Przeciwko demokracji plemiennej

Przeciwko demokracji plemiennej

Trzeba przeciwstawić się powszechnemu przekonaniu o patriotyzmie i moralności ludzi PiS Po zwycięstwie wyborczym PiS zmieniła się oś sporu politycznego w Polsce. Ostatecznie i – jak sądzę – nieodwołalnie rozstaliśmy się z podziałem na obóz solidarnościowy i postkomunistyczny, który zresztą od samego początku III RP nie odzwierciedlał rzeczywistych różnic opcji ideowych i miał charakter raczej towarzyski i sentymentalny. Równie fałszywą alternatywą jest podział na Polskę liberalną i solidarną. Jeśli przez liberalizm rozumieć w tym wypadku wspieranie ludzi przedsiębiorczych, a przez solidaryzm – wspieranie ludzi niezaradnych, to nie ulega wątpliwości, że aby państwo mogło być solidarne, musi być najpierw liberalne. Działania PiS oraz wypowiedzi jego prominentnych przedstawicieli, a zwłaszcza głównego ideologa tej partii – Jarosława Kaczyńskiego – nie pozostawiają jednak wątpliwości, jaki jest cel tego ugrupowania i gdzie stawiane są barykady. Jest to walka o sposób pojmowania demokracji. Rację mają zarówno ci, którzy krytykują poczynania PiS w trosce o demokrację, jak i Kaczyński, który obawy te wyśmiewa, twierdząc, że demokracja należy do jego wartości. Problem polega jednak na tym, że w obu wypadkach chodzi o zupełnie inny model demokracji. Od początku III Rzeczypospolitej niekwestionowanym rozwiązaniem ustrojowym stał się model demokracji liberalnej. Był to wybór zupełnie naturalny, biorąc pod uwagę zarówno dominujący wówczas system wartości w zwycięskim w wyborach 1989 r. obozie solidarnościowym, jak i przykład obyczajów demokratycznych w krajach Unii Europejskiej, do której Polska od początku zmiany ustroju aspirowała. Demokracja liberalna opiera się na kilku podstawowych zasadach. Po pierwsze, jest to prymat praw człowieka, jako jednostki, nad prawami grup społecznych, także takich jak naród. Oznacza to brak możliwości pozbawienia kogoś elementarnego zakresu praw w imię jakiegokolwiek interesu zbiorowego. Po drugie, jest to pluralizm, czyli dopuszczenie możliwości występowania w życiu publicznym wielu prawd i uznanie ich za równoprawne. Oznacza to ochronę wolności słowa, zrzeszania się i zgromadzeń. Po trzecie, zasada trójpodziału władz, która prowadzi do wzajemnego powściągania się władzy stanowiącej, wykonawczej i sądowniczej, oraz związana z tym niezależność określonych instytucji państwowych, musi być bezwzględnie przestrzegana. Nie do przyjęcia są jakiekolwiek odstępstwa od tej zasady, dokonywane w imię wyższych celów. Po czwarte wreszcie, jest to zasada subsydiarności, która oznacza pomoc i wsparcie ze strony instytucji i organów władzy państwowej na rzecz inicjatyw obywatelskich. Prowadzi to do decentralizacji władzy i rozwoju samorządności lokalnej. W demokracji liberalnej celem państwa jest stworzenie warunków rozwoju swoim obywatelom. Nietrudno zauważyć, że ten model demokracji nie jest bliski politykom PiS i ich nacjonalistyczno-populistycznym sprzymierzeńcom. Model demokracji, któremu hołdują, określić można mianem demokracji plemiennej. Ten model demokracji jest właściwy dla państwa ideologicznego, którego fundamentem jest identyfikacja kolektywna członków wspólnoty narodowej, mających poczucie służby wspólnej sprawie. Jest to zatem dyktatura legitymizowana demokratycznym wyborem. W tak rozumianej demokracji rację ma zawsze większość, a jednostki i grupy mniejszościowe muszą tej większości się podporządkować. Ten sposób myślenia o demokracji bliższy jest niestety wielu Polakom. Półwieczna przerwa w ciągłości demokratycznego państwa i wątłość, z konieczności, doświadczeń 20-lecia międzywojennego sprawiają, że nasze myślenie skażone jest XIX-wiecznymi jeszcze stereotypami i resentymentami. O wolności zawsze wiele u nas się mówiło, ale przecież zawsze chodziło o wolność narodu, a nie jednostki. Przyzwyczailiśmy się zresztą do fałszywego uproszczenia, że jeden rodzaj wolności w sposób naturalny pociąga za sobą ten drugi. Jak wiadomo, wcale tak być nie musi. Suwerenne państwo może część swoich obywateli pozbawić wolności, jeśli wyłamują się oni z narzuconego im monopolu wyznaniowego, ideologicznego lub politycznego. Wolność osobistą łatwo można u nas zdyskredytować i ośmieszyć jako wolność dla dziwactw i aberracji rozmaitych mniejszości, którym powinna się przeciwstawić zdrowa i rozsądna większość. Tymczasem dobrym systemem społecznym jest taki, w którym pewna swoich racji większość wspaniałomyślnie pozwala „błądzić” mniejszości. Jednak najlepszy jest taki system, w którym chęć uczenia się przeważa nad chęcią posiadania racji. Państwo ideologiczne nie dopuszcza do pluralizmu w sprawach o zasadniczym znaczeniu światopoglądowym. Skoro bowiem prawda jest jedna, to zgoda na pluralizm jest zgodą na głoszenie kłamstwa. W demokracji plemiennej instytucje państwowe nie są neutralne światopoglądowo; nie stoją zatem na straży wolności

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 15/2006, 2006

Kategorie: Opinie