Prawem i lewem

Prawem i lewem

Minister Ziobro chce pociągnąć do odpowiedzialności funkcjonariuszy państwowych, którzy zwolnili z aresztu w Polsce Edwarda Mazura i pozwolili mu wrócić do Stanów Zjednoczonych. Po wyroku amerykańskiego sądu odmawiającego ekstradycji polonijnego biznesmena należałoby raczej postawić pytanie, kto jest odpowiedzialny za aresztowanie Mazura w Polsce. „Przegląd” był jedyną gazetą, która kilka lat temu zwracała uwagę na dziwne prowadzenie śledztwa w odniesieniu do tego podejrzanego. W szczególności „Przegląd” podkreślił fakt, który teraz amerykański sędzia Keys uznał za kluczowy, a mianowicie sposób, w jaki przygotowano identyfikowanie Mazura przez „skruszonego” gangstera. Było to w istocie – pisał „Przegląd” – okazanie (odpowiednio odzianego) Mazura gangsterowi, a nie identyfikowanie go. Sędzia Keys na ten temat stwierdza: „Równie dobrze można było mu (Mazurowi) założyć tarczę strzelniczą lub napisać na czole ťwybierz mnieŤ”. Zwracano też uwagę na motywy polityczne uwikłania Mazura w sprawę zabójstwa generała Papały. Nie można uznać, że liczne wypowiedzi wcześniejsze i obecne ministra Ziobry temu podejrzeniu zaprzeczyły. Nawet po wyroku w sprawie ekstradycji powtarza on insynuacje o powiązaniach zabójców Papały z ludźmi SLD i interesujące będzie orzeczenie sądu na temat, czy Leszek Miller przybył na miejsce zbrodni, żeby zadeptywać ślady. Minister sprawiedliwości wygłaszał swoje przekonanie, że Edward Mazur zagrożony najwyższym wymiarem kary, w nadziei złagodzenia wyroku, wskaże wspólników z wiadomych kręgów. Miałby więc postąpić podobnie do tego, jak jest ostatnio w zwyczaju skruszonych przestępców. Polskie organa śledcze stanowczo przesadzają w skruszaniu kryminalistów.
Ziobro jest inteligentnym człowiekiem, nie wykluczam, że był cudownym dzieckiem, które można było pokazywać w telewizji ku powszechnemu podziwowi. Problem z tym ministrem sprawiedliwości polega na tym, że on nadal jest trochę dziecinny. Nie odczuwa powagi obiektywnych faktów ani różnicy między prawdą i zmyśleniem i z infantylną nieodpowiedzialnością rzuca najcięższe oskarżenia. Gdyby ten rząd nie był skomponowany na wzór Rzeczypospolitej Babińskiej, w którym ministrem oświaty musi być drab stworzony z przeznaczeniem na komendanta żandarmerii, energia Ziobry mogłaby być zbawieniem np. w Ministerstwie Sportu, pod względem obsady równie pechowym jak Ministerstwo Sprawiedliwości.
Ekstradycja Edwarda Mazura była dla rządu Kaczyńskich sprawą niezmiernej wagi. Znana komentatorka sympatyzująca z tym rządem, ale krytyczna, powiedziała przed rokiem w jednym w wywiadów, że rząd zgodzi się na umieszczenie amerykańskiej tarczy antyrakietowej w zamian za ekstradycję Mazura. Sama tego chyba nie zmyśliła, musiała coś podobnego słyszeć w kręgach okołorządowych. W innym kraju byłby to żart, w Polsce jest podobne do prawdy lub przynajmniej możliwe. Nikt nam – jak wiadomo – nie wmówi, że rzeczy wielkie są wielkie, a małe są małe.
Możliwe, że wyrok polskiego sądu w sprawie Mazura byłby taki jak wyrok sędziego Keysa, ale w naszym praworządnym państwie istota sprawy tkwi w oskarżeniu, propagandzie i śledztwie, natomiast proces sądowy i wyrok mają drugorzędne znaczenie. Czy to nie Kafka?

Platforma Obywatelska reprezentuje podobno grupy społeczne lepiej wykształcone, inteligencję wolną i budżetową, głosują na nią przedsiębiorcy drobni i więksi. Powinno to jakoś odzwierciedlać się w jakości jej programów politycznych i poziomie przywódców, ale się nie odzwierciedla. Niespodziewane kariery w PO robią ludzie politycznie niezdolni, bez formatu, pretensjonalnie gadające głowy, figury, które swój osobisty snobizm towarzyski narzucają polityce partii. Osobistości ciekawsze są trzymane na drugim, trzecim planie, z daleka od grona kierowniczego. Platforma Obywatelska poparła najbardziej szkodliwe ustawy, doprowadzając je do absurdalnej skrajności. Jak becikowe – to podwójne, jak lustracja – to z pogwałceniem praw ludzkich i obywatelskich, jak depostkomunizacja – to kosztem wywiadu i kontrwywiadu (najbardziej niecierpliwe naciski na likwidację WSI szły z PO, Kaczyńscy ledwie mogli nadążyć). Głosowała za powołaniem CBA. Występuje z innymi populistycznymi projektami sprzyjającymi zamordyzmowi, jak zniesienie immunitetu poselskiego i konstytucyjny zakaz kandydowania do parlamentu osobom skazanym sądownie z oskarżenia publicznego. Największym bólem PO jest Andrzej Lepper i żeby uniemożliwić wyborcom głosowanie na niego, gotowi zmienić konstytucję. Lepper operuje w innych rejonach społecznych i nie jest nawet ich konkurentem wyborczym, ale w oczach snobów jest „chamem” i to wystarczy.
Komentator tygodnika „Nie”, niezwykle kompetentny i przewidujący (podpisujący się M.Z. – ciekawe, kto się za tymi literami kryje), zwraca uwagę na następstwa wprowadzenia zakazu kandydowania planowanego przez PO i PiS. „W 2005 r. skazano w Polsce z oskarżenia publicznego i winy umyślnej na podstawie kodeksów karnego i karno-skarbowego około 400 tysięcy osób. Ponieważ propozycja PO nie limituje czasowo utraty prawa wyborczego (nie przewiduje choćby ustania represji po zatarciu kary), po kilku latach liczba pozbawionych praw szłaby już w miliony”. Na utratę praw wyborczych byliby też narażeni przywódcy i organizatorzy strajków, uczestnicy manifestacji ulicznych, w których doszłoby do starć z policją, za co nowy kodeks karny ministra Ziobry przewiduje odpowiedzialność karną. W tym skandalicznym ograniczeniu praw obywatelskich widać m.in. wyrachowanie, aby nie dopuścić do wyłonienia się z tego nowych partii czy opozycyjnych ruchów społecznych. Utracić prawa wyborcze mógłby też autor krytycznego artykułu o prezydencie. „Zalatuje od tego na milę – kończy swój komentarz M.Z. – batem na opozycję i państwem policyjnym”.
Nie wiem, skąd wnuk dziadka z Wehrmachtu bierze pewność, że kiedyś nie utraci praw wyborczych dzięki ustawie, którą teraz bezmyślnie lansuje.

 

Wydanie: 31/2007

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy