A to Polska właśnie

A to Polska właśnie

Polska potrzebuje wielu błaznów, wielu komediantów. Może i ja w tym poszukiwaniu porozumienia mogę coś zrobić jako komediant?Rozmawia Tomasz Miłkowski

OLGIERD ŁUKASZEWICZ – (ur. 7 września 1946 r. w Chorzowie) absolwent krakowskiej PWST, aktor teatralny i filmowy. Zasłynął m.in. kreacjami w filmach Kazimierza Kutza („Sól ziemi czarnej”, 1969) i Andrzeja Wajdy („Brzezina”, 1970), związany z teatrami warszawskimi, m.in. Franz K. w „Pułapce” Tadeusza Różewicza w Teatrze Studio w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego (1984). W roku 1988 wyjechał do Wiednia i przez osiem lat występował na scenach niemieckojęzycznych. W teatrze jednego aktora debiutował „Psalmami Dawida” (1985). Spektakl miał też wersję telewizyjną (w reżyserii Roberta Glińskiego, 1992). Drugi swój monodram, „A kaz tyz ta Polska, kaz” według tekstów Stanisława Wyspiańskiego, grywa od roku 2000. Artysta nie uchyla się od obowiązków społecznych, w latach 2002-2005 sprawował funkcję prezesa Związku Artystów Scen Polskich. W roku 2011 ponownie przyjął na siebie obowiązki prezesa ZASP.

Ubiegłoroczne, 29. już spotkania teatrów jednego aktora w Toruniu zainaugurował pan swoim monodramem „A kaz tyz ta Polska, kaz”, skomponowanym z tekstów Stanisława Wyspiańskiego. Monodram miał oficjalną premierę w roku 2000 i od 15 lat za panem chodzi. Wciąż aktualny?

– Wciąż.

Długo pan nad nim pracował?

– Nad scenariuszem? Dwa dni.

I od tego czasu nie robi pan zmian? Rzeczywistość drepcze w miejscu?

– To nie tak. Wiele się zmienia, ale pewne nasze przywary – kłótliwość, gdzie nie trzeba, i nadmierna układność, kiedy nie trzeba, niewiara w siebie i przecenianie się – trzymają się nieźle.

To „kaz tyz ta Polska”?

– W sercu. Panna Młoda o to pyta w „Weselu”, a Pan Młody odpowiada, że w sercu, że tam znaleźć można wizję spajającą wspólnotę, tę wyśnioną Polskę. „A to Polska właśnie”, tak powiada.

Polska w pańskim monodramie to stos gazet porozrzucanych na stoliku. Pomieszanie języków. Polityczna wieża Babel?

– Wyspiański był poirytowany poziomem gazet krakowskich. Mawiał, że sam najchętniej redagowałby wszystkie gazety, przy czym każdą z jej punktu widzenia. Nie był za zamykaniem komukolwiek ust, ale za tym, by spór o Polskę miał poziom.

Dlatego ja kładę na moim stoliku różne gazety z dodatkiem słów polskie, polska: „…Niepodległa”, „Myśl…”, „Polska” i czołowe dzienniki „Rzeczpospolita” i „Gazeta Wyborcza”. Przyjąłem, zainspirowany pomysłem Wyspiańskiego, że to ja mogę być rzecznikiem tego wielogłosu. Ale przed laty, kiedy przygotowywałem ten monodram, występowałem w błazeńskiej czapce uformowanej ze stronic „Rzeczpospolitej”.

Pamiętam.

– Potem zrozumiałem, że w ten sposób jestem rzecznikiem tylko jednej wizji polskiej publicystyki. Teraz nakleiłem na swoją błazeńską czapkę wycinki z wielu gazet. Tak jak Wys­piański chciał.
On chciał w temperaturze dosyć nakręconych emocji prowadzić debatę nie tylko emocjonalną, ale i intelektualną, ujawniającą sprzeczności życia narodowego. Ot, choćby jedna z Masek w „Wyzwoleniu” zauważa, że wszyscy są artystami, wiedzą, co to sztuka, a więc najlepiej milczeć.

A znowu inna, Maska 18, powiada: „My nie jesteśmy obowiązani do niczego, bo my nie jesteśmy artyści”…

– Wyspiański mnoży sprzeczności, wydobywa je i z upodobaniem konfrontuje. Sam siebie trochę usprawiedliwia, że jest taki emocjonalny, a nie wyważony. To frapujące wyzwanie dla aktora, który chciałby wieść spór o Polskę, o przyszłość za pomocą słów Poety.

Kiedy objawiła się ta fascynacja? Jak to się zaczęło?

– Dobrze to pamiętam, byłem aktorem Teatru Narodowego, kiedy się okazało, że nie ma dla mnie ról w „Weselu”, jest tylko poślednia rola Żyda, a ja aspirowałem wtedy do roli Dziennikarza, ale dostał ją kto inny. Założyłem się wtedy z Jerzym Grzegorzewskim, który „Wesele” reżyserował, że jako komediant narodowej sceny będę działał i tekst Wys­piańskiego wykorzystam. Działałem w różny sposób, a przygotowany później monodram stał się moim kredo, drogowskazem działań, które uświadamiają, jaką rolę Teatr Narodowy powinien odgrywać w życiu społecznym.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 6/2015

Kategorie: Kultura

Komentarze

  1. Roman Lasocki - lekarz weterynarii
    Roman Lasocki - lekarz weterynarii 21 lutego, 2015, 23:55

    Ale błazenada! I ten komediant ma czelność mówić że jest zafascynowany Wyspiańskim… i to ple, ple.
    Przypominam błaznowi ,wywiadowcy i adiustatorom że wspominany cytat to część dialogu Panny Młodej z POETĄ.
    I takie pajace mienią się ludźmi kultury i pouczają ” ciemniaków”.
    Ten pan był nawet prezesem związku aktorów. Wstyd to mało powiedzieć.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy