Śmiertelna inicjacja

Śmiertelna inicjacja

Dave

Ośmioletni Dave mieszka w bambusowej chatce z kilkorgiem rodzeństwa, kuzynostwem oraz matką. Ojciec pojawia się u nich tylko po to, by zrobić kolejne dziecko. W latynoskiej kulturze macho mężczyźni nie są od tego, by utrzymywać rodzinę. Wszystko jest na głowie kobiet. Kiedy zaś przytłoczone nadmiarem obowiązków nie mogą czegoś zrobić, często są bite. Dave wychowuje się więc bez ojca. Rodzina jednak jest dla niego ważna. Kiedy przychodzi na obiady do katolickiej fundacji, stara się coś wynieść – gumki, długopisy, kredki… Najczęściej oddaje to niepełnosprawnej siostrze. Melisa ma dużą krótszą lewą nogę, która kończy się kikutem. Z tego powodu przestała chodzić do szkoły. Rówieśnicy przezywają ją Żyrafa. Dave niemal każdego dnia bije się z tymi, którzy dokuczają jego siostrze. Nigdy się nie żali, nawet kiedy bardzo obrywa. Gdy próbuję z nim o tym rozmawiać, spuszcza wzrok i nie odpowiada na żadne pytanie. Na żadne.

Juan

Ma najjaśniejszą karnację w rodzinie. Jest typowym Mulatem, a jego mama i jej aktualny mężczyzna są Murzynami. Francesca ma czworo dzieci, każde z kim innym. Tylko Juan wygląda inaczej niż cała reszta, więc to on jest ofiarą nieprzyjemnych komentarzy. Gdy mama wpada w alkoholowo-narkotykowy ciąg, znika z domu na kilka dni. Juan wtedy opiekuje się młodszym rodzeństwem i starszym, lekko upośledzonym bratem Freddym. Gotuje dla nich, odprowadza do szkoły, sprząta. Często więc opuszcza szkołę i w klasie jest z dużo młodszymi dziećmi.

Rodzeństwa nie łączą stuprocentowe więzy krwi, ale wyczuwalna jest ich szorstka, męska przyjaźń. Kiedy ktoś dokucza Juanowi, Freddy zawsze staje w jego obronie. Chłopaki muszą na siebie liczyć. Na mamę rzadko kiedy mogą. Juana fascynują sicario, czyli płatni mordercy działający w mieście. To najczęściej imigranci z Peru lub Kolumbii, którzy za 50 dol. są w stanie zabić każdego. Niepisaną zasadą w Ventanas jest, by nie robić obcym zdjęć telefonem. Bo fotografia może zostać pokazana sicario.

Antonio
Ma 12 lat i na swoje nieszczęście jest najstarszym synem rodziny Mora. Mimo wrodzonej inteligencji i bystrości edukację zakończył na pierwszych klasach szkoły podstawowej w Rumiñahui. System edukacji w Ekwadorze jest najgorszy w całej Ameryce Łacińskiej. Nauczyciele języków obcych mówią na poziomie polskich gimnazjalistów. Nauka liczb polega na tym, że maluchom jako pracę domową zadaje się wypisywanie liczb od 1 do 2000. Zniechęcone i zmęczone dzieci często nie odrabiają takich zadań, co się kończy biciem linijką po rękach przez nauczycieli. Oficjalnie kary cielesne są w Ekwadorze zakazane. W rzeczywistości jednak ten proceder trwa. Nie jest też rzadkością, że 13-latki chodzą do jednej klasy z siedmiolatkami.

Antonio nie potrafi czytać ani pisać, czego bardzo się wstydzi. Proponuję mu, że go pouczę. Zgadza się, ale nie zjawia się na jednej choćby lekcji. Nie ma czasu. Rano zbiera plastikowe butelki, które później zgniata i sprzedaje w punkcie skupu złomu. Po południu pracuje jako pucybut w centrum miasteczka. Wieczorem sprzedaje kiełbaski, które kupuje za pieniądze zarobione za butelki. Wie, że dzięki jego pracy pieniędzy będzie trochę więcej. Wszystkie oddaje rodzicom. Mimo tylu zajęć próbował skończyć szkołę. Rodzice zabronili mu jednak do niej chodzić, bo wtedy mniej pracował.

Cała trójka regularnie skacze z mostu w Ventanas, ryzykując życie, by tylko poczuć przynależność do jakiejś grupy. Są jednymi z tysięcy samotnych, pozostawionych samym sobie dzieci latynoskich faweli. Miejsca na ziemi, gdzie przeżyją tylko najsilniejsi.

* Dla dobra dzieci ich imiona w tekście zostały zmienione.

Fot Pawel Drag

Strony: 1 2

Wydanie: 25/2016

Kategorie: Obserwacje

Komentarze

  1. Tomk
    Tomk 20 lipca, 2016, 23:49

    Dajcie więcej tekstów tego dziennikarza

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy