Z rączkami na kołdrze

Rozszalała się kolejna burza moralna z wylewaniem łez nad upadkiem telewizji publicznej nadającej serial Ireny i Jerzego Morawskich „Ballada o lekkim zabarwieniu erotycznym”. Bum bum bum, walą w bębny moralne autorytety, bum bum bum, odpowiadają komisje i rady oficjalne oraz całkiem samozwańcze. Wszyscy pilnują i piętnują. Rzecznik praw dziecka twierdzi, że doszło do wykorzystania osób nieletnich przez niejakiego pana Czarka. Osoba nieletnia przyszła jako letnia na casting razem z mamusią, która uważa, że to stopień czy szczebel do kariery. Rzecznik, gdyby nie ten dokument, nie wiedziałby nic ani na temat wykorzystania nieletniej, ani pana Czarka, jak również państwa Naturalnych werbujących dziewczęta.
O tej porze, o której nadaje się ów serial, dzieci młodsze powinny spać głęboko z rączkami na kołdrze, żeby nie mogły uprawiać procederu. Jak nie uda się bachorów zmusić do jawności, to trzeba im zakładać do spania szorstkie, grube rękawice z jednym palcem, zgodnie z radą doktora Bilza w „Nowym lecznictwie przyrodnym” z XIX w. Niestety, zdarzyć się mogą nocne polucje bez udziału rączek i żaden rzecznik nic nie pomoże. Starszaki zaś, jeśli nie śpią, siedzą w Internecie, do którego żaden tatuś z kulawą nogą nie zagląda, bo przeważnie na tym się nie wyznaje. Mamusia zaś dzieciaczki na chór wozi. Cieszą się wszyscy, że pan wybrał ich pociechę na swojego pupilka. Nie można było przez 30 lat działalności hotelowej dyrygenta się zorientować, który z młodszych śpiewaków sopranem cienko śpiewa, a który podczas wycieczki piszczy w trawie.
Niech więc teraz nie dziwią się świątobliwi wychowawcy i rodziciele, że dzieciaki szukają wiedzy po kątach, bo podręcznika wychowania seksualnego nie mają, na lekcjach żaden seksuolog ich nie uświadamia, nie wiedzą więc, o co w tej zabawie dorosłych chodzi.
Z pokazywanego serialu jasno wynika, że oddzieliła się moralność od tańca na rurze, walki w makaronie. Czasami przez bezbrzeżną naiwność ofiar agencji przezierają prawdziwy smutek, upokorzenie, zdeptana godność, ale to rani uczucia ładnych ludzi z elit. Krzyczą, że za publiczne pieniądze pokazuje się ludziom takie rzeczy. Jasne, lepiej ich nie widzieć. Jak patrzę na usteczka złożone w dzióbek „dla dobra dzieci”, to wiem, że nic dla tych dzieciaków wcześniej nie zrobiono. Dalejże więc dla uspokojenia zaszarganego sumienia karmelem wszystko polewać, żeby nie docierało, że taki świat istnieje.
Demokracja, owszem, ale przecież Liga musi ocenzurować sztukę w muzeach, dziennikarza trzeba do pierdla zamknąć za napisanie prawdy. Panoszy się absurdalne przekonanie, że jeśli o czymś nie wiemy, to nie istnieje! Nie ma korupcji, obleśnych facetów, nie ma walk w kisielu, przerywania ciąży na życzenie w podziemiu za szmal. Są piękne statystyki i to się liczy. Głowa w piasku, tyłek wypięty ogólnie dostępny. Taki krytyk jak struś d… daje.
Polskie filmy dokumentalne, reportaże telewizyjne stoją na wysokim poziomie, dlaczego więc bezrefleksyjni hipokryci przyczepiają się do Fidyka? Bo przyszli nowi szefowie telewizji i wydaje się, że to dobry moment, żeby kogoś wygryźć. Mówienie o „Balladzie” jako o „Big Brotherze” w publicznej telewizji jest obraźliwe dla twórców.
Autorytety biadolą, że fe, że pan Czarek nieładnym oraz lubieżnym mężczyzną jest, a dziewczęta też jakieś zagubione, naiwne i nieeleganckie, biedne kocmołuszki. A już ich matki! No i ta bieda wszechobecna dookoła. Upodleni ludzie, modelki od siedmiu boleści i ósmego smutku zrobią wszystko, żeby zarobić 20 złotych. Dotyk pana Czarka zniosą. Za 50 i w makaronie zawalczą, i w kisielu się utytłają. Serial jest trudny do oglądania, przyznaję, wyłączałam, wracałam, miałam odruchy wymiotne, ale to nie jest wina dokumentalistów Morawskich, którzy to dokumentują, ani Fidyka. U nas nie szanuje się prawdy, przeciwnie, delikatni panowie, piękne i wrażliwe panie, ach, och!, nie mogą dopuścić do zgorszenia!
Tak jest, tak wygląda prowincjonalna i wielkomiejska erotyczna rozrywka, w takich warunkach wchodzą w życie młode dziewczyny, którym wydaje się, że są piękne jak modelki na światowych wybiegach, że zrobią karierę, bo przecież do tego nie trzeba nic umieć, skoro nawet by dostać się do Sejmu, wystarczy podstawówka. Zresztą, jak widać, i wyższe studia ludzi z ciał etyczno-moralnych, powołanych do oceny, nie chronią przed hipokryzją.
Szkoda, że znawcy mediów potępiający serial nie rozumieją, czym jest film dokumentalny i o co w nim chodzi. To, że wzbudza gorzki śmiech i obrzydzenie, to jeden aspekt, jest jeszcze drugi – refleksja nad tym, co się chce robić w życiu. Być może, taki film powstrzyma część kandydatek, spowoduje, że opamiętają się ich matki i nie będą pchały córek wprost na rurę. Ważne, żeby robiły to tylko te dziewczyny, które to lubią, a nie takie, które nie mają innego pomysłu na życie, gdy brakuje pracy.
Jeden Juliusz Machulski, który zna się na reżyserii, nie boi się powiedzieć, że potworny ten dokument robi dobrą robotę, pokazując nędzę, brak kultury, niski poziom cywilizacji, edukacji. Dodam do tego ponadprzeciętną głupotę niektórych osób występujących w filmie, po jednej i po drugiej stronie, a także tych, którzy rzucili się na serial jak ratlerki. Obawiam się, że chodzi o to, by nastraszyć dokumentalistów, żeby nie robili mocnych filmów o seksie.
Zawsze podejrzewałam, że mądrość ma swoje granice, głupota nie zna granic ni kordonów. Wlezie wszędzie i zniszczy to, co dobrego zostało.

Wydanie: 12/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy