Byłem ostatnio na kilku festiwalach, kulturalnych oczywiście i o kulturze. Jednym z tematów pierwszego była dyskusja o „przestrzeniach pasji”, jedno z haseł drugiego głosiło, że „kultura to emocje”. Jak to się mówi, „wpisuje się to” w tendencje uszlachetniania raczej tego, co nami kieruje, niż tego, czym kierujemy my. Pasje dobrze mieć, właściwie to obowiązek. Pewien młody człowiek przypisywał sobie sześć pasji, przy czym zapomniał, czego dotyczyła szósta. A emocje to wspaniała sprawa, wiemy to choćby z reklamy. I co je pobudza, to dobre.
Sam sobie niechętnie przypisywałbym jakieś pasje, choć bywam o to posądzany i indagowany. Wystarczą mi zainteresowania, mogą być w końcu głębokie. I tak potrafią one ograniczyć ogląd świata. Ale pasje? Pasja jest z łacińskiego passio, pierwotnie ‘cierpienie’, wiemy to








