Przywilej czwartej władzy: kłamstwo

Przywilej czwartej władzy: kłamstwo

Bez uprzedzeń

Nie mam do sprzedania rozgłośni radiowej i nie noszę się z zamiarem zakupu ogólnokrajowego dziennika, chociaż bardzo by mi się przydał do prostowania fałszów głoszonych przez telewizję TVN. W sporze o nową ustawę regulującą działanie mediów nie jestem stroną, a jeśli jestem, to tą, do której media prywatne kierują swoje bajecznie nierzeczowe argumenty. Chcą one, aby nasza, odbiorców, strona poczuła się przestraszona groźbą zniesienia pluralizmu i wolności mediów. Jakoś nie widzę, żeby ktoś się tej groźby bał. Jeśli można się tu czegoś bać, to chyba tylko niebywałej ofensywy kłamstwa, jaką rozpoczęły media prywatne. Myślę, że gdyby „Gazeta Wyborcza” przyłączyła do siebie Polsat, ten Polsat mógłby tylko zyskać na atrakcyjności, może nawet dałby się oglądać. Ale czy dla osiągnięcia tego celu warto było „Gazecie Wyborczej” uprawiać propagandę na poziomie TVN i narażać się na utratę wiarygodności?
Jeśli media są przedsiębiorstwami służącymi do zarabiania pieniędzy (a w sporze z rządem powołują się na wolność lokowania kapitału), to nie mogą być żadną władzą, ani czwartą, ani piątą, ani szóstą. Podmiotom ekonomicznym nie przysługuje prawo kontrolowania rządu. Jeśli jednak media są tą czwartą władzą, to, jak każda władza, mogą robić tylko to, do czego zostały powołane. Prawo robienia wszystkiego, co nie jest zakazane, przysługuje obywatelowi, ale nie władzy. Każda władza, pierwsza, druga, trzecia czy czwarta, musi być ograniczona, żadnej nie można pozwolić, aby sama sobie wyznaczała cele i granice.
Media mają dostarczać rozrywki. System rozrywkowy (sławne i wypróbowane circenses) jest nader ważnym uzupełnieniem systemu władzy, jego zadaniem jest trzymanie ludzi w domach (niestety, w niezdrowej pozycji siedzącej), zaprzątanie ich umysłów treściami nieszkodliwymi dla porządku społecznego i chronienie przed nudą, która jest bardzo niebezpiecznym stanem mentalnym. Drugim zadaniem mediów jest dostarczanie tym siedzącym obywatelom pojęciowych środków kontrolowania władzy. Ta funkcja jest jeszcze bliższa istoty władzy niż poprzednia. Media pełnią ją źle albo bardzo źle. Demokracja istnieje albo jej nie ma, zależnie od tego, czy ludzie mogą kontrolować władzę. Tutaj już nie można sobie stroić żartów, do kontrolowania władz (a wszystkie tego wymagają) potrzebujemy prawdziwych wiadomości. Wymóg prawdziwości informacji szerzonych przez media musi kiedyś być ściśle wyegzekwowany, jeżeli demokracja nie ma się skompromitować i ustąpić miejsca anarchii lub od razu dyktaturze. Szerzenie przez media nieprawdziwych wiadomości, błędne naświetlanie działań takiej czy innej władzy, oskarżanie niewinnych i wybielanie winnych należy do cięższych przestępstw niż urzędnicze łapówkarstwo czy malwersacje choćby na skalę PZU-Życie. Czynom pana Kolasińskiego przypisalibyśmy proporcjonalnie małą szkodliwość społeczną, gdybyśmy się zdobyli na obiektywną ocenę szkodliwości kłamstw i przeinaczeń popełnianych przez telewizyjnych gwiazdorów programów w założeniu informacyjnych.
Władza wykonawcza posiada przywilej ukrywania prawdy w pewnych sytuacjach. Rząd może przygotowywać decyzję dotyczącą kieszeni każdego mieszkańca kraju i jednocześnie dementować prawdziwe pogłoski na ten temat. Nie można mu z powodu tego kłamstwa robić zarzutu, ponieważ niełatwo jest poinformować cały naród w taki sposób, aby się o tym spekulanci finansowi nie dowiedzieli. Poczucie odpowiedzialności skłania czasem czwartą władzę do zachowania w tajemnicy tego, co jest tajemnicą rządową, ale prawa do swoich własnych kłamstw ona nie ma. Każdy człowiek jest omylny, ale dziennikarz z omyłek ma obowiązek się tłumaczyć.
Gdy różne grupy dążą do tego samego, do tych samych pieniędzy, do tych samych częstotliwości, do wpływów na tych samych ludzi, do władzy nad tymi samymi ludźmi, dyskusja i argumentacja są grą pozorów. Rzeczywistością jest przepychanie się, walka, podstępy, a przede wszystkim nadużywanie kłamstwa. Ale i w takiej sytuacji należałoby zachować jakieś formy przyzwoitości, a gdy się pretenduje do statusu obiektywnego autorytetu, to również konsekwencja i stosowanie równych miar by się przydało. We Francji kilkanaście lat temu miała miejsce taka historia: Robert Hersant miał ogólnokrajowy dziennik „Le Figaro”, kilka gazet prowincjonalnych i chciał dokupić telewizję. Lewicowy rząd pozazdrościł prawicowemu Hersantowi możliwych wpływów na opinię publiczną (może się nawet trochę przestraszył) i wprowadził ustawę zabraniającą posiadania jednocześnie ogólnokrajowego dziennika i stacji telewizyjnej. Mnie się to wówczas bardzo nie podobało, ale rozmaite francuskie i międzynarodowe komitety wolności prasy ustawę anty-Hersant gorąco poparły. Dzięki temu stała się ona wzorem dla innych krajów. I tak oto konwencjonalna bomba ustawodawcza zrzucona kiedyś na Hersanta swoimi odłamkami może dosięgnąć daleko od miejsca wybuchu leżącą spółkę Agorę.
*
Już prawie byłem przekonany, że na Białorusi panuje sroga dyktatura. Wątpliwości w moim umyśle zasiał dziennikarz z Grodna, który w gazecie „Pahonia” podzielił się ze swymi rodakami opinią, że prezydent Łukaszenka jest mordercą. Gdyby był przekonany tak jak my, że na Białorusi nie ma miejsca dla krytyki władzy, to by nie liczył na wydrukowanie swojego artykułu. Artykuł został wydrukowany, ale gazeta skonfiskowana, zaś autor i redaktor mają być sądzeni, gdy tylko sędzia wyzdrowieje. Na razie jest chory. Czy posądzenie prezydenta o patronowanie szwadronom śmierci, o odpowiedzialność za morderstwa jest przestępstwem? W Polsce Lepper został oskarżony przed sądem za to, że zarzucił prezydentowi lenistwo. Ale Lepper nie jest dziennikarzem i według medialnych wyobrażeń, jemu mniej wolno.
Piłsudski mało przejmował się złośliwymi wypowiedziami przeciwników o sobie. Przejmowali się tym jego oficerowie. Za zbyt ostrą krytykę kochanego Dziadka połamali oni żebra docentowi uniwersytetu wileńskiego Cywińskiemu, bijąc go do nieprzytomności. Za kąśliwe kalambury o Piłsudskim inni oficerowie wybili oko Adolfowi Nowaczyńskiemu i żeby wiadomość szerzej się rozeszła, zrobili to w teatrze, przy ludziach. Przypadków takich było więcej. Jedną z ofiar oficerskiego poczucia sprawiedliwości był Dołęga-Mostowicz. Niedołęga w fachu dyktatorskim Łukaszenka mnoży młodych bohaterów, którzy przejmą władzę po jego reżimie. A reżim, który skazuje swoich przeciwników na pięć, a nawet na trzy dni więzienia, nie ma przyszłości, a nawet, jak się wydaje, teraźniejszości.

 

Wydanie: 15/2002

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy