którzy z woli najwyższego dostatek mieli wszystkiego,
    dla których czyste ręce stanowiły coś znacznie więcej,
    niż godność byle fornala i kmiota – dlań była to hołota.

    „Wstrętne” to były czasy, ludzie jeździli na wczasy.
    W teatrach zamiast panów widziałeś samych „chamów”,
    których pod „przymusem” zwozili autobusem.
    To była prawdziwa udręka – siedzieli jak na mękach?

    Wszystkich uczyć kazali, analfabetów do szkół posyłali,
    Książki trafiły pod strzechy, nie wiedzieć, za jakie grzechy.
    Czym ludzie im zawinili, że się nad nimi, aż tak „pastwili”?
    Że piwnice, kurne chaty, rudery musieli zamieniać na M-4?

    Wymyślne stosowali „tortury” dla wszystkich i dla niektórych.
    Do rodzenia w szpitalach zmuszali, w zęby dzieciom zaglądali!
    To była istna kobra, bo wmawiali, że robią to dla ludzi dobra.
    A lud „wiedział”, że idzie nie o rodzenie, lecz o zniewolenie?

    Bo „naród nie taki głupi”, żeby dał się kupić albo ogłupić.
    Ale „cierpiąc” tak bez granic, miał postęp i socjalizm za nic.
    Dlatego każda rewolta jawiła mu się, jako dobra wolta,
    Działając tedy w pośpiechu większość stanęła przy Lechu.

    Ludziska się radowali, zamieniając – socjalizm na liberalizm.
    Myśleli, że lepiej wybrali, choć znaczenia słów tych nie znali.
    Najważniejsze, co chcieli – „wolność” upragnioną osiągnęli,
    której zakres i skala przerosły najśmielszych oczekiwania?

    Dzisiaj już żaden psubrata nie zmusi go do roboty latać.
    Teraz od rynku wolnego zależy, kiedy się do pracy bieży.
    Tak samo nikt go nie przymusza na śmietniki wyruszać,
    A że robi to z wolnej woli – jakoś go to mniej boli?!

    14 .06.2012 r.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy