Przeganiając kormorany

Kiedyś chroniono je przed wyginięciem, teraz ludzie chcieliby się ich pozbyć

Jeszcze w latach 60. kormorany były gatunkiem zagrożonym, dzisiaj niektórzy zastanawiają się, jak ograniczyć ich populację i czy nie wykreślić ich z Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt. Zwłaszcza leśnicy i rybacy na Mierzei Wiślanej nie są zadowoleni z sąsiedztwa kormoranów. Nic dziwnego, skoro w rezerwacie między Kątami Rybackimi a Sztutowem żyje około 40 tys. tych ptaków.
Droga do rezerwatu prowadzi wśród stuletnich, wysokich sosen, potężnych dębów, rozłożystych paproci. Lasy na Mierzei to jeden z najwspanialszych zakątków. Nagle ten baśniowy krajobraz urywa się i oczom ukazuje się obraz jakby z innej bajki. – To, co się tu dzieje od lat 80., to istny horror – nie kryje wzburzenia leśniczy Leśnictwa Kąty Rybackie, Janusz Rostkowski. I rzeczywiście trudno nie przyznać mu racji. Wielka polana to pozostałość po dawnym lesie, a wokół niej białe kikuty wspaniałych niegdyś drzew. Na każdym z nich kilka, a nawet kilkanaście gniazd.
Zbliża się wieczór, od strony Zatoki Wiślanej ciągną sznury kormoranów. Z każdą chwilą jest ich coraz więcej i więcej. Nad lasem jakby zawisła czarna chmura. Ptaki z piskiem siadają do swoich gniazd. Dla turystów to niezła atrakcja. Przez moment mogą poczuć się niczym w filmie Hitchcocka. Muszą jedynie uważać, by nie spadły na nich żrące odchody ptaków lub resztki nie strawionych ryb.
Właśnie odchody kormoranów zawierające azot zniszczyły drzewa i krzewy. Już po roku takie drzewo zaczyna obumierać, po kilku zostaje z niego tylko kikut. Niszczone przez kormorany drzewa stają się siedliskiem szkodników, zwłaszcza licznie występującego przypłaszczka granatka. Leśnicy wycinają chore drzewa, by uratować zdrowe. Przez ponad trzydzieści lat pod siekierami padło 20 ha lasu. Co roku do wycięcia planowane są kolejne drzewa. Ziemia w miejscach przebywania kormoranów jest przewapniona i aby posadzić nowe drzewka, trzeba poczekać kilka lat. W niektórych miejscach martwego lasu leśnicy zaczęli nasadzenia. Dla zabezpieczenia owijają drzewka specjalnym tworzywem.

Dobrodziejstwo dla zalewu?

Kormorany przylatują do nas z basenu Morza Śródziemnego bardzo wcześnie. Zdarza się, że nawet w styczniu, chociaż najczęściej w połowie lutego. Na zimę znów odlatują. Po drodze trochę ich ubywa. Gdyby nie to, zniszczenia na Mierzei Wiślanej byłyby kilkakrotnie większe. Nie odbudowują zniszczonych gniazd, ani nie zakładają ich na chorych drzewach. Wybierają najładniejsze, najstarsze sosny. Ostrymi, zakrzywionymi dziobami obłamują gałązki, aby wyścielić nimi gniazda. Robią to jednak bardzo rozrzutnie. Wiele gałązek spada na ziemię i tam już zostaje, kormoran ich nie podniesie. Tak samo ryba, która wypadnie mu z dzioba.
Para kormoranów wychowuje od trzech do czterech piskląt. W okresie karmienia ptaki są najbardziej żarłoczne, tak samo przed odlotem, gdy nabierają sił do drogi. Dziennie zjadają ponad pół kilograma ryb, podczas siedmiomiesięcznego sezonu od 89 do 147 kg. Miejscowi rybacy twierdzą, że łupem kormoranów padają nawet kilogramowe sztuki, czy kilkudziesięciocentymetrowe węgorze. Ptaki doskonale nurkują nawet do głębokości 20 metrów. Jedzą śledzie, okonie, liny, karpie, ryby łososiowate.
Ekolodzy utrzymują jednak, że kormorany wcale nie przepadają za węgorzami. Żywią się drobnymi rybami do 20 cm. Są nawet dobrodziejstwem dla Zalewu Wiślanego, oczyszczając go z “rybiego chwastu”, którego i tak ludzie nie chcą. Zjadają ogromne ilości jazgarzy, małych drapieżnych rybek, które nie mają znaczenia gospodarczego. Ekolodzy wiedzą swoje, a rybacy swoje.

Zdrowe drzewa, dobra kuchnia

Rezerwat kormorana i czapli siwej na Mierzei Wiślanej utworzono w 1957 r. Zajmował wtedy 14 ha, kormorany zasiedlały 3 ha. Dzisiaj w granicach rezerwatu znajduje się ponad 70 ha. – Kormorany przesuwają się co roku dalej na zachód, niszcząc kolejne hektary – wyjaśnia leśniczy. – Nie nadążamy za nimi. Wytyczamy wciąż nowe granice rezerwatu, a one i tak przesuwają się jeszcze dalej.
Niedawno wystosowany został wniosek o rozszerzenie rezerwatu do 100 ha. Jeszcze nie zapadła decyzja, a kormorany już przekraczają tę granicę. Wyprzedzają wszystkie ustawy. Ochroną gatunkową zostały objęte w Polsce w 1952 roku. Chronią je też postanowienia międzynarodowe, m.in. Konwencja Ramsalska, Berneńska, wytyczne Wspólnoty Europejskiej. – Ustalenia są międzynarodowe, a kormorany są u nas – puentuje leśniczy. – Przyjeżdżają do mnie Holendrzy, Szwedzi i gdy widzą, co się tutaj dzieje, też są za ograniczeniem populacji tych ptaków.
Janusz Rostkowski jest leśniczym w Kątach Rybackich od 1963 r. i cały czas śledzi poczynania kormoranów. Pamięta, że początkowo kormorany osiedliły się także w pobliskim Przebrnie. Tam jednak zlikwidowano ich siedliska ze względu na dużą konkurencję dla rybaków. Olbrzymi wzrost liczby kormoranów nastąpił w połowie lat 80. Leśniczy wyjaśnia, że jest na ten temat wiele hipotez. Jedna z nich jest taka, że koło Kaliningradu połączono wody zalewu i morza. Wtedy właśnie nastąpiło olbrzymie zarybienie zalewu. – Kormorany otrzymały wspaniałe warunki – mówi leśniczy. – Ponadstuletnie, zdrowe drzewa, dobrą kuchnię w pobliżu. Mogły więc bez problemów się rozmnażać.
Jeszcze w latach 70. brakowało ptakom pożywienia. Leśniczy zaobserwował, że wyrzucały wtedy z gniazd wiele piskląt, by móc wykarmić pozostałe. Po latach 80. już nigdy tego nie zauważył. W lesie sąsiadującym z rezerwatem leśniczy miał dwie pary kruków. Gdy tylko zaczęły się tu panoszyć kormorany, kruki przeniosły się gdzie indziej. Jest jeszcze para orła bielika, która gniazduje o 10 kilometrów na wschód od kormoranów. Obok kormoranów żyje 700 sztuk czapli siwej. To właśnie ona sprząta teren, zjadając odpadki, które wyrzuca kormoran.

Nic z piosenki Szczepanika

Ograniczenie populacji kormoranów jest bardzo trudne. Rybacy z Mierzei Wiślanej uważają, że należałoby niszczyć ich gniazda lub przepłoszyć środkami pirotechnicznymi. Z bardziej drastycznych środków podają odstrzał. Naukowcy jednak są temu przeciwni. Z badań wynika bowiem, że tam, gdzie nie ingerował człowiek, liczebność ptaków nawet spadła. Przyroda sama nie pozwala na nadmierny rozwój niektórych gatunków. Tam, gdzie wycinano drzewa, płoszono ptaki, ich liczba jeszcze wzrastała. Jeżeli przegoniono by kormorany z Kątów Rybackich, to zapewne znalazłyby nową kolonię i tam w pierwszych latach przyrost populacji byłby znacznie większy. Próby ograniczenia liczebności kormoranów w różnych miejscach Polski za pomocą planowego odstrzeliwania też nie dawały oczekiwanego rezultatu. Lepiej więc, zdaniem naukowców, by ptaki pozostały w starych koloniach i nikt ich nie niepokoił.
Na zmniejszenie populacji wpływają warunki pogodowe, długa zima, silne, wiosenne wiatry. Nie zawsze jednak zdarzają się takie warunki. Zwiększenie czystości wód zalewu też mogłoby przynieść pozytywne skutki. Wody są przeżyźnione, szybko rośnie ilość niektórych gatunków ryb i kormorany mają się czym żywić. Trudno więc, by chciały przenieść się w inne miejsca.
Rozporządzenie ze stycznia 1995 r. uregulowało status prawny kormorana w Polsce. Uwzględniono w nim odstępstwo od ochrony. Na obszarach stawów rybnych dopuszczany jest odstrzał od 15 sierpnia. Nasyłane wnioski o zmniejszenie liczebności kormoranów rozpatrywane są przez ministra ochrony środowiska po wcześniejszym zbadaniu sprawy przez lokalne urzędy i zaopiniowaniu przez Radę Ochrony Przyrody.
Naukowcy i ekolodzy radzą rybakom z Mierzei Wiślanej, by wybaczyli kormoranom żarłoczność i nauczyli się z nimi żyć. – Czarne paskudztwo – mówią o ptakach rybacy. – Żadnego w nich uroku z piosenki Piotra Szczepanika.

 

Wydanie: 36/2000

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy