Psycholog zamiast in vitro

Psycholog zamiast in vitro

Władza proponuje obywatelom naprotechnologię

70 urodzin jako efekt współczesnej metody leczenia niepłodności, zwanej Programem kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego, to drwina. Drwina z nas, podatników, i drwina z nas jako obywateli, którym wciska się byle ciemnotę. Bo jak inaczej można nazwać działanie, które wprowadza w błąd? Przecież żadna porada psychologiczna nie spowoduje, że kobieta, u której doszło do nieodwracalnego uszkodzenia jajowodów, lub mężczyzna z obniżonymi parametrami nasienia zostaną rodzicami. To przeczy zdrowemu rozsądkowi i jest niezgodne z wiedzą medyczną. Dla takich par nie ma innego wyjścia niż metoda in vitro, stosowana na świecie od 40 lat, a w Polsce od ponad 30 lat. Jak podaje ESHRE (European Society of Human Reproduction and Embryology, czyli Europejskie Towarzystwo Rozrodu Człowieka i Embriologii), na świecie urodziło się dzięki niej 7 mln dzieci, w Polsce kilkadziesiąt tysięcy.

Jak widać, rządzący nie szanują myśli naukowej i jej praktycznego zastosowania. Likwidują dobrze działający program leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego, w wyniku którego w Polsce urodziło się 5285 dzieci. Zastępują go zaś programem bublem, za sprawą którego doszło do 70 ciąż.

Czy ten porażający sukces był wart 27,8 mln zł, które – jak pisze NIK – zostały wydatkowane w latach 2016-2017 na tworzenie ośrodków referencyjnych, gdzie pary dostały wsparcie w swoich działaniach prorodzicielskich? Bo tyle pieniędzy poszło na uzdrawianie prokreacyjne Polaków, a na cały Program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce w latach 2016-2020 przeznaczono 100,6 mln zł. Miało w nim wziąć udział docelowo 8 tys. par. Dotąd, w 2017 r., zgodnie z informacją NIK zgłosiło się takich par 107… Jakieś niedostosowanie państwowego programu do potrzeb społecznych?

Z drugiej strony dobrze, że mamy dodatkowo 70 obywateli. Bo to prawda, że każde polskie nowo narodzone dziecko jest na wagę złota. Ale o pełnym sukcesie moglibyśmy chyba mówić, gdyby poradnictwo psychologiczne dla par pragnących zostać rodzicami wprowadzić obok państwowego programu in vitro, jako dodatkowe rozwiązanie. Zapewne są osoby, którym można w ten sposób pomóc. Mogą być chwilowo niepłodne z powodu jakiejś traumy czy zaburzeń hormonalnych, też często spowodowanych problemami psychicznymi. Mogą być inne przyczyny natury psychicznej i te powinien pomóc określić psycholog w ośrodku referencyjnym, a potem powinna zostać ustalona możliwość terapii, co jest zapisane jako cel rządowego programu zdrowia prokreacyjnego.

A wszystko można by zrobić za o wiele mniejsze pieniądze. Program in vitro nie potrzebowałby bowiem takich inwestycji jak prokreacyjny, ponieważ od dawna ma swoją infrastrukturę w postaci prywatnych klinik leczenia niepłodności, których państwu użyczał. I wilk byłby więc syty, i owca cała.

Na marginesie, dziwi mnie tylko to, że z tej diagnostyki niepłodności mogą korzystać jedynie te pary, które nigdy w tym zakresie nie były badane. Niech te ośrodki referencyjne będą otwarte dla wszystkich, którzy pragną zostać rodzicami, a nie mogą (wykluczając względy zdrowotne, czym zajmują się lekarze i metoda in vitro).

Władza proponuje obywatelom zastąpienie in vitro naprotechnologią, w której za pomocą samoobserwacji określa się dni płodne kobiety. To znowu jest traktowanie ludzi jak ciemnogrodu. Z najbardziej nawet sumiennego stosowania kalendarzyka w celach prokreacyjnych dzieci nie będzie, jeśli kobieta ma nieuleczalną niedrożność jajowodów. Aby pomóc ludziom stać się rodzicami, nauka wymyśliła in vitro. W listopadzie minie 31 lat od urodzin pierwszego polskiego „dziecka z próbówki”, jak to kiedyś określano (czasy się zmieniły i teraz już nikt nie śmie tak nazwać noworodka, w którego poczęciu nauka pomogła). Był to sukces prof. Mariana Szamatowicza, pioniera polskiego in vitro. Teraz jednak zaprzeczamy naszym osiągnięciom, wycofując się z państwowego programu in vitro i zastępując go gniotem, który pokazał figę decydentom. Bo społeczeństwo nie lubi wszelkiej indoktrynacji, wpuszczania ideologii do spraw intymnych. I będzie przed tym się bronić.

To, co robi obecna władza, jest wewnętrznie sprzeczne. Z jednej strony, wszelkimi sposobami nakłania Polki do rodzenia dzieci, ograniczając choćby prawo aborcyjne i piętnując legalne przerywanie ciąży, a z drugiej – pozbawia możliwości rodzenia dzieci za pomocą zdobyczy nauki. Gdzie więc jest sens tego wszystkiego? Czy ideologia, którą kierują się rządzący, przyćmiewa logikę?

Rezygnując z programu leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego, państwo nie tylko nie pomaga ludziom w realizacji ich ogromnej i naturalnej potrzeby bycia rodzicem, ale także lekceważy Powszechną deklarację praw człowieka, zgodnie z którą prawo do posiadania potomstwa jest podstawowym prawem człowieka. Bo chociaż w Polsce in vitro jeszcze nie jest zabronione, wielu osób nie stać na skorzystanie z tej metody, oznaczającej wydatek kilkunastu tysięcy złotych. A nie wszystko da się załatwić kalendarzykiem małżeńskim i poradą psychologa.

Fot. Mariusz Gaczyński/East News

Wydanie: 46/2018

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy