Przełomy i samotna aktorka

Przełomy i samotna aktorka

Fot. Karolina Jóźwiak

46. Warszawskie Spotkania Teatralne miały kłuć, proponując teatr, który nie pozostawia widza obojętnym

Na afiszu znalazło się 16 spektakli, w tym kilka zagranicznych i dwa studenckie. Wszystkim towarzyszyło hasło „Przełomy” sugerujące, że mamy do czynienia z teatrem, który inspiruje zmiany w otaczającym nas świecie.

Program WST zawsze budowany był z tego, co proponują teatry, więc siłą rzeczy był lustrzanym odbiciem tego, co widać na scenach. Czerwcowa 46. edycja ukazała teatr silnie zakotwiczony we współczesności, który jednak źródeł bieżących konfliktów i niepokojów poszukuje w przeszłości, często nierozliczonej, nieprzepracowanej i niezrozumianej. Prawie wszystkie spektakle odnosiły się do wydarzeń sprzed lat, tylko jeden, „Pokój”, wybiegał horyzontem czasowym w przyszłość. Wszystkie zarazem, niezależnie od tego, czy ich kanwą były dawne wydarzenia, czy toczyły się w czasie niedookreślonym albo przyszłym, czy to w Argentynie, czy w Niemczech, czy w Polsce, silnie rezonowały ze światem zza okien. Spotkania potwierdziły, że teatr czuje puls współczesności i potrafi nadać temu odczuciu oryginalny rys formalny. Jak tego dokonuje?

Po pierwsze, stawia pytanie, kim był i kim jest artysta

Jak w „Piramidzie zwierząt” Michała Borczucha (Narodowy Stary Teatr), nawiązującej tytułem do słynnej pracy dyplomowej Katarzyny Kozyry, instalacji z wypchanych ciał zwierząt: konia, psa, kota i koguta. Artystkę zainspirowała baśń braci Grimm „Muzykanci z Bremy”, a jej przesłaniem był zakodowany w pracy protest przeciw zabijaniu i towarzyszącej zabijaniu hipokryzji. Zrozumiano ją opacznie. Gwałtowne protesty, które towarzyszyły udostępnieniu tej pracy wraz z zapisem wideo zabijania konia przeznaczonego do wypchania, stały się klinicznym dowodem zakłamania w podejściu do zabijania zwierząt.

O tym opowiada spektakl, szerzej ukazujący artystów wyrosłych głównie w kręgu pracowni rzeźby prof. Grzegorza Kowalskiego w warszawskiej ASP. Borczuch wyraźnie sięga do „Factory 2” Krystiana Lupy, opowieści o nowojorskiej bohemie, wystawianej w tym samym Narodowym Starym Teatrze (2008).

Pojawia się w „Piramidzie zwierząt” m.in. Zbigniew Libera, guru sztuki krytycznej, którego zdanie „artysta nie może być odpowiedzialny” mogłoby stanowić podtytuł tego przedstawienia o roli sztuki w świecie współczesnym (czasem ukazywanej też w krzywym zwierciadle, z przekąsem). Przy czym wbrew pozorom spory o granice wolności artystycznej wcale nie ustały, a strofowanie niegrzecznych artystów weszło w krew nie tylko krytykom, ale i politykom.

Spektakl należy do najlepszych realizacji Borczucha, najbardziej domyślanych w warstwie wizualnej (wymowna transmisja z podróży pociągiem z Krakowa do Trójmiasta wsysa widza w rytm tej opowieści), precyzyjnie skonstruowanych. Czasem irytujący powolny bieg akcji ma swoje istotne walory – pozwala na dystans i refleksję. Aktorskie dopracowanie rysunku postaci i sytuacji oraz wyraźne oddanie rolom (szczególnie zwraca uwagę otwierający spektakl przeszło półgodzinny monolog Małgorzaty Zawadzkiej w roli Katarzyny Kozyry) dodaje całości smaku. Przy czym wcale nie trzeba głęboko orientować się w hierarchiach i zjawiskach sztuki współczesnej, aby odczuć sugestywnie odtworzony klimat lat 90. i niebudzącą wątpliwości deklarację teatru i reżysera, że szuka pozbawiona wolności karleje,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2026, 29/2026

Kategorie: Kultura