Księżniczka Anna spadła z konia

Księżniczka Anna spadła z konia

Przeczytałem niedawno, że panowanie Elżbiety II jest najdłuższym w historii europejskich władców. Nie jest to informacja prawdziwa. Zasiada Elżbieta na tronie od 1952 r., na razie więc króluje Wielkiej Brytanii lat 67, tyle samo, co Egiptowi Ramzes II. Jeżeli jednak odrzucimy Ramzesa, bo to i starożytność, i geograficznie Afryka, i jeszcze datacja niezupełnie pewna, i tak znajdzie się przed nią trzech władców:

1. Ludwik XIV, król Francji. Wstąpił na tron 14 maja 1643 r. i panował do 1 września 1715 r., czyli 72 lata, 3 miesiące i 17 dni.

2. Harald I Pięknowłosy (Hårfagre), król Norwegii przez 70 lat (lata 860-930, niektórzy datują 858-928, co nie zmienia dla nas istoty rzeczy), a mógł rządzić dłużej, gdyż od chwili przekazania berła najstarszemu synowi Erykowi Krwawemu Toporowi (Blodøxowi) żył jeszcze trzy lata.

3. Franciszek Józef I, cesarz Austrii. Koronowany został 2 grudnia 1848 r., zakończył panowanie 21 listopada 1916 r. Zasiadał więc na tronie 68 lat bez 11 dni. Intronizowana in absentia (6 lutego 1952 r., w dniu śmierci Jerzego VI, przebywała w Kenii) Elżbieta II dogoni go dopiero 26 stycznia 2020 r.

Natomiast od dawna już zasiada Elżbieta na tronie dłużej niż jej praprababka Wiktoria (1837-1901), która stała się symbolem epoki wiktoriańskiej. Jest też w Australii stan Wiktoria, w Afryce – Jezioro i Wodospady Wiktorii, w Arktyce – Wyspa Wiktorii, na Antarktydzie – Ziemia Wiktorii, nie wspominając już o stylu wiktoriańskim obejmującym nader eklektyczne formy. Niestety, czasy się zmieniły i żadna epoka elżbietańska do podręczników nie trafi, acz winno w nich się znaleźć miejsce dla czarujących świat cały elżbietańskich (szczególnie różowych) kapelusików.

W Polsce długotrwałością czyichkolwiek rządów nie bardzo możemy się pochwalić. Najdłużej, ponad 48 lat, a ściślej 48 lat, 2 miesiące i 28 dni, panował Władysław Jagiełło (w tym 13 lat wspólnie z Jadwigą, mającą także prawa królewskie), co daje mu w rankingu europejskim miejsce w czwartej dopiero dziesiątce, na równi m.in. z Janem I Wielkim, królem Portugalii, i Janem II, królem Kastylii i Leónu, ojcem Izabeli Katolickiej, która opłacała podróże Kolumba. 45 lat stał na czele Polski Kazimierz Jagiellończyk, a prawie 44 i pół Zygmunt III Waza – koniec piątej dziesiątki. Stanowi to pewien brak w sentymentalnej historii Polski, gdyż w tradycji międzynarodowej przyjęło się uważać, że sędziwi monarchowie są przeważnie poczciwi, mało podatni na zbyt skomplikowane intrygi, nie mają energii, by się upierać przy zbyt karkołomnych reformach, wielu rzeczy nie dosłyszą, co powoduje ich sympatię dla poddanych, a nawet wykazują się wobec nich pewną empatią. Dlatego pełno o nich ciepłych i wesołych opowieści i dowcipów. Tak było z Ludwikiem XIV, któremu wkładał w usta poeta i filozof Bernard Fontenelle karykaturalne powiedzonka. Na przykład po nierozstrzygniętej bitwie pod Malplaquet (11 września 1709 r.) miał Ludwik powiedzieć: „Czy ten Pan Bóg zapomniał, ile dla niego zrobiłem?”. Po innej porażce: „Gdybym nie był królem, tobym się wściekł”. Apokryfów bez końca, na czele z moim ulubionym, wygłoszonym rzekomo, kiedy kareta przyjechała po władcę z dokładnością do sekundy: „Jeszcze chwila, a musiałbym czekać” (J’ai failli attendre).

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 24/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 24/2019

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Komentarze

  1. ireneusz50
    ireneusz50 10 czerwca, 2019, 14:20

    kanikuła sie zbliża, trzeba czymś wypełnić szpalty gazet.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy