Powtórka z PRL-u

PRAWO I OBYCZAJE 

Od upadku realnego socjalizmu w naszym kraju upłynęło już blisko 12 lat. W tym czasie nastąpiły istotne zmiany ustrojowe, natomiast świadomość społeczeństwa nadal tkwi korzeniami w PRL-owskiej ideologii. Indoktrynacja uprawiana w ciągu minionego półwiecza przez władzę pseudoopiekuńczego państwa pozostawiła głębokie ślady nawet w umysłach ludzi zaliczanych do sfer intelektualnych. Np. w poglądach na temat ubezpieczeń społecznych niektórzy publicyści powtarzają z uporem godnym lepszej wiedzy sztandarowe hasło socjalizmu we wczesnym, PRL-owskim wydaniu, że państwo „daje” ludziom emerytury w wysokości określonej w budżecie państwa. Według tej teorii, emeryci korzystają ze świadczeń emerytalnych z woli opiekuńczego państwa, muszą więc bez szemrania godzić się na ich obniżanie, gdy to państwo znajduje się w tarapatach finansowych.
Takie rozumienie istoty świadczeń emerytalnych dawno zostało odrzucone w europejskiej nauce prawa ubezpieczeń społecznych. U schyłku PRL-u powszechny był już pogląd, że dystrybucja emerytur nie jest żadnym rozdawnictwem państwowym, lecz stanowi obowiązek instytucji ubezpieczeniowej z tytułu pobranych składek, które stanowią w istocie nieopłaconą cześć wynagrodzeń za pracę. Składki są – innymi słowy – podstawą wypracowanego przez ubezpieczonych funduszu, z którego wypłaca się świadczenia.
Okresowa waloryzacja emerytur (rent) stanowi ustawowy obowiązek władzy wynikający z art. 88 ustawy z 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Jej celem jest zachowanie realnej wartości świadczeń, do której ubezpieczeni mają niezbywalne prawo z mocy ustawy, a nie z łaski rządzących.
Stała waloryzacja emerytur (i rent) przewidziana została też w konwencjach Międzynarodowej Organizacji Pracy, w szczególności w konwencji nr 102 o minimalnych normach zabezpieczenia społecznego. Akt ten był przygotowywany do ratyfikacji przez Polskę w latach 1996-1997 w Ministerstwie Pracy i Polityki Socjalnej, ale prace nad jego ratyfikacją zostały przerwane, gdy rządy w państwie przejęła koalicja AWS-UW. Utrzymanie zapisanej w tej konwencji zasady waloryzacji świadczeń emerytalnych i rentowych ma jednak istotne znaczenie dla Polski w staraniach o przyjęcie w poczet członków Unii Europejskiej. Jest to bowiem jeden z europejskich standardów zabezpieczenia społecznego określonych w Europejskiej Karcie Społecznej i Europejskim Kodeksie Zabezpieczenia Społecznego Rady Europy.
Przypomniane wyżej zasady składają się na elementarną wiedzę o instytucjach prawa ubezpieczeń społecznych. Kto jest w tej dziedzinie ignorantem, nie powinien kompromitować się swą niewiedzą publicznie.
Z zażenowaniem odebrałem wyjątkowo nieudany felieton red. J. Hennelowej w 34. numerze „Tygodnika Powszechnego” 26.08.2001 r. („Proszę mnie nie przepraszać”). Ceniona powszechnie felietonistka oburzyła się na premiera rządu, Jerzego Buzka, za to, że przeprosił emerytów i rencistów za chybiony pomysł zamrożenia waloryzacji emerytur i rent z powodu kryzysu finansów państwa. Autorka felietonu potraktowała waloryzację jako równoznaczną z podwyżkami wynagrodzeń (w budżetówce), które rząd może, lecz nie musi podnieść, kierując się możliwościami budżetu państwa. Pogląd wyrażony w powyższym felietonie był oczywiście błędny. P. Hennelowa pokazała, że nie rozumie istoty waloryzacji.
W późniejszej publikacji pt. „Kłótnia w rodzinie” („TP” nr 37 z 16.09.2001 r.) autorka znowu popisała się nieznajomością rzeczy. Zaliczyła mianowicie emerytury do systemu „rozdawnictwa” świadczeń socjalnych, które powinny być adekwatne do „faktycznych możliwości finansów”. Autorka nie rozumie, że ubezpieczenie emerytalne to nie pomoc społeczna, lecz system świadczeń opartych na szeroko rozumianej wzajemności: emeryt otrzymuje świadczenia w zamian za składki i wysługę lat.
Na domiar złego znakomita felietonistka napisała dziwne rzeczy o PRL-owskich emeryturach z tzw. nowego i starego portfela. Posługując się językiem antykomunistycznej propagandy, stwierdziła, że korzystniejsze (nowe) portfele były przywilejami „kasty emerytów z aparatu lub sfer władzy”. W rzeczywistości podział na nowe i stare portfele dotyczył wszystkich warstw emerytów. Stare portfele miały swe źródło w spadku realnej wartości świadczeń wypłacanych w nominalnej wysokości starszym generacjom emerytów, którzy nie korzystali z okresowej waloryzacji (płacowej bądź cenowej). Rozróżnienie to było związane z sytuacją ekonomiczną socjalizmu, nie miało natomiast nic wspólnego z polityką sprawowania władzy przez komunistów. Wysuwając tezę o politycznej roli wspomnianego podziału, autorka uległa, zapewne nieświadomie, wpływowi nauki Karola Marksa o klasowym uwarunkowaniu wszelkich zjawisk życia społecznego.
Publicystyka uprawiana przez felietonistów jest jednym z najpotężniejszych środków kształtowania opinii publicznej. Z reguły ma pozytywny wpływ na świadomość społeczną. Może jednak być również źródłem dezinformacji, gdy nazbyt pewny siebie felietonista wypowiada się w sprawach wymagających wiadomości specjalnych. Czytając różne felietony, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ich autorzy uważają się za omnibusów we wszystkich opisywanych dziedzinach wiedzy. Szczególnie ochoczo podejmują tematy z zakresu prawa, w przekonaniu, że znają się na nim lepiej niż profesjonalni prawnicy. Szkolnym wprost przykładem takiej niefachowej publicystki jest domena ubezpieczeń społecznych.
Znawcy historii ubezpieczeń emerytalno-ren-towych wiedzą, że od obecnego modelu zabezpieczenia ludzi przed niedostatkiem z powodu starości i niezdolności do pracy nie ma odwrotu. Alternatywą emerytur byłyby tzw. renty starcze przyznawane przez państwo ludziom w podeszłym wieku, niemającym innych środków utrzymania. Pierwsze takie renty były przyznawane w Danii na podstawie ustawy z 1891 r. Były to w istocie zasiłki wypłacane z funduszów publicznych tzw. godnym starcom. Podobnie wydana w Anglii w 1908 r. ustawa o rentach starczych (Old Age Pensions Act) przewidywała prawo do tych rent tylko dla ludzi godnych. Ci, którzy nie pracowali w miarę swych sił i potrzeb i nie oszczędzali regularnie, byli niegodni wsparcia (por. J. Piotrowski „Zabezpieczenie społeczne. Problematyka i metody”, Warszawa 1966, s. 179). Czy taki niehumanitarny system rozdawnictwa publicznego mógłby dziś znaleźć uznanie w oczach katolików? Negatywna odpowiedź na to pytanie jest oczywista dla każdego, kto zna encyklikę Jana Pawła II Sollicitudo rei socialis. Idea rent starczych jest nie do pogodzenia z etyką społeczną, na której opiera się wspomniany list pasterski i cytowana w nim encyklika Populorum progressio Pawła VI.

Wydanie: 43/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy