Ręka podniesiona na Polskę

Ręka podniesiona na Polskę

Franio, mój ośmiolatek, przed zaśnięciem pyta: „Tata, a czy ty jesteś dobrym pisarzem?”. Skonsternowany nie wiem, co odpowiedzieć. Zaraz potem znowu: „A czy na książkach dobrze się zarabia?”. Tu nie mam żadnych problemów, by szybko to wyjaśnić. Potem ma inny dylemat: „Czy z nudów można umrzeć?”. Odpowiadam, że nie. Ale to nieprawda. Ludzie z nudów często ryzykują życie i je tracą. Czy I wojna światowa nie wybuchła z nudów?

Wczoraj przykre zdarzenie w autobusie. Wszedł kontroler, wszystkich sprawdził, a mnie pominął, uznał pewnie, że mam tyle lat, że przysługuje mi darmowy przejazd.

Wymiana opon na letnie, lubię ten warsztacik w pobliżu mojego domu i jego właściciela. Jak zwykle gadamy o polityce, o obrzydliwości tej władzy, mówi: „Tylko dwóch moich klientów to pisowcy, inni myślą jak my, nie wiem, kto na nich głosuje”.

Jadę do Wejherowa na zaproszenie tamtejszego KOD. Byłem w tym mieście już rok temu. Tam KOD jest niezwykle aktywny dzięki Longinowi Skrzypińskiemu. Nawet w deszcz, nawet w śnieg i mróz, nawet w czasie świąt codziennie stał pod miejscowym sądem i demonstrował. Przyznam, że chwilami myślałem, że jest obłąkany, a to tylko moralna wrażliwość i niezgoda na to, co się dzieje w Polsce. Pan Longin ma firmę ogrodniczą, dwójkę dzieci, miłą żonę, też zaangażowaną. Tym razem zorganizował panel w rocznicę wejścia Polski do Unii Europejskiej. Przyjeżdża prof. Andrzej Rzepliński i razem występujemy na scenie, pod baldachimem, w parku blisko rynku. Park wypiękniał dzięki pieniądzom Unii. On mówi bardziej fachowo, ja poetycko, wspominam plaże helskiego półwyspu, jestem dzieckiem i patrzę tęsknie w stronę Szwecji, ten odległy świat wydawał się wtedy daleki, piękny i niedostępny, na wydmach stały wieże strażnicze. Jakie niespodzianki niesie życie… Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że będę w Szwecji dyplomatą już wolnej Polski i dyrektorem Instytutu Polskiego, nie posiadałbym się ze zdumienia. I że będziemy ze Szwecją w jednej bliskiej rodzinie, i da się tam jeździć na dowód osobisty. Z Rzeplińskim przeszliśmy szybko na ty; jest nie tylko wybitnym prawnikiem, to bezpośredni, niezwykle sympatyczny człowiek. To takich ludzi PiS uważa za swoich największych wrogów.

Trochę się czuję jak po stanie wojennym, gdy jeździłem po Polsce na spotkania z ludźmi podobnie jak ja myślącymi. I podobne uczucie, że wróg jest obrzydliwy, że jest nas wielu, mamy rację, ale to może nie wystarczyć.

Piorunujące wrażenie zrobiło wystąpienie Donalda Tuska na Uniwersytecie Warszawskim. Obnażyło nędzę polskiej debaty politycznej. Pocieszające, że tylu ludzi to zauważyło i odczuło. Mam swoich informatorów w małych miasteczkach, czasami tzw. prostych ludzi, byli poruszeni. Tusk trafia zarówno do intelektualistów, jak i do ludu. Kiedy media publiczne informowały o tym wystąpieniu, mieliśmy przykład twórczego rozwinięcia propagandy dwóch największych reżimów XX w. Przy okazji wielka kariera Leszka Jażdżewskiego. Znamy się, uważam, że popełnił błąd. Co z tego, że ma rację, trzeba wiedzieć, kiedy i gdzie można ją głosić.

Prezes przypomina teraz kulawego na jedną nogę starego psa myśliwskiego, który biega po Polsce, węszy i poluje na wyborców. W Poznaniu wystąpił jako gospodyni domowa: „Każdy z nas widział sklepy z niemieckimi proszkami do prania. Takie same proszki, ale z gorszymi składnikami są sprzedawane w Polsce. Po tej samej cenie, tylko że gorzej piorą”. Potem prezes stał się częścią ludu jako wielbiciel disco polo. Antysemici też muszą być zaspokojeni, wołał, że nie odda Żydom mienia, z Niemców zaś wydusi reparacje. I w końcu okazał się wielkim obrońcą wiary. Oświadczył: „Kto podnosi rękę na Kościół i chce go zniszczyć, ten podnosi rękę na Polskę”. W domyśle – i my mu tę rękę odrąbiemy (jak w roku 1956). Czy film „Kler” to było podniesienie ręki na Kościół? A ujawnianie przypadków molestowania dzieci przez księży? Czy ja podnoszę rękę, wchodząc do Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia (może trochę zbyt podniosła nazwa), która ma zbierać i wyjaśniać przypadki molestowania nieletnich przez duchownych? Polska to Kościół, a Kościół to Polska. Nie wierzę, że prezes w to wierzy, w ogóle wątpię w jego religijność, podejrzewam, że to taktyka. Za to podobnie jak cała polska prawica uważa, że Polak bez religii i Kościoła zupełnie moralnie podupadnie. Oni w gruncie rzeczy mają o Polaku fatalną opinię, bez czujności Kościoła Polak rozkradnie, złajdaczy się i już zupełnie się rozpije.

Wydanie: 20/2019

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy