Skrajna prawica z szansą na prezydenta

Skrajna prawica z szansą na prezydenta

Teraz zapewne zacznie się brudna kampania. Van der Bellenowi zarzuca się brak niezależności od Zielonych. Hoferowi – np. udział w negocjacjach na rzecz fundacji kolegi, w tym obietnicę uzyskania obywatelstwa dla obcokrajowca, a szło o biznes wartości 180 mln euro. Twardy, polaryzujący, pełen nienawiści język Hofer postara się gładko pomieścić w ramach prawa i dobrego obyczaju. „Nie potrzebujemy zielonego faszystowskiego dyktatora”, powiedział na wiecu partyjnym o Van der Bellenie, a w ważnej telewizyjnej rozmowie wyraził nadzieję, że rzeczony „nie wziął tego na poważnie”.

Kandydat FPÖ wspiera połączenie urzędów kanclerza i prezydenta: „Urząd prezydenta dawniej oznaczał notariusza państwowego; teraz powinien być silny i wyrażać się jasno”. O systemie UE mówi jako o bardzo niebezpiecznym, o dilu z Turcją jako o bardzo złym. O uchodźcach, że są w większości gospodarczymi uciekinierami, którzy chcą się dobrać do austriackiego systemu socjalnego.

Hofer jest honorowym członkiem burszenszaftów. Te studenckie stowarzyszenia zakładane w Niemczech 200 lat temu i wciąż aktywne, również w Austrii, były częściowo zdelegalizowane; kojarzone są z prawicową ekstremą i nacjonalizmem. W swoich zapisach odrzucają istnienie austriackiego narodu, który miał być wymyślony po 1945 r., mówią o przynależności do niemieckiej kultury, wielkiego vaterlandu. „Nie odrzucam tego, ale mam inne zdanie, to minitemat, niegodny Austrii”, komentuje bez zająknięcia Hofer. Prywatnie uważa, że naród austriacki istnieje, a chodzi o przynależność do niemieckojęzycznego obszaru kulturowego. Zaznacza, że taki zapis „to nie powód, by opuszczać grupy burszenszaftów”. Nie ma (coraz mniej) typowego dla członków burszenszaftów cięcia na policzku, tzw. schmissu: „Dowiodłem mojej odwagi inaczej”. Podkreśla, że jest rzecznikiem niepełnosprawnych i tych, którymi politycy się nie interesują.

Patricia Pawlicki, dziennikarka telewizyjna kojarzona ze SPÖ, wywołująca agresję aparatu FPÖ, zarzucała Hoferowi, że dzieli naród, zamiast łączyć. Pytała, jak godzić z urzędem jego język (używany tylko pośród swoich), np. „Ci, którzy siedzą tam, na zewnątrz, są tymi, którzy niszczą kraj”. Brzmi znajomo?

Marsz protestu

Norbert Hofer przyznaje, że zwykle ma dobry nastrój, takie też robi wrażenie bez względu na to, co i o czym mówi. Może nieco mu go zepsuje inicjatywa Ofensywy przeciw Ruchom Prawicowym, organizacji studenckich i antynazistowskich, wzywająca do demonstracji przeciw jego kandydaturze. Wynik pierwszej tury zelektryzował i otrzeźwił niektóre środowiska. Same hasła, że „niemiecko-nacjonalistyczny członek burszenszaftu nie ma prawa zostać prezydentem Austrii” i że „FPÖ nie jest alternatywą dla upadającej koalicji” nie wystarczą. Widać, że „potrzeba nie podziału społeczeństwa, ale solidarnej polityki”, a wybór Hofera na prezydenta może powstrzymać tylko „współpraca wszystkich sił antyfaszystowskich”.
Przeciwnicy prezydenta z FPÖ mają się zebrać pod Hofburgiem

18 maja. Alexander Van der Bellen, jedyna alternatywa przeciw niebieskim w brunatnych odcieniach, musi mieć poparcie w głosach. Tymczasem język Norberta Hofera brzmi nazbyt znajomo. Może Austriacy będą mądrzejsi przed szkodą? Bardzo im tego życzę.

fot. Jaga Hafner

Strony: 1 2 3

Wydanie: 18/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy