Rewolta zamiast reformy

Rewolta zamiast reformy

Niestrudzeni politycy PiS zmienili znaczenie kolejnego słowa. Ośmieszyli reformy. Reforma w ich wydaniu to już nie skomplikowana, przemyślana, przedyskutowana i częściowo przetestowana ogromna operacja popierana przez środowiska, których ma dotyczyć. Dla dzisiejszej władzy reforma to po prostu rewolta. Zamiast nowego, sensownego porządku ma być nowe. A droga do nowego wiedzie przez wstrząsy. Na początku będzie kataklizm. Ale ruiny się posprząta i jakoś to będzie. Dlaczego ktoś wybiera taką drogę? Nie znam innej odpowiedzi od tej, którą głosi sam obóz władzy. Bo taka jest sobiepańska wola rządzących! Czy to nam czegoś nie przypomina? Tak. Przecież tego rodzaju myślenie o wszechwładzy polityków jest żywcem przeniesione z „Misia” Barei. Tam szatniarz mówi gościowi: nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi? A w dzisiejszej Polsce minister Zalewska tak samo mówi uczniom, rodzicom i nauczycielom. Nie macie nic do gadania i co mi zrobicie? Szatniarzowi niewiele można było zrobić. Ale politycy stosujący tę metodę konwersacji ze społeczeństwem mogą już liczyć dni do katastrofy. Zarówno osobistej, jak i partii, która brnie w takie głupoty.

Moja opinia nie oznacza, że polska edukacja nie ma problemów. Czy ktoś poważny mówi, że system oświatowy, w tym szkoła, nie wymaga zmian? Nie. I to jest jedyny łączący wszystkich pogląd na oświatę. Reszta jest już nie tylko sporem, ale wręcz szybko rozwijającym się konfliktem. Rząd traci poparcie dla zmian, więc je przyśpiesza. Zachowuje się, jakby szkoły płonęły i uczniów należało ratować z pożaru. A tak przecież nie jest. Błyskawicznej zmiany nie potrzeba. Nie jestem masochistą, ale wiele razy śledziłem wystąpienia minister Zalewskiej. I co za każdym razem widziałem? Mało konkretów, brak uczciwej debaty z udziałem wszystkich zainteresowanych i lekceważący stosunek do nauczycieli.

A gdzie w tym wszystkim jest uczeń? Zginął w politycznych ambicjach doktrynerów, którzy wszystko wiedzą lepiej niż najlepsi nauczyciele i dyrektorzy szkół. Nie sądzę, by faktyczną matką i mózgiem tej niby-reformy była Anna Zalewska. Nie wygląda na osobę z takim potencjałem. Mówi się, że za tymi poronionymi działaniami stoją profesorowie Legutko i Waśko. Długo aspirowali do fotela ministra. Tylko po co? PiS już miało ogromne kłopoty w oświacie. Za niesławnych rządów Giertycha był dwugodzinny strajk. Mija 10 lat od tamtego kryzysu. Zamiast Giertycha jest Zalewska. I strajk wiszący w powietrzu.

Wydanie: 48/2016

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy