Uroczyste polskie bagienko

Uroczyste polskie bagienko

Wielopartyjna „Solidarność” przygotowuje na koszt państwa szumne uroczystości z okazji 20. rocznicy wyborów parlamentarnych, pierwszych nieoszukanych od czasu zamachu Piłsudskiego. Pomysłodawcy tego przedsięwzięcia mają nadzieję ściągnąć uwagę całego świata i powiadomić mieszkańców globu, że nie upadek muru berlińskiego, lecz „Solidarność” powinna być po wsze czasy symbolem pogrzebania komunizmu. Ludzie „Solidarności” uważają, że świat wskutek niewiedzy przypisuje zjednoczeniu Niemiec (upadek muru) znaczenie przełomowe i epokowe, gdy w rzeczywistości takim wydarzeniem była polska „Solidarność”. Zgadzam się, że generał Jaruzelski swoim Okrągłym Stołem pociągnął za sobą w przepaść Honeckera, Husaka i ich odpowiedników węgierskich, rumuńskich i innych, bo wybory z 4 czerwca 1989 r. były dobitnym, empirycznym dowodem na to, że Moskwa już nie będzie interweniować, a innej racji albo przyczyny dla „realnego socjalizmu” nigdy nie było.
Nie ulega wątpliwości, że upadek systemu zaczął się od Polski, ale dla świata, dla Zachodu nie miało znaczenia, jaki ustrój panuje w Polsce. Natomiast podział Niemiec i armia radziecka nad Łabą to był fakt o znaczeniu podstawowym, ważący jak żaden inny na stosunkach międzynarodowych, będący stałą groźbą dla Europy Zachodniej, a także pośrednio dla Stanów Zjednoczonych. Nikomu do głowy nie przyszło, że wojna atomowa może wybuchnąć z powodu takiego lub innego ustroju w Polsce. Podział Niemiec, dla którego mur berliński jest tylko poręcznym symbolem, był postrzegany jako zarzewie możliwej wojny atomowej. Politolodzy mogą nam wyliczyć szereg przyczyn zimnej wojny, ale nie znajdzie się wśród nich ustrój komunistyczny w Polsce. NATO powstało jako odpowiedź na obecność armii radzieckiej w Niemczech. Stawianie wyborów 4 czerwca i całej „Solidarności” wyżej pod względem historycznego znaczenia niż zburzenie muru berlińskiego jest przejawem typowo polskiej pyszałkowatości i niezdolności rozróżniania tego, co bardziej i co mniej ważne.
Uroczystości służą do wytwarzania atmosfery patosu, a w takiej atmosferze nikt nie zgłasza sprostowań. Partie solidarnościowe przygotowując swoje prześladowcze ustawy, zawsze zaczynają od podnoszenia nastrojów na patetyczny diapazon. Robią to za pomocą upamiętniania wydarzeń obrosłych sentymentami patriotycznymi albo wykorzystują sentymenty religijne, albo stawiają przed oczy telewidzów jakieś dające się politycznie zużytkować zbrodnie rzeczywiste lub urojone, bo zbrodnie zawsze wstrząsają, a odpowiednio doprawione patriotyzmem lub nabożnością przeciętnemu człowiekowi odbierają zdolność trzeźwego myślenia.
•
Na kredyt patosu, jaki ma być wytwarzany w czerwcu, Donald Tusk zarządził nowe, wyjątkowo gałgańskie ustawy prześladowcze, jak odbieranie emerytur byłym, dawno byłym, przeciwnikom „Solidarności”. On, jak i cała kompania spóźnionych antykomunistów, są zdania, że wszyscy powinni byli od zawsze wspierać „Solidarność”, już wtedy, gdy się ona Tuskowi nawet nie śniła. Są przestępstwa i są różne sposoby karania przestępstw. Jak wiadomo, niektóre sposoby karania są szkodliwsze i obrzydliwsze niż niektóre przestępstwa. Funkcjonariusz policji politycznej, służący legalnemu rządowi, mógł być czasem surowszy i bardziej wścibski, niż od niego wymagano, jednakże karanie go teraz redukcją emerytury jest z pewnością bardziej łajdackie niż tamta surowość i tamto wścibstwo. Żeby jednak utrudnić ludziom zobaczenie tych rzeczy w naturalnym świetle, dokonuje się obrzędu uwznioślania za pomocą deklaracji o zbrodniczym systemie i zniewoleniu narodu. Propagandowe wodogrzmoty tłumią już nie tylko swobodę myśli przeciętnego człowieka, ale osłabiają zdolność autentycznych odczuć. Jest prawdą, że już przed Tuskiem ktoś odebrał emerytury Gierkowi i Jaroszewiczowi, trzeba więc powiedzieć, że jest imitatorem. Prawdę mówiąc, w polityce już wszystko było, ale czy żyjemy w kopcu mrówek, gdzie normą decydującą o być albo nie być kopca jest wieczne powtarzanie tego samego?
•
Toczy się spór o przewidywalność zdarzeń, o uprawnienia rządzących, o to, czy wolno ryzykować losy kraju jak własne pieniądze na giełdzie i o to, czy odwaga rządzących jest tej samej natury, co odwaga roznosicieli ulotek. Raptem wpada Donald Tusk i rozstrzyga spór przez odebranie emerytur generałom.
Cała dająca się zmobilizować publicznie „wrażliwość moralna” zostaje skierowana na tajnych współpracowników SB. Lamenty i krzyki oburzenia wypełniają całą przestrzeń powietrzną nad Polską. Jaki wniosek wyprowadza z tego Tusk? Ponieważ system był zbrodniczy, a naród zniewolony, trzeba wprowadzić ustawowe szpiclowanie obywatelskie. Każdy będzie sprawdzał każdego według prawa, a cudze sekrety teczkowe będą rozgłaszać tego kalibru obywatele, jacy w czasach zbrodniczego systemu te sekrety przekazywali dyskretnie. Już to robią, ale Tusk chce powołać do tej roli każdego Polaka wyzwolonego z komunistycznej niewoli. Po co to robi? Aby skonfrontować tylu Polaków, ilu się da, z najgorszymi chwilami w ich życiu. Oto liberalno-konserwatywna idea, jaka się urzeczywistni w uroczystej atmosferze 20. rocznicy wolnych wyborów.
•
PiS kokietował wyborców, obiecując surowe karanie przestępców. W rzeczywistości polował na działaczy SLD i na lekarzy, bo chorzy to bardzo łatwowierny elektorat; następnie gdy razem z Platformą Obywatelską ustanowili superspecsłużbę, zaczęło się przerabianie uczciwych ludzi na przestępców, nie zawsze co prawda uwieńczone powodzeniem. Były ofiary w ludziach.
Kolosalne śledztwa nieistniejących mafii węglowych niestety nie zrobiły wrażenia na włamywaczach, chuliganach i pospolitych, czasem młodocianych bandytach. Po partyjnej sprawiedliwości Ziobry nastała naukowa sprawiedliwość
prof. Ćwiąkalskiego. Wierzę w naukową kryminologię, ale ona przynosi spodziewane rezultaty dopiero po 20 latach, optymistycznie licząc. W rezultacie stosowania obu tych sprawiedliwości, a może zupełnie od nich niezależnie, przestępczość zagrażająca zwykłym ludziom wzrosła. Włamania, według tego, co ludzie mówią w Krakowie, nasiliły się, napady i ciężkie pobicia przechodniów na osiedlach są częstsze i bardziej brutalne niż kilka lat temu. Policja jest niemrawa, nieudolna, chętnie szuka dzieci zgubionych w laskach i zagajnikach, ale ulic i osiedli nie patroluje, bo się boi. Policjant bez broni jest słabszy od blokersa, a jeśli użyje broni, prawie na pewno będzie miał proces sądowy i więzienie niewykluczone. Superspecłużby zajmują się podglądaniem i podsłuchiwaniem porządnych ludzi, przyczyniając się do nasilenia poczucia niebezpieczeństwa. Aby obrazek uroczystego kraju był pełniejszy, trzeba jeszcze dodać rabunek materialnych dóbr publicznych dokonywany przez Kościół chroniony przez patos i antykomunizm.

Wydanie: 4/2009

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy