Rzeź nie tylko drzew

Rzeź nie tylko drzew

Gospodarz telewizyjnego programu, w którym wziąłem udział, użył wulgarnych słów, określając dziennikarzy publicznej telewizji jako m.in. „brudne, śmierdzące gnidy”. Jednak przesada, prawda? Nie miałem dosyć refleksu, by na to wystarczająco mocno zareagować, a przecież uważam, że takiego języka publicznie używać nie wolno. Dziennikarze „Wiadomości” poczuli się zranieni do żywego. I potępiali też mnie, jakbym to ja użył tych słów. Dostąpiłem zaszczytu, by moje nazwisko padało dzień po dniu w „Wiadomościach”. Przerażeni znajomi dzwonili, by sprawdzić, czy nie jestem już aresztowany. A myślałem, że jest ograniczona odpowiedzialność gościa programu za jego gospodarza. Ten tłumaczył się potem, że to była tylko prowokacja, a on dokładnie zacytował słowa publicystów prawicowych skierowane do nas, liberałów. I chciał zobaczyć, jaka będzie reakcja. Problem, że nie uprzedził mnie o tym.

To prawda, że nie takie szpetne słowa już słyszałem i czytałem, mówione i pisane przez nasz żywioł narodowy. Czego tam nie ma – człowiek patrzy i oczom nie wierzy. Ale my przecież nie chcemy być tacy jak oni. Od wielu lat mam wrażenie, że pisząc i mówiąc, poruszam się po cienkiej czerwonej linii, próbując jej nie przekraczać, a tu nagle ktoś mnie wypycha poza nią. Jest tyle słów niezwykle mocnych, które jednak mieszczą się w granicach przyzwoitości, np. podłość. Czy można wytoczyć proces za podłość?

Język jest delikatnym narzędziem, jak skalpel. Jeśli jesteśmy blisko poczucia wartości innych, nawet tych, których nie lubimy i nie szanujemy, trzeba być bardzo uważnym. Większość ludzi w publicznej telewizji to ofiary, a nie sprawcy sytuacji. Wszystkie reżimy, także te łagodne, opierają się na ludziach uwikłanych, przestraszonych i też cynicznych, ale to nie jest większość.

Przy okazji „Wiadomości” postulowały, żeby takich ludzi jak my napiętnować i żeby zniknęli ze sfery publicznej. Ciekawe, jak media publiczne będą „mnie znikać”. Po objęciu władzy przez PiS i tak nie jestem zapraszany do mediów publicznych, zdarzało się to tylko przez pierwsze tygodnie, kiedy listy proskrypcyjne nie były jeszcze gotowe.

Jakiś życzliwy wpisał mi się na Facebooku: „Jak słucham ciebie, to już nie tylko ręce opadają. Szkoda, że fałszywcu nie popełniłeś samobójstwa. Sprzedawczyku bezczelny”. Jestem pewien, że ten człowiek biega co tydzień do kościoła. Skąd tyle nienawiści u naszych katolików? Kiedy wchodzę na jego stronę internetową, widzę, że roi się tam od takich nienawistnych wpisów, zdjęć niby-dowcipów. Ale oni to samo myślą, oglądając nasze strony na FB. Te dwie rzeki płyną coraz dalej od siebie. Ich rzekę uważam za ściek. To musi się skończyć jakimś nieszczęściem.

W kilku pismach pojawia się wiele ciekawych diagnoz sytuacji politycznej i społecznej w Polsce. Zawsze u nas było o wiele więcej dobrych publicystów niż polityków. To nie przekłada się jednak na prawdziwą dyskusję w intelektualnych gremiach. Znajomy pisze mi: „Pracujemy nad KOD, żeby się trochę zmienił, by pobudzić w nim wewnętrzną opozycję przeciw bezrefleksyjnemu spojrzeniu »było, minęło, nie mówmy o przeszłości i popełnionych błędach«. Ale idzie jak po grudzie. Dominuje czysty »antypisizm« i brak zrozumienia, skąd ich siła. Dlatego chcemy jakoś zinstytucjonalizować tę refleksję. Pan popatrzy – konserwatyści i neoliberałowie, a nawet narodowcy – ile oni porobili wokół siebie tych think tanków… Mają zapewniony teraz spływ idei na wszystkie piętra – mają język i dla głodnych stanowisk adiunktów na uczelniach, i dla prostego ludu. A liberalna lewica – co? Nawet na jedno Centrum Daszyńskiego nie starczało pieniędzy”. Tak, za mało w naszej niezgodzie refleksji.

Pigułka „dzień po” tylko na receptę. Słyszę na ulicy rozmowę trzech kobiet: „To za chwilę będzie zakaz rozwodów”. Druga: „A pożary będą gaszone święconą wodą”. Kolejna: „A może seks też na receptę?”. Myślę: pigułka i tak będzie dostępna, ale na czarnym rynku. Nie da się już powstrzymać wielkiej zmiany obyczajowej.

Właśnie w całej Polsce trwa rzeź drzew, również na działce przed naszym domem. Aż dom się trzęsie. I moje serce. Narodowa prawica nie kocha drzew, w ogóle ma problem z uczuciami. Za zwierzętami też nie przepada. Nagle zabiera głos prezes, podnosi rękę, zapada wielka cisza – drzewa, które ocaleją, będą ułaskawione. Wszyscy oddychają z ulgą. Może to nie jest taki zły człowiek. Jarosław łaskawy.

Jadąc samochodem, często mijam Centrum Alzheimera. Nowoczesna architektura, szczelne, zamknięte pudełko, z którego nawet mysz nie ucieknie. To miejsce zawsze skłania mnie do chwili zadumy nad znikomością wszystkiego. I że nikt nie wie, czy nie zostanie kiedyś zamknięty w tym pudełku.

Wydanie: 9/2017

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy